Prezentuję kolejną pocztówkę z moich zbiorów. Podobnie jak poprzednia wydana została w 1984 roku. I podobnie jak na poprzedniej (z Przełęczy Wyżnej) zamieszczono na niej zdjęcie bardzo kiepskiej jakości, na materiałach zapewne produkcji DDR.

Pocztówka prezentuje się z tego powodu niezwykle skromnie (nieznacznie poprawiłem fotkę na odpowiednim programie). Wyblakłe, mgliste kolory, bardzo zły wydruk, szczegóły słabo czytelne. Zdjęcie z całą pewnością zrobione zostało wcześniej, być może jeszcze w stanie wojennym bądź tuż po jego zniesieniu.

Historia starej fotografii wg. Zbigniewa Maja

Na szczęście widok ten doskonale jest mi znany, również z tamtego okresu, dlatego pomimo złej jakości tejże pocztówki, rozpoznaję bez trudu każdy szczegół krajobrazu. Ogólnie rzecz ujmując jest to Wetlina i jej część zwana Starym Siołem. Oczywiście nie w całości, lecz jej część środkowa. W tym czasie nie mieszkałem już na stałe w Wetlinie, gdyż kilka lat wcześniej wyruszyłem w świat w celu pobierania dalszych nauk. Przyjeżdżałem jednak w odwiedziny do moich rodziców tak często, jak tylko było to możliwe, średnio raz na dwa tygodnie.

Wetlina. Opis miejscowości

Parę zdań o tej miejscowości, a dokładniej tej jej części, którą utrwalił fotograf. Mam nadzieję, że zainteresują nie tylko jej mieszkańców, ponieważ miejscowość jest powszechnie znana miłośnikom tych gór. Jeszcze kilkanaście lat wcześniej ta część Wetliny była niemal pusta. Niemal, bowiem istniała już od 1964 roku, uwieczniona na zdjęciu szkoła podstawowa (jasny budynek w centralnej części i widoczny u dołu zdjęcia długi barak, schronisko PTTK, przebudowane z tzw. hotelu robotniczego.

Ten opis również Cię zainteresuje: Berehy (Brzegi) Górne

Poza tym wokół dominowały zielone łąki i lasy. Istniały wówczas (w 1964 r.) jedynie dwurodzinne domki dla pracowników miejscowego nadleśnictwa, zwane osadami robotniczymi oraz inne obiekty „leśne”, a także wojskowe (koszary, nowa strażnica i dwa drewniane budyneczki gospodarcze).

Pozostałe domy (prócz szkoły i schroniska) widoczne na fotografii, należą do gospodarzy, którzy skorzystali z nowej możliwości, jaką stworzyła akcja zorganizowana przez Powiatową Radę Narodową z Leska. Wśród nich znaleźli się też moi Rodzice, którzy należeli do pierwszej grupy wetlińskich rolników, która zaczęła tworzyć tutaj swoje gospodarstwa w 1967 roku. Nasz dom znajdował się z prawej strony, poza kadrem niestety. Były tam pierwotnie trzy gospodarstwa, a już w latach 70. powstało czwarte. Niemal wszyscy ci osadnicy byli wcześniej pracownikami leśnymi, zatrudnionymi w Nadleśnictwie Wetlina.

Wetlina Manhattan

Zwróćmy uwagę na rozległe wzgórze po lewej stronie. Tym, którzy nie znają Wetliny z tamtych czasów trudno będzie zapewne uwierzyć, że to jest tzw. Manhattan (jakże ja nie lubię tej nazwy!). 

O ileż piękniej wyglądało to miejsce w tamtych czasach. Tylko sześć gospodarstw i piękne zielone łąki, w różnych odcieniach zieleni, w zależności od tego, czy były wykorzystywane jako pastwiska, czy łąki kośne. Dokąd sięgam pamięcią wstecz, wiodła przez to wzgórze ścieżka na Połoninę Wetlińską, potem na Przełęcz Orłowicza. Nie wszyscy zapewne wiedzą o tym, że przełęcz ta zyskała taką nazwę dopiero w 1974 roku, ani o tym, że nie jest to właściwa przełęcz oddzielająca główny masyw Połoniny Wetlińskiej od Smereka. Miejsce to nazwano Przełęczą Orłowicza tylko dlatego, że krzyżują się tutaj szlaki turystyczne. Właściwa przełęcz jest o niemal dwadzieścia metrów niższa i znajduję się nieco dalej w stronę Osadzkiego Wierchu.

