Msza Święta żałobna zostanie odprawiona w środę, 22 lipca, o godz. 10.30 w kościele Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski przy ul. 29 Listopada 24 w Ustrzykach Dolnych. Po nabożeństwie nastąpi odprowadzenie Zmarłego na Cmentarz Komunalny przy ul. Szkolnej.
Henryk Victorini zmarł 2 lipca 2026 roku. O jego śmierci informowaliśmy już wcześniej na portalu wBieszczady.pl.
„Byłeś częścią tego niezwykłego świata”
Odejście Henryka Victoriniego poruszyło wiele osób związanych z Bieszczadami. Bieszczadzka fotografka Inka Wieczeńska pożegnała go niezwykle poruszającymi słowami:
„Są ludzie, o których trudno powiedzieć tylko, że odeszli, bo zostawiają po sobie ślad w miejscach, które kochali i w sercach tych, którzy mieli szczęście ich poznać. (...) Niech tam, po drugiej stronie, rozciągają się najpiękniejsze połoniny, a koń niesie Cię spokojnie przez bezkresne bieszczadzkie przestrzenie. Żegnaj, Heniu... Będzie nam Ciebie bardzo brakowało”.
Pozostawił po sobie coś więcej niż wspomnienia
Henryk Victorini był jednym z tych ludzi, których trudno opisać kilkoma zdaniami. Dla jednych był pionierem, dla innych symbolem dawnych Bieszczadów, a dla wielu po prostu dobrym człowiekiem, który wybrał życie z dala od cywilizacji i przez dziesięciolecia pozostał wierny swoim górom.
Jego nazwisko na trwałe wpisało się w historię regionu. Nosi je jedna z zatok Jeziora Solińskiego, a jego losy stały się częścią opowieści o pierwszych powojennych osadnikach, narodzinach turystyki i świecie, którego dziś już właściwie nie ma.
Jeden z pierwszych powojennych osadników
Henryk Victorini przybył w Bieszczady w 1956 roku, gdy region wciąż nosił ślady wojny i powojennych wysiedleń. Związał swoje życie z doliną Sanu oraz nieistniejącą dziś wsią Sokole, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych mieszkańców tej części Bieszczadów.
Początkowo pracował przy wypasie bydła na bieszczadzkich połoninach. Życie w surowych warunkach szybko nauczyło go samodzielności i sprawiło, że na dobre związał swoją przyszłość z tym regionem.
Bieszczadzki kowboj na planie „Rancho Texas”
Jednym z najbardziej niezwykłych epizodów w jego życiu był udział w realizacji filmu „Rancho Texas”, uznawanego za pierwszy polski western.
Zdjęcia powstawały pod koniec lat 50. między innymi w dolinie Tworylnego. Henryk Victorini został zatrudniony na planie jako jeździec i kaskader. W scenach konnych dublował Bogusza Bilewskiego, aktora znanego później z roli Kwiczoła w serialu „Janosik”.
Po zakończeniu zdjęć nie opuścił Bieszczadów. W Tworylnem prowadził stanicę turystyczną PTTK „Szept”, a później przeniósł się do Sokolego, gdzie kontynuował swoją działalność i na stałe związał się z tym miejscem.
Strażnik pamięci zatopionej doliny
Losy Henryka Victoriniego nierozerwalnie splotły się z budową zapory i powstaniem Jeziora Solińskiego. Kiedy zapadła decyzja o zalaniu doliny, Sokole zniknęło pod wodą.
Przed rozbiórką dawnego pałacyku, w którym mieściła się stanica, odzyskał część materiałów budowlanych i wykorzystał je do budowy własnego domu. Przez lata był on jednym z ostatnich materialnych śladów po nieistniejącej już wsi.
To właśnie od jego nazwiska nazwano Zatokę Victoriniego - jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc we wschodniej części Jeziora Solińskiego.
W 1971 roku jego codzienność została uwieczniona w filmie dokumentalnym „Jeden dzień Henryka” w reżyserii Zbigniewa Święcha.
Człowiek, który stał się częścią historii Bieszczadów
Odejście Henryka Victoriniego zamyka kolejny rozdział historii powojennych Bieszczadów. Pozostaną po nim wspomnienia ludzi, filmowe kadry, opowieści o pionierach zasiedlających opustoszałe doliny oraz miejsce nad Jeziorem Solińskim, które do dziś nosi jego nazwisko.
Rodzinie, bliskim oraz wszystkim przyjaciołom Henryka Victoriniego redakcja portalu wBieszczady.pl składa wyrazy współczucia.
Komentarze (0)