Cisna skrzyżowanie

Jeśli ktoś ma trudności z rozpoznaniem tego miejsca informuję, że jest to słynne skrzyżowanie w Cisnej. Drogi rozchodzą się w trzech kierunkach: do Wetliny, Baligrodu i Komańczy.

Bieszczady nieznane Zbigniewa Maja

Jak widać na zdjęciu, dla ówczesnych działaczy Wetlina była mało znaczącą miejscowością, bo któż z turystów jeździłby, czy wędrował do Wetliny. Znacznie ważniejsza dla nich była Kalnica, gdyż do niej to zapewne zmierzały wtedy całe zastępy turystów. Oczywiście z tymi „zastępami” turystów przesadziłem, gdyż były to lata pięćdziesiąte, i turyści rzadko tu jeszcze zaglądali. Okolice tegoż skrzyżowania były wtedy niemal puste.

Historia starej fotografii: Chrewt (Cherebuth)

Nie było jeszcze większości pobliskich obiektów, m.in. Siekierezady, motelu, ośrodka zdrowia, pobliskich sklepów, restauracji „Zacisze”, wielkiej szkoły itd. itp. Jak widać były stare zabudowania przy drodze (w dole po prawej), był przedwojenny budynek mieszczący sklepy, a już po wojnie GRN. Być może funkcjonowała już stacja turystyczna (tak wtedy nazywano schroniska) zorganizowana w prywatnym domu, a prowadzona przez Panią Annę Wierzbicką.

Był też oczywiście budynek Nadleśnictwa Cisna, ale jego również (podobnie jak siedziby GRN) na zdjęciu nie widać. Nie kursowały jeszcze autobusy, gdyż nie było szosy, zwanej obwodnicą bieszczadzką, ta dotarła do Cisnej ok. 1958 roku, a w następnym kursowały już regularnie autobusy z Leska.

Bita droga doprowadzała wtedy jedynie do Cisnej. W miarę dobra droga doprowadzała do Dołżycy, aż do skrzyżowania z lichą, wiejską drogą wiodącą do Terki przez Buk. Wszelkie pojazdy w latach pięćdziesiątych poruszały się po drodze bitej (tak dawniej nazywano utwardzane drogi).

Zdjęcie wykonano w czasie, gdy w Cisnej położono już na nowej drodze asfalt. Wskazywałoby na to ułożenie krawężników przy wysepce oraz równa nawierzchnia drogi.

Furmanki konne

Jednak nadal podstawowym pojazdem były furmanki konne. Furmankami takimi podróżowali wtedy pracownicy Nadleśnictwa Wetlina i żołnierze z miejscowej placówki WOP.

Podróżował także mój Tata, dla którego była to pierwsza praca po przyjeździe do Wetliny (w 1958 r.). Jest wielce prawdopodobne że woźnicą tej furmanki jest właśnie żołnierz z wetlińskiego WOP-u. Miejscowi podróżowali takimi furmankami do najbliższych miejscowości, do których docierały autobusy, by dotrzeć w końcu do najbliższego miasta powiatowego, bądź do sklepu lub urzędu GRN (Gromadzkiej Rady Narodowej).

Podróżni widoczni na wozie to nie jest jakieś wesołe towarzystwo jadące na lub z jakiejś imprezki, lecz autostopowicze, czy bardziej poprawnie zabrzmiałoby – wozostopowicze. Takie furmanki nigdy nie jeździły na pusto, zawsze zbierała się grupka osób chętnych do podróżowania. Były to nieczęste wtedy okazje, by podróżować inaczej niż na piechotę.

Z opowieści rodziców wiem, że furmanki z Wetliny wysyłano do Baligrodu raz w tygodniu. Jeździli wtedy na zmianę pracownicy nadleśnictwa (najczęściej mój Tata) lub żołnierze z placówki WOP. Gdy spojrzymy na dalszy plan zdjęcia, ujrzymy widok na piękne zbocza masywu Łopiennika, z wybijającym się po prawej stronie szczycikiem Horodka.

Stał na nim opuszczony już wtedy obiekt wojskowy, zamieniony później na schronisko, dzisiaj już nie istniejący (spłonął). Zbocza Łopiennika znaczą rozległe, zarastające już wtedy polany, na których dawniej wypasali bydło mieszkańcy Dołżycy, a te po lewej stronie od ciemnej sylwetki dużego jawora – mieszkańcy Cisnej. „Wielki świat” dotarł już wtedy nawet do Cisnej. Świadczą o tym tuje posadzone na wysepce skrzyżowania, ja ich już nie pamiętam, ale mój Tata i owszem.

Autor: Zbigniew Maj