Powracając do Manhattanu, to wspomnę jeszcze czasy, gdy nie było żadnego z widocznych na wzgórzu tym budynków, a jedynie kiosk w kształcie beczki na piwo. Stał na kulminacji wzgórza, przy ścieżce wiodącej na połoninę.

Bieszczady sprzed lat

To zdjęcie daje nam wyobrażenie o tym jak wyglądały Bieszczady przed czterdziestu, a nawet pięćdziesięciu laty. Niewiele bowiem zmieniło się od 1968 do 1983 roku. Skoro tak wyglądała największa obecnie miejscowość w otoczeniu połonin, to łatwo wyobrazić sobie jak prezentowała się reszta krajobrazu. Sielankowa pustka, znikomy ruch na obwodnicy, mnóstwo zieleni, zapach skoszonej trawy i suszącego się siana.

Atrakcyjnym uzupełnieniem był widok pasącego się bydła i stada owiec w pobliżu wielu istniejących wtedy bacówek. Wędrowcy mieli możliwość skorzystania z atrakcji o których dzisiaj można sobie jedynie pomarzyć. Mogli zakupić świeże produkty rolne wprost u gospodarzy, a nawet skorzystać z noclegu w stodole, na świeżo zwiezionym sianie.

Zaopatrzenie w sklepach było jednak nieporównanie gorsze niż obecnie, co i tak ująłem bardzo delikatnie.

W nielicznych sklepach, szczególnie tych w małych osadach, prowadzono zapisy na podstawowe produkty, w tym także chleb, skutkiem czego turyści mieli przeważnie niewielki już wybór. Nikt z odwiedzających to miejsce specjalnie się tym jednak nie przejmował. Większości turystów wystarczały zupki błyskawiczne ( w tym bardzo popularna wtedy „Ogonowa”), czerstwy chleb, dżem lub marmolada. Do tego margaryna i ewentualnie konserwy, w tym osławiona „Turystyczna”, o niebo jednak lepsza niż obecnie. Uzupełnieniem diety bywały borówki, maliny, grzyby i półdzikie owoce z przedwojennych sadów.

Bieszczadzka etymologia stonki ziemniaczanej

Do atrakcji zaliczyć też należy możliwość biwakowania w dowolnym niemal miejscu, o czym pisałem w poprzednim poście. Można by tak jeszcze długo wspominać i wyliczać. Każdy jednak z ówczesnych turystów miał swój autorski sposób na przetrwanie, w tych trudnych czasach i w tym „dzikim” miejscu. Zdarzało się też niestety, że pod koniec lata niektórzy z turystów (głównie studenci), mieli brzydki zwyczaj podkradania miejscowym gospodarzom ziemniaczków z pól. Efektem tego był ogólnie przyjęty przez miejscowych w latach 70/80 XX w. zwyczaj nazywania turystów plecakowych „stonką ziemniaczaną”.

Powracając do zdjęcia dodam jeszcze, że zrobiono je najprawdopodobniej w lipcu 1983 roku, ze wzgórza opadającego z grzbietu Jawornika (możliwe jednak, że rok lub dwa wcześniej). O tym, że jest to lipiec (bądź przełom lipca i sierpnia) świadczą dwa szczegóły. Pierwszym jest specyficzna szachownica widoczna na łąkach, co dowodzi, że zaczęły się dopiero sianokosy. Drugim soczysta jeszcze zieleń traw na połoninie.

Kartkę zakupiono najprawdopodobniej w Wetlinie, napisano w Cisnej (data 87.05.12), a wysłano w Rzeszowie. Na odwrocie ciekawy tekst: „Serdeczne pozdrowienia z uroczego zakątka jakim jest Cisna, przesyła Mała!”. Musiała być owa Mała wyjątkowo roztargnioną osóbką.

Autor: Zbigniew Maj

Autor zdjęcia – J. Siudecki