Przed II wojną światową bieszczadzkie doliny były znacznie bardziej zaludnione niż obecnie. Istniały tu wsie, gospodarstwa, szkoły, cerkwie i cmentarze. Żyli w nich między innymi Bojkowie, Łemkowie, Polacy i Żydzi. Wojna, zmiany granic oraz powojenne wysiedlenia doprowadziły do zniknięcia wielu miejscowości. Domy rozbierano lub niszczały, a dawne pola i osady stopniowo przejmowała przyroda.
Po części tych społeczności pozostały dziś przede wszystkim materialne ślady. W niektórych miejscach są to ruiny świątyń i fundamenty dawnych budynków, w innych – pojedyncze nagrobki otoczone starymi drzewami. Niekiedy właśnie cmentarz jest jednym z najważniejszych świadectw tego, że w miejscu, które obecnie wygląda na dziką dolinę, niegdyś toczyło się zwyczajne życie.
Szczególnie interesujące są inskrypcje nagrobne. Nie zawsze ograniczają się do imienia, nazwiska i daty śmierci. Mogą zawierać informacje o pochodzeniu zmarłego, jego zawodzie, fundatorach nagrobka czy religijnej tradycji, do której należał. Istotną wskazówką jest również język napisu. Na dawnych cmentarzach można spotkać inskrypcje zapisane cyrylicą, po polsku, niemiecku, a niekiedy także po czesku.
Badania dotyczące inskrypcji na wiejskich cmentarzach bieszczadzkich opublikowane w opracowaniu Anny Długozimy „Cmentarze jak ogrody żywych i umarłych” wskazują, że wśród zachowanych napisów 49 procent zapisano cyrylicą, 37 procent po polsku, 12 procent po niemiecku, a pozostałe 2 procent po czesku. Te proporcje pokazują językową różnorodność regionu i przypominają, że jego przeszłość nie była jednowymiarowa.
Warto zwrócić uwagę także na sam wygląd nagrobków. Nie wszystkie mogiły oznaczono trwałymi, kamiennymi pomnikami. Część stanowiły skromne groby ziemne z drewnianymi krzyżami. Takie oznaczenia nie przetrwały próby czasu, dlatego współcześnie oglądane cmentarze pokazują jedynie część dawnych miejsc pochówku. Brak nagrobka nie oznacza więc, że dana część nekropolii nigdy nie była wykorzystywana.
Jednym z miejsc, w których można zobaczyć, jak niewiele czasem pozostaje po dawnych mieszkańcach, jest Łopienka. Niegdyś istniały tam trzy cmentarze. Cmentarz przycerkiewny został zamknięty decyzją władz austriackich, a pochówki przeniesiono na teren położony powyżej świątyni. Dziś nagrobki z jednej z dawnych nekropolii można oglądać jako ekspozycję obok cerkwi. Inny cmentarz, położony w lesie, zachował się w znacznie skromniejszej formie.
Podobne ślady przeszłości można znaleźć w innych nieistniejących wsiach. W Beniowej przetrwała część cmentarza i fundamenty cerkwi. W Krywem zachowało się kilka nagrobków, w tym ostatni datowany na 1945 rok. Na terenie dawnego Dźwiniacza Górnego znajdują się dwa cmentarze, a na jednym z nich można zobaczyć między innymi potężny sarkofag, w którym według miejscowej tradycji spoczywał tutejszy paroch.
Każde takie miejsce opowiada inną historię. Nagrobek pozwala czasem ustalić datę, nazwisko lub wyznanie, ale nie zawsze daje odpowiedź na pytanie, jak wyglądało życie zmarłego. Dlatego odczytywanie przeszłości wymaga zestawiania zachowanych napisów z dokumentami, mapami i opracowaniami historycznymi. Dopiero wtedy pojedynczy kamień może stać się częścią większej opowieści o dawnej społeczności.
Bieszczadzkie cmentarze nie są jedynie pozostałością po dawnych obyczajach pogrzebowych. To także świadectwo historii ludzi, których domