Dobrze ilustruje to zdjęcie wykonane w 1968 roku, czyli w okresie powrotu pasterstwa w Bieszczady. Wtedy to na opustoszałych połoninach zaczęły pojawiać się stada owiec i pasterze z Podhala.
Na archiwalnej fotografii autorstwa Tadeusza Sumińskiego, pochodzącej z publikacji „W Bieszczadach”, udokumentowany został moment powojennej aktywizacji regionu, gdy w ramach rekompensaty za utracone pastwiska tatrzańskie pozwolono podhalańczykom korzystać z bieszczadzkich hal. Ten unikalny zapis wizualny przypomina, że dzisiejsza panorama gór jest w istocie wynikiem trwającego stulecia antropogenicznego obniżenia górnej granicy lasu, a bez kontynuacji wypasu te otwarte przestrzenie szybko uległyby spontanicznej sukcesji leśnej, zacierającej ślady dawnej kultury.
Stado owiec na bieszczadzkiej połoninie w 1968 r., zdj. Tadeusz Sumiński, z publikacji „W Bieszczadach” (źródło: Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 3.0)
Ślady dawnych czasów w nazewnictwie
Dziś połoniny kojarzą się z naturalnym piętrem roślinności. Warto jednak pamiętać, że ich obecny zasięg jest w dużej mierze efektem antropogenicznego obniżenia górnej granicy lasu. Proces ten opisuje ciekawie Jacek Wolski, wskazując, że świadectwem tej dawnej aktywności są do dziś zachowane nazwy miejscowe, takie jak Koszaryszcze (miejsce koszar), Staje (miejsce postoju owiec) czy Żołoby (poidła dla bydła).
Było to związane z życiem pastrzeży na połoninach i codzienną, trudną pracą.
Życie baców: surowy rytm gór
Życie na połoninach było niezwykle surowe i podporządkowane potrzebom stada. Wspomniany już J. Wolski wskazuje, że centralną postacią był baca (watah), który nadzorował wyrób serów i pracę juhasów. Pasterze żyli w prymitywnych schronach - kolibach, a ich codzienność wypełniała ciężka praca przy udoju oraz nieustanna czujność przed drapieżnikami. Niedźwiedzie często napadały na stada, co zmuszało pasterzy do palenia nocnych ognisk i używania trąbit do odstraszania zwierząt.
Dieta pasterzy bazowała na produktach mlecznych, chlebie (często twardym jak kamień) i owocach leśnych. Świętem pasterzy był dzień św. Piotra i Pawła, kiedy palono ognie i ucztowano przy wspólnym stole.
Pasterskie sery w Bieszczadach
Na bieszczadzkich połoninach wyrabiano sery oparte na tradycyjnych recepturach wołoskich. Do najważniejszych należały:
- Bundz (bunc), który powstawał w wyniku „klagania” słodkiego mleka podpuszczką z żołądków młodych cieląt.
- Bryndza - wyrabiana z bundzu i przechowywana w drewnianych faskach, która była kluczową omastą do codziennych potraw Bojków.
Żętyca (żentyca), czyli serwatka powstająca przy wyrobie sera, służąca jako pożywny napój. - Oscypek - charakterystyczny ser owczo-krowi, którego produkcja upowszechniła się w regionie szczególnie po wojnie wraz z pasterzami z Podhala.
System rozliczeń był precyzyjny: ilość udojów notowano karbami na patyku zwanym rawaszem, a ser odmierzano za pomocą naczynia pałumacioka. Gazdowie powierzający owce otrzymywali określoną ilość sera za każdą dojną sztukę.
Kres pasterstwa w Bieszczadach po 1947 roku
Przed II wojną światową Bieszczady tętniły życiem pasterskim. Choć historycznie na połoninach dominował wypas wołów (np. siwego bydła węgierskiego), z czasem wzrosło znaczenie owiec. W okresie międzywojennym na samych halach pod Szerokim Wierchem i Tarnicą wypasano około 6000 owiec. Region był tak ważnym ośrodkiem handlu, że na jarmarki w Lutowiskach i Baligrodzie zjeżdżali kupcy z odległych stron.
Rok 1947 i Akcja „Wisła”, w tym masowe wysiedlenia Bojków i Łemków, doprowadziły do wyludnienia regionu, a zabudowania wiosek zostały spalone lub rozebrane. Połoniny opustoszały, a brak wypasu sprawił, że przyroda zaczęła gwałtownie zarastać dawne pola i pastwiska.
Połoniny zachowują swój otwarty charakter dzięki wielowiekowej tradycji wypasu, która ukształtowała dzisiejszy krajobraz gór, zdj. Aleksandra Szeligowska
Powojenne próby: od PGR-ów po pasterzy z Podhala
W latach 50. i 60. władze PRL próbowały przywrócić pasterstwo, jednak tradycyjną gospodarkę zastąpiły wielkie fermy Państwowych Gospodarstw Rolnych (PGR) i kombinatów takich jak Igloopol. Inwestycje te, oparte na betonowych oborach i mechanicznej rekultywacji terenu, często kończyły się niepowodzeniem, gdyż nie uwzględniały surowych warunków górskich.
Ciekawym epizodem było pojawienie się w Bieszczadach pasterzy podhalańskich, którym w ramach rekompensat za ograniczenia w Tatrach pozwolono wypasać stada na opustoszałych łąkach. Ich wiosenne i jesienne redyki stały się stałym elementem krajobrazu epoki PRL, choć dziś tradycyjne bacowanie jest już rzadkością.
Dziś to, co bierzemy za „dziką pustkę”, jest w istocie niemym pomnikiem dawnej kultury, której ślady (podmurówki chat, zdziczałe sady i antropogeniczne skarpy tarasów) wciąż są widoczne dla uważnego obserwatora.
Źródła:
- Chrostowski W., Gäntner A. G., Żywioł H., Stosunki rolno-leśne w Bieszczadach, „Sylwan”, R. CXXI, nr 7, 1977.
- Wolski J., Przekształcenia krajobrazu wiejskiego Bieszczadów Wysokich w ciągu ostatnich 150 lat, „Prace Geograficzne” nr 214, Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, Warszawa 2007.
- Wolski J., Blin-Olbert D., Wybrane elementy bojkowskiej kultury materialnej, (w:) Bojkowszczyzna Zachodnia - wczoraj, dziś i jutro, t. 1, Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN.
Komentarze (0)