Dzisiaj rozmawiamy z Edwardem Marszałkiem z RDLP w Krośnie. To leśnik z krwi i kości, pisarz, wieloletni rzecznik prasowy krośnieńskiej dyrekcji Lasów Państwowych i jedna z osób, które tutejszą przyrodę znają od podszewki. Od lat zajmuje się tematyką dużych drapieżników oraz edukacją leśną, dlatego o bieszczadzkich lasach wie niemal wszystko.
W rozmowie z naszym portalem wyjaśnia, jak naprawdę wygląda rzeczywistość w bieszczadzkiej dziczy, jakich błędów unikać na szlakach i czy mamy realne powody do obaw.
To pierwsza część naszego naszego cyklu poświęconego tematowi niedźwiedzi w Bieszczadach. W kolejnych dniach opublikujemy materiał oparty na rozmowie z dyrektorem Bieszczadzkiego Parku Narodowego, dr. Ryszardem Prędkim.
Nawyki na szlakach: Jakie są najważniejsze, fundamentalne zasady zachowania w lesie, o których współcześni turyści najczęściej zapominają, a które nieświadomie generują ryzyko bliskiego spotkania z drapieżnikiem?
Zachowanie dystansu i niezaskakiwanie niedźwiedzi to najważniejsza rzecz. Większość niedźwiedzi unika ludzi, jeśli tylko mają szansę nas usłyszeć. Dlatego w pobliżu młodników czy miejsc z obfitym źródłem pożywienia, jak jagodziska i maliniska należy zwracać uwagę na otoczenie i strać się zachowywać tak, aby drapieżnik mógł nas usłyszeć. Nie zostawiajmy śmieci ani resztek jedzenia nawet w zaparkowanym samochodzie. Psa zawsze prowadzamy na smyczy, biegając luzem może on rozjuszyć niedźwiedzia lub doprowadzić go prosto do Ciebie. Unikamy też wycieczek po zmroku, wtedy bowiem drapieżniki są bardziej aktywne.
Edukacja w praktyce: Czy zasada „chodzenia w grupie”, głośnej rozmowy na mniej uczęszczanych trasach oraz bezwzględne zabieranie resztek jedzenia ze sobą to w tej chwili najlepsza tarcza ochronna dla zwykłego wędrowca?
Na szlaku najlepiej wędrować grupą, ta zazwyczaj jest głośna i widoczna z daleka, generuje też intensywniejszy zapach niż pojedyncza osoba. Jeśli zaś samotnie wybieramy się do lasu, np. grzyby, możemy śpiewać, pogwizdywać, klaskać w dłonie czy używać dzwonka - taki hałas może odstraszyć niedźwiedzia. Wędrujemy zaś po wyznaczonych szlakach i unikamy fragmentów lasu z gęstymi młodnikami i zaroślami - tam często odpoczywają niedźwiedzie. Jeśli w plecaku mamy prowiant, szczelnie go zapakujmy, bo zapach jedzenia może zwabić drapieżnika.
Pytanie kluczowe: Czy na bazie Pana wieloletnich doświadczeń i wiedzy o bieszczadzkiej przyrodzie, może Pan dziś z pełną odpowiedzialnością odpowiedzieć naszym czytelnikom na jedno, fundamentalne pytanie, które zadajemy każdemu z naszych rozmówców: Czy w Bieszczadach jest bezpiecznie?
Generalnie spotkanie z niedźwiedziem w dzień na szlaku wciąż jest wielką rzadkością, więc nie można dramatyzować z zagrożeniem z ich strony, jeśli oczywiście zachowamy zasady wyżej opisane. Problemem są osobniki zaglądające do gospodarstw i ludzkich osiedli, ale statystycznie, biorąc pod uwagę choćby interwencje GOPR, dużo większym zagrożeniem wciąż są wypadki samochodowe, zabłądzenia, ukąszenia kleszczy, żmij czy wyładowania atmosferyczne. Chodzę często po naszych górach i jedynie raz widziałem niedźwiedzia ze szlaku z dość bezpiecznej odległości. Natomiast wielokrotnie spotykałem je jadąc samochodem, zazwyczaj nocą. Oczywiście zawsze może się zdarzyć coś nieoczekiwanego, ale jeśli przestrzegamy zasad wędrowania, nie mamy powodu do paniki.
Jak podkreśla Edward Marszałek, bieszczadzkie niedźwiedzie od zawsze były integralną częścią tutejszej przyrody. Dzisiejsza dyskusja pokazuje jednak wyraźne przesunięcie ciężaru problemu. Podczas gdy turyści na szlakach górskich, zachowując podstawowe zasady ostrożności, mogą czuć się bezpiecznie, prawdziwe wyzwanie i niepokój przeniosły się bezpośrednio w granice bieszczadzkich wsi i ludzkich osiedli. To właśnie tam bliskość drapieżników generuje realne emocje i wymaga natychmiastowych, systemowych rozwiązań.
Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji jest odróżnienie naturalnego zachowania zwierząt w głębi lasu od problemu synantropizacji, czyli podchodzenia dzikich osobników pod ludzkie zabudowania w poszukiwaniu łatwego pokarmu. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo leży więc nie tylko po stronie wędrowców unikających błędów na szlakach, ale też po stronie odpowiedniego zabezpieczania infrastruktury wokół domostw.
Temat ten jest jednak znacznie szerszy i wymaga spojrzenia z różnych perspektyw. Dlatego dzisiejsza rozmowa o realiach pracy leśników i zachowaniu drapieżników to dopiero początek. Już w najbliższych dniach na portalu wbieszczady.pl opublikujemy kolejną część naszego cyklu - tym razem oddamy głos dyrektorowi Bieszczadzkiego Parku Narodowego, dr. Ryszardowi Prędkiemu, z którym porozmawiamy o instytucjonalnych aspektach ochrony przyrody i bezpieczeństwie odwiedzających nas gości.
Komentarze (0)