Historia fabryki beczek naftowych w Olszanicy pochodzi z odczytu wygłoszonego 2 marca 1898 roku podczas tygodniowego zgromadzenia Towarzystwa Politechnicznego we Lwowie. Autorem relacji był Bolesław Weryha Darowski, emerytowany inspektor cesarsko-królewskich dróg żelaznych, który odwiedził zakład i szczegółowo opisał jego funkcjonowanie. Już sam początek odczytu pokazuje atmosferę tamtych czasów. W Galicji wiele dyskutowano wówczas o braku dużego przemysłu i możliwościach jego rozwoju. Olszanica miała być przykładem nowoczesnej inwestycji, która mogła odmienić lokalną gospodarkę. Fabryka powstała tuż przy stacji kolejowej w Olszanicy i zajmowała około 20 morgów przestrzeni. Funkcjonowała pod nazwą Angloaustriackiej Fabryki Beczek w Olszanicy, należącej do firmy Howden i Spółka, zarejestrowanej w cesarsko-królewskim Sądzie Obwodowym w Sanoku.
Właścicielami przedsiębiorstwa byli James Howden z Glasgow oraz Allan z Belfastu. Dyrektorem i pełnomocnikiem na Austro-Węgry został Robert Waldeck.
Jedyna taka fabryka w Europie
Według autora odczytu zakład w Olszanicy był jedyną fabryką tego rodzaju nie tylko w Galicji i Austrii, ale w całej Europie. Podobne przedsiębiorstwa działały wówczas jedynie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. W Galicji funkcjonowały wprawdzie mniejsze zakłady produkujące beczki, między innymi przy fabryce cementu w Szczakowej, jednak wykonywano tam inne typy wyrobów i w znacznie mniejszej skali. Tradycyjne beczki do piwa czy wódki powstawały natomiast głównie w warsztatach pojedynczych bednarzy.
Olszanica miała być czymś zupełnie innym. Nowoczesnym, przemysłowym zakładem nastawionym na masową produkcję beczek dla rozwijającego się przemysłu naftowego.
Rozwój przemysłu naftowego i pomysł Roberta Waldecka
Dyrektor Robert Waldeck wcześniej zarządzał w Galicji kopalniami nafty należącymi do angielsko-amerykańskich inwestorów. Dzięki temu dobrze znał problemy związane z transportem ropy i gotowych produktów naftowych. Jednym z najważniejszych były gwałtowne wahania cen beczek naftowych. Jak podawał autor odczytu, w 1886 roku ceny dochodziły nawet do 4 złotych za sztukę, by później spadać do 2,50 lub nawet 2 złotych. Dopiero rozwój kolejnych rafinerii doprowadził do względnej stabilizacji cen na poziomie około 3–3,5 złotego. Waldeck uznał więc, że stworzenie dużej fabryki beczek może okazać się opłacalnym przedsięwzięciem. W 1893 roku zebrał w Szkocji zagraniczny kapitał i rozpoczął realizację inwestycji.
Budowa zakładu i pierwsze problemy
W czerwcu 1893 roku rozpoczęto budowę dużej drewnianej fabryki, pokrytej tekturą asfaltową. Zakład wzorowano na podobnych obiektach działających w Ameryce. Szkoccy inwestorzy nalegali jednak, by zastosować nowoczesny wówczas system angielski produkcji beczek. Mechaniczne wyposażenie przygotowała londyńska firma, a fabryka miała produkować nawet 5 tysięcy baryłek tygodniowo. Produkcję uruchomiono w lutym 1894 roku, jednak bardzo szybko pojawiły się problemy. Już po dwóch miesiącach okazało się, że angielski system całkowicie nie sprawdza się przy produkcji beczek naftowych. Po licznych próbach i zmianach w sierpniu 1894 roku zakład praktycznie stanął.
Podróż do Ameryki i zmiana technologii
W tej sytuacji Robert Waldeck wyjechał do Ameryki. Zwiedzał tam największe fabryki kanadyjskie i amerykańskie, w których od lat produkowano ogromne ilości beczek z drewna bukowego. Szczególnie dokładnie analizował rozwiązania stosowane przez Standard Oil Company, przedsiębiorstwo, które w swoich zakładach produkowało nawet 11 tysięcy baryłek dziennie. Waldeck zakupił nowe maszyny wzorowane na amerykańskich rozwiązaniach, zatrudnił specjalistów od produkcji beczek oraz organizacji pracy w tartakach i lasach. Przyjrzał się również całemu systemowi pozyskiwania drewna.
Jednym z najciekawszych elementów całego przedsięwzięcia były przenośne tartaki parowe działające bezpośrednio w lasach. Już w styczniu 1895 roku uruchomiono pierwsze amerykańskie piły parowe. W marcu jedna z nich rozpoczęła pracę w bukowych lasach Soliny. Przenośny tartak składał się między innymi z piły bębnowej, piły skracającej, dużej wiertarki i maszyny parowej ustawionej na kołach.
Maszyna miała moc 22 koni mechanicznych. Przy użyciu doświadczonych amerykańskich robotników można było wyprodukować od 8 do 10 tysięcy klepek dziennie. Z czasem miejscowi pracownicy osiągnęli wydajność około 6 tysięcy klepek dziennie i zagraniczni specjaliści stali się zbędni. Łącznie funkcjonowało sześć takich pił. Trzy napędzały maszyny z kotłami wyprodukowane w Galicji, jedną zasilała wielka maszyna fabryczna w Olszanicy, a dwie kolejne działały dzięki lokomobili wyprodukowanej w Anglii przez firmę Robey & Co. z Lincoln.
Ogromna skala produkcji
Opis produkcji pokazuje, jak wielkim przedsięwzięciem była fabryka w Olszanicy. Jedna piła bębnowa mogła dziennie przerobić 10 sągów, czyli około 40 metrów drewna bukowego. Do przygotowania takiej ilości materiału potrzebnych było 20 drwali. Przy samej obsłudze piły pracowali maszynista, palacz, ośmiu dorosłych robotników oraz ośmioro dzieci zajmujących się układaniem klepek i usuwaniem odpadów.
Autor odczytu podkreślał także ogromne zużycie drewna. Na jedną beczkę potrzeba było aż 14 stóp sześciennych surowego drewna bukowego.
Jak wyglądał proces produkcji beczek?
Produkcja była wieloetapowa i wymagała ogromnej precyzji. Najpierw świeżo przygotowane klepki suszono przez kilka miesięcy przy tartakach. Następnie przewożono je furmankami lub koleją do Olszanicy. Na miejscu działała specjalna kolejka pomocnicza, którą transportowano materiał do magazynów i suszarni. Fabryka posiadała trzy ogromne szopy mieszczące nawet pół miliona klepek i denek. Proces dalszej obróbki obejmował: wielodniowe suszenie, struganie, przycinanie do odpowiedniej długości, parowanie, gięcie pod prasami o nacisku 12 tysięcy kilogramów, składanie beczek, wykonywanie wpustów pod dna, wiercenie otworów na czopy, montaż żelaznych obręczy, wygładzanie powierzchni oraz zabezpieczanie wnętrza gorącym klejem patentowym. Dna beczek również produkowano mechanicznie. Deszczułki łączono gwoździami o podwójnych ostrzach, a szczeliny uszczelniano trzciną.
Całość była zorganizowana w sposób niemal taśmowy, co pod koniec XIX wieku robiło ogromne wrażenie.
Zakład był przygotowany do produkcji nawet tysiąca gotowych beczek dziennie i zatrudnienia około tysiąca robotników. W praktyce, podczas ostatniej zimy opisanej przez autora odczytu, fabryka produkowała około 500 beczek dziennie i zatrudniała 500 pracowników. Był to więc jeden z największych pracodawców w regionie. Cały zakład napędzała maszyna parowa o mocy 126 koni mechanicznych, wyprodukowana w Wiedniu. Dodatkową maszynę wykorzystywano do obsługi suszarni. Parę wytwarzały dwa kotły z Pragi, opalane odpadami z produkcji, trocinami i wiórami.
Problemy z konkurencją i kryzys fabryki
Mimo nowoczesności i ogromnej skali inwestycji fabryka bardzo szybko zaczęła mieć problemy ekonomiczne. Największym zagrożeniem okazał się napływ używanych amerykańskich beczek, które trafiały do Austro-Węgier bez cła i dodatkowo korzystały z ulgowych stawek kolejowych. W efekcie ceny beczek spadły z około 3,30 złotego do 2,30 złotego za sztukę. Fabryka w Olszanicy zaczęła tracić nawet 80 centów na każdej wyprodukowanej beczce. Zakład został wstrzymany i oczekiwał na rozstrzygnięcia dotyczące polityki celnej. Autor tekstu podkreślał, że ścierały się tu dwa interesy: fabryka potrzebowała ochrony i możliwości sprzedaży beczek bez strat, a rafinerie chciały kupować opakowania jak najtaniej.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Światło, które przyszło z silnika
Mimo problemów ekonomicznych autor odczytu bardzo wyraźnie podkreślał znaczenie zakładu dla regionu. Fabryka dawała zatrudnienie setkom ludzi, zapewniała zarobek woźnicom, zwiększała wartość bieszczadzkich lasów bukowych oraz rozwijała przemysł w trudno dostępnych terenach karpackich. Szczególne znaczenie miały mobilne tartaki, które można było łatwo przenosić pomiędzy różnymi częściami lasów. W opinii autora był to przykład nowoczesnego przemysłu, który mógł rozwijać się nawet w górskich rejonach Galicji.
„Obcym wstęp wzbroniony”
Ciekawym elementem relacji jest również opis samej fabryki jako miejsca częściowo niedostępnego dla postronnych osób. Przy wejściu wisiała tablica z napisem: „Obcym wstęp wzbroniony”. Autor przyznawał, że wiele informacji udało mu się zdobyć wyłącznie dzięki uprzejmości dyrektora Waldecka. Nie mógł sporządzić rysunków maszyn ani poznać wszystkich szczegółów technologicznych.
Mimo to pozostawił niezwykle dokładny obraz jednego z najbardziej interesujących przedsięwzięć przemysłowych dawnej Galicji.
Historia, która pokazuje ambicje tamtej epoki
Historia fabryki beczek naftowych w Olszanicy jest dziś niemal całkowicie zapomniana. Zachowany opis pokazuje jednak, że pod koniec XIX wieku także w Bieszczadach próbowano tworzyć wielki, nowoczesny przemysł oparty na nowych technologiach, kolei i zagranicznym kapitale. Była to inwestycja o ogromnej skali, zarówno pod względem technologicznym, jak i organizacyjnym. Wymagała rozbudowanego zaplecza transportowego, pracy setek ludzi i wykorzystania nowoczesnych maszyn sprowadzanych z Ameryki oraz Anglii.
źródło: NAFTA, "Czasopismo poświęcone sprawom krajowego przemysłu naftowego". Wydawnietwo Krajowego Towarzystwa naftowego w Galicyi. Lwów 15.03.1898, bobrka.pl
Komentarze (0)