Bieszczadzkie tradycje mają się świetnie. W gościnnych progach lokalu „Zakapiorek” w Polańczyku wystartował wyczekiwany XVI Bieszczadzki Zlot Leśnych Ludzi. To legendarne wydarzenie od lat jednoczy lokalnych artystów, leśników, bieszczadzkich „Zakapiorów” oraz oddanych miłośników tych pięknych gór.
Pierwszy dzień spotkania przyniósł wyjątkowy i niezwykle wzruszający moment - prestiżową Statuetkę Zakapiora odebrał ceniony reżyser i dokumentalista, Robert Żurakowski.
Głównym organizatorem, sercem oraz dobrym duchem całego wydarzenia jest niezmiennie Jan „Jano” Darecki. Z wielką dumą wręczył tegoroczną nagrodę, podkreślając ogromną skromność laureata. Po pełnym emocji inaugurującym dniu, Jan nie krył satysfakcji, wskazując, że w pamięci uczestników pozostały piękne wspomnienia oraz tysiące wyjątkowych zdjęć, które udało się uchwycić w obiektywach.
Kapelusze, brody i bieszczadzki Chrystus, czyli wieczór pełen kolorytu
W „Zakapiorku” było tłoczno, gwarno i niesamowicie barwnie. Gdyby ktoś z zewnątrz wszedł tam tego wieczoru, zobaczyłby kwintesencję Bieszczadów - morze charakterystycznych kapeluszy, gęstych bród, rzeźbiarzy, malarzy i ludzi, dla których wolność to jedyny właściwy kierunek w życiu.
Przez salę przewijały się postacie wręcz filmowe. W tłumie błyskała sylwetka hrabiego Potockiego, a tuż obok biesiadowali twórcy, którzy swoimi dłońmi i wrażliwością piszą historię tych gór. Wśród gości można było spotkać między innymi Kamila Patorę - uznanego rzeźbiarza, z którego pracowni wyszedł przecież ten słynny, poruszający serca Chrystus z Łopienki.
To był dokładnie taki moment, w którym patrząc na tych wszystkich ludzi wokół, czuło się jedno: bieszczadzki duch ma się świetnie i absolutnie nigdzie się nie wybiera.
Kamil Patora, poeta i rzeźbiarz, twórca słynnego „Chrystusa Bieszczadzkiego” w Łopience, podczas XVI Zlotu Leśnych Ludzi/fot. Agnieszka Skucińska
Bieszczadzka scena tętniła życiem i poezją
Zlot Leśnych Ludzi to przede wszystkim czas spotkań, uścisków dłoni i rozmów przy bieszczadzkiej nucie. Choć głównym bohaterem wieczoru był nagrodzony reżyser, na zlotowej scenie nie mogło zabraknąć innych ikon tutejszej kultury, które swoją wrażliwością i talentem budują niepowtarzalny klimat tych gór.
Swoim śpiewem, muzyką i słowem publiczność zachwycali m.in.: Bożenka Spryńska, Piotr Michna. Roman „Łabi” Dobrowolski, Paweł Lewandowski i Jerzy Krupa, Piotr „Rogalik” Rogala. Wyjątkowym momentem wieczoru był również występ znanego i szanowanego w regionie leśnika i rzecznika Lasów Państwowych w Krośnie Edwarda Marszałka.
„Myślałem, że będę opowiadać historię innych...”
Dla Roberta Żurakowskiego - reżysera stojącego za sukcesem głośnego filmu dokumentalnego o żyjącej legendzie Połoniny Caryńskiej, Lutku Pińczuku pt. „Śniła mi się Połonina” - moment wyjścia przed szereg był całkowitym zaskoczeniem. Zazwyczaj ukryty w cieniu, z kamerą lub aparatem w ręku, tym razem sam musiał stanąć w świetle reflektorów.
Reżyser nie krył i nie kryje głębokiego wzruszenia, dzieląc się swoimi przemyśleniami na swoim profilu na fb:
Cały czas jestem w szoku... Są chwile, dla których naprawdę brakuje słów. Wczoraj pojechałem na Zlot Leśnych Ludzi z aparatem. Tak jak zawsze, żeby opowiadać historię innych. Żeby zatrzymać w kadrach ludzi, emocje i ten niezwykły bieszczadzki świat, który od lat mnie zachwyca. Nie przypuszczałem nawet przez sekundę, że to ja stanę po drugiej stronie obiektywu.
Dla Roberta Statuetka Zakapiora to coś znacznie większego niż kolejna nagroda do postawienia na półce. To symboliczne przypieczętowanie jego bieszczadzkiej drogi.
To poczucie, że zostałem przyjęty. Że zostałem zauważony. Że zostałem uznany za część tego świata, który kiedyś był moim marzeniem, a dziś jest moim domem. Jestem człowiekiem, który do Bieszczadów kiedyś po prostu przyjechał. Zakochał się w nich bez pamięci. A potem zakochał się w ludziach, którzy je tworzą. Ludziach prawdziwych. Wolnych. Dobrych. Takich, od których można uczyć się życia. Dziękuję samym Bieszczadom. Za to, że uczą pokory. Za to, że pozwolili mi stać się częścią swojej opowieści.
Odsłaniać bieszczadzką prawdę bez maski
Ta nagroda nie trafiła w jego ręce przypadkowo. Robert Żurakowski od lat udowadnia, że potrafi słuchać drugiego człowieka jak mało kto. Nasi czytelnicy doskonale znają jego wrażliwość z wyjątkowego cyklu podcastów „Lustrzane Odbicie”. To tam, w szczerych i intymnych rozmowach, pozwala mówić bieszczadzkim twórcom i mieszkańcom bez zbędnego zadęcia, dotykając samej esencji życia w górach.
Obecnie reżyser angażuje wszystkie swoje siły w kolejny, niezwykle poruszający projekt filmowy. Trwają zaawansowane prace nad dokumentem pt. „Nie ma mnie”, który opowie o losach wybitnego, bieszczadzkiego artysty z Hoczwi, Zdzisława Pękalskiego. To film o bolesnej walce z chorobą, ale przede wszystkim o bezwarunkowej miłości, sile ludzkiego ducha i niesamowitej pasji tworzenia, która nie daje się złamać przeciwnościom losu.
Bieszczadzka opowieść trwa dalej
Jako redakcja wBieszczady.pl ogromnie cenimy to, że los skrzyżował nasze ścieżki z tak nietuzinkowym twórcą. Robert to człowiek o ogromnej artystycznej wrażliwości, a jego serce do tych gór i ludzi jest absolutnie bezgraniczne.
Robercie, gratulujemy Ci z całego serca tego w pełni zasłużonego wyróżnienia! Dziękujemy za każdy kadr, każdą zapisaną historię i każdą rozmowę, którą otwierasz ludzkie serca. Życzymy Ci, aby te góry były dla Ciebie zawsze bezpieczną przystanią, a ich mieszkańcy - niekończącą się inspiracją.
Z niecierpliwością czekamy na premierę filmu o Zdzisławie Pękalskim oraz na filmowy reportaż, który Robert kręci dla nas prosto z serca tegorocznego zlotu!
Komentarze (0)