reklama

Zapora w Solinie dziś zachwyca monumentalnym wyglądem. Gdy powstawała, pod wodą znikały domy, cmentarze i ludzkie historie

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Zapora w Solinie dziś zachwyca monumentalnym wyglądem. Gdy powstawała, pod wodą znikały domy, cmentarze i ludzkie historie - Zdjęcie główne
Autor: Aleksandra Szeligowska | Opis: Zapora w Solinie jest najwyższą zaporą wodną w Polsce

Udostępnij na:
Facebook
Bieszczadzkie dziejeJezioro Solińskie, nazywane często „bieszczadzkim morzem”, stanowi dziś turystyczną atrakcję regionu i symbol nowoczesnej inżynierii. Nad taflą wody góruje najwyższa w Polsce zapora o wysokości 81,8 metra i długości 664 metrów, będąca świadectwem rozmachu budownictwa lat 60. XX wieku. Jednak pod wodą, na głębokości dochodzącej do 60 metrów, spoczywa świat dawnych wsi, cerkwi i domostw, które w 1968 roku bezpowrotnie pochłonęła woda.
reklama

Zatopiony świat: Solina, Zabrodzie i inne miejscowości

Decyzja o budowie zapory, choć strategiczna z punktu widzenia ochrony przeciwpowodziowej i energetyki, oznaczała koniec istnienia dla kilku tętniących życiem bieszczadzkich osad.

Historyczna wieś Solina znajdowała się pierwotnie u ujścia Solinki do Sanu. Była to, jak pisze Katarzyna Lenkiewicz, jedna z najstarszych i najlepiej rozwiniętych wsi w regionie, której nazwa wiązana jest z dawnym wydobyciem soli. Mieszkańcy utrzymywali się także z rybołówstwa dzięki bogatym w ryby wodom Sanu i Solinki.

Drugą, ważną miejscowością było Zabrodzie, które przed budową zbiornika leżało na zachodnim brzegu Sanu i było wsią graniczną z ZSRR w latach 1944-1951. Po zalaniu doliny w 1968 roku nową miejscowość o nazwie Solina ulokowano właśnie na terenach należących dawniej do Zabrodzia.

reklama

Oprócz nich pod wodą znalazły się całkowicie lub częściowo: Teleśnica Sanna, Horodek, Sokole, Chrewt oraz Wołkowyja.

Jak powstawało Jezioro Solińskie? 

Proces, który na zawsze zmienił oblicze tej doliny, wszedł w swoją decydującą, a dla wielu najbardziej dramatyczną fazę w 1966 roku. To właśnie wtedy, po latach wyburzeń i przygotowywania czaszy zbiornika, podjęto historyczną decyzję o rozpoczęciu spiętrzania wody.

Dla ostatnich mieszkańców, którzy wciąż przebywali w swoich domach, był to sygnał, że czas pożegnania z ojcowizną nieubłaganie dobiega końca. Woda powoli, ale systematycznie zaczęła pochłaniać najniżej położone łąki, drogi i fundamenty rozebranych już budynków, stopniowo wypełniając doliny Sanu i Solinki.

Budowa zapory w Solinie, zdj. Tadeusz Sumiński, „W Bieszczadach”, 1968 / Wikimedia Commons (domena publiczna)

reklama

Prace przy budowie zapory trwały do ostatniej chwili. W przedsięwzięcie zaangażowano tysiące pracowników oraz nowoczesny, jak na ówczesne realia, sprzęt budowlany. Podstawowe roboty betoniarskie zakończono pod koniec lutego 1968 roku. Już 9 marca 1968 roku przeprowadzono wstępny rozruch pierwszej turbiny, co było jednym z najważniejszych etapów uruchamiania elektrowni wodnej.

Ostatecznie „stara Solina” zniknęła pod taflą jeziora w lipcu 1968 roku, a cała inwestycja, o łącznej wadze 2 milionów ton, została oficjalnie oddana do eksploatacji 20 lipca 1968 roku. Uroczyste otwarcie zapory wraz z elektrownią wodną odbyło się 22 lipca 1968 roku - nieprzypadkowo wybrano datę przypadającą na obchodzone w czasach PRL Narodowe Święto Odrodzenia Polski. Wtedy też przed zebranymi delegacjami i gośćmi roztoczył się widok na potężny betonowy mur, który na zawsze oddzielił dawną historię doliny od nowej ery bieszczadzkiej turystyki i energetyki.

reklama

Wysiedlenia i utracone dziedzictwo

Dla około trzech tysięcy mieszkańców realizacja projektu oznaczała życiowy dramat. Ludzie ci byli częścią kultury Bojków, której tradycje zniknęły wraz z zalaniem doliny.

Michał Mizera w materiale na kanale YouTube omawia powstanie zapory w Solinie. Historie, opowiadane przez świadków tych wydarzeń, są pełne ludzkich dramatów. Wspominają oni, że domy niszczono spychaczami, a cenne budynki sakralne wysadzano w powietrze, by nie stały się przeszkodą dla żeglugi. Szczególnym echem odbił się los kościoła w Wołkowyi, który został wysadzony nocą 4 października 1967 roku pod osłoną milicji, by uniknąć protestów ludności.

reklama

Cmentarze, które „wracają”?

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów przygotowań do zalania była akcja ekshumacji pięciu cmentarzy. Od lat pojawiają się głosy, że prace te przeprowadzono w sposób pośpieszny i, czasami niestety, nierzetelny.

Szczątków szukano za pomocą metalowych szpil wbijanych w ziemię, co w kamienistym bieszczadzkim gruncie było metodą często nieskuteczną.

Szczególne emocje budzi los cmentarza w miejscowości Sokole. Został on pominięty podczas ekshumacji, gdyż błędnie uznano, że woda tam nie dotrze. W efekcie, gdy w latach 90. XX wieku poziom jeziora opadł, z głębin wyłoniły się przewrócone nagrobki i wypłukane ludzkie kości. Świadkowie wspominają o odnajdywaniu w okolicach brzegów całych trumien.

Legendy o zatopionej dolinie i ludzie tęsknoty

Z biegiem lat wokół zatopionej doliny narosło wiele legend. Mieszkańcy do dziś opowiadają o ukrytych skarbach - cennych pamiątkach i pieniądzach, które wysiedlani ludzie mieli zakopywać w pobliżu swoich domostw z nadzieją na powrót. Nie ma jednak dowodów potwierdzających te historie, jednak do dziś stanowią one ważny element pamięci o utraconym świecie.

Krążą również opowieści o duchach, zjawach i tajemniczych światłach, które w bezksiężycowe noce mają unosić się nad lustrem wody, przypominając o tragicznym losie wyburzonych świątyń i zrównanych z ziemią zagród. Według lokalnych przekazów z głębin „bieszczadzkiego morza” mają dobiegać także tajemnicze odgłosy. Dla wielu są one symbolicznym echem dramatu ludzi, którzy musieli opuścić swoje rodzinne strony.

Obszar przyszłego Jeziora Solińskiego podczas budowy zapory w 1968 roku. Fot. Tadeusz Sumiński / Wikimedia Commons (domena publiczna)

W tych legendach kryje się znacznie więcej niż tylko ludowy folklor - są przede wszystkim wyrazem głębokiej tęsknoty za światem, który we wspomnieniach dawnych mieszkańców pozostał miejscem pełnym sąsiedzkiej życzliwości i harmonii. Dla osób pamiętających Solinę sprzed budowy zapory wciąż żywa pozostaje tożsamość „ludzi spod zalewu” oraz pamięć o ojcowiźnie, która zniknęła pod wodą. Dla nich Jezioro Solińskie jest w istocie wielkim podwodnym muzeum ludzkich losów, gdzie pod błękitną taflą, obok fundamentów domów, spoczywa serce utraconej Bojkowszczyzny.

Ocalałe zabytki i pamiątki

Choć większość dawnej Soliny spoczywa pod mułem, udało się uratować kilka cennych obiektów. Cenne ikony z solińskiej cerkwi pw. Przemienienia Pańskiego (rozebranej w latach 60.) trafiły do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku oraz do składnicy ikon w Łańcucie.

Co ciekawe, obecny kościół w „nowej” Solinie to w rzeczywistości dawna cerkiew przeniesiona z Zabrodzia.


Dziś, spoglądając na jezioro z nowej kolei gondolowej lub korony zapory, widzimy potęgę techniki. Warto jednak pamiętać, że to „bieszczadzkie morze” jest podwodnym muzeum ludzkich losów, przypominającym o wysokiej cenie jaką zapłacono za nowoczesność i bezpieczeństwo regionu.

Korona zapory, zdj. Aleksandra Szeligowska

Jezioro Solińskie, zdj. Aleksandra Szeligowska


Źródła:

  1. Kozicki Z., Zespół Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce, Agencja Paweł Janik, Zielonczyn 2011.
  2. Lenkiewicz K., Wieś Solina we wspomnieniach jej byłych mieszkańców, „Rzeszowskie Studia Socjologiczne”, nr 1/2012, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2012.
  3. Mizera M., Zalana dolina - historia budowy Zalewu Solińskiego, [YouTube], 2026.
  4. Wolski J., Zachować od niepamięci, IGiPZ PAN, Warszawa 2015.
  5. Zespół Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce, 2026.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo