Uratował życie uczniów i nauczycieli

Był rok 1988. W pewnym momencie nad Olszanicą znalazł się sowiecki samolot szturmowy. „Leciał bardzo nisko i dostrzegalny był dym” – relacjonuje jeden ze świadków zdarzenia. Chwilę później maszyna runęła w pobliskim lesie.

W 1988 roku w Olszanicy doszło do katastrofy lotniczej. Sowiecki samolot szturmowy SU-25, którym leciał Gainie Tdinow w pewnym momencie uległ poważnej awarii i zaczął tracić na wysokości. 22-letni pilot w ostatniej chwili poderwał uszkodzoną maszynę znad dachu szkoły podstawowej w Olszanicy, ratując tym samym nauczycieli i uczniów.

20-tonowy, mocno uzbrojony i opancerzony samolot Tdinowa rozbił się chwilę później w pobliskim lesie. Osoby, które dotarły na miejsce wypadku jako pierwsze wspominają, że z pilota nie było co zbierać. Świadkowie tych zdarzeń wspominają, że znaleźli kawałki ludzkich kości, a cały las śmierdział paliwem i spalinami. Tak jakby chwilę przed śmiercią, pilot zrzucił cały zapas. Na przestrzeni 33 lat nadal niewyjaśnione pozostaje to, dlaczego pilot po wykonaniu manewru skrętu w kierunku lasu nie katapultował się.

„Był huk i leciał nisko, jakby miał spaść”

„Był to ciepły dzień. Wraz z dziećmi byliśmy na zewnątrz. W pewnym momencie zrobił się ogromny huk. Nikt nie wiedział co się dzieje. W niedalekiej odległości zauważyliśmy samolot, który zbliżał się do nas i leciał bardzo nisko, tak jakby miał zaraz spaść na ziemię. Wydobywał się z niego ogromny dym. Chwilę później zniknął i słychać było ogromny wybuch” – relacjonuje nam jedna z ówczesnych nauczycielek.

Gainie Tdinow miał 22 lata. Z pochodzenia był Tatarem, urodzony w Ufie, żonaty. Służył w jednostce myśliwców stacjonującej pod Lwowem.

Dzisiaj w miejscu katastrofy mieści się mały pomnik, otoczony metalowym płotkiem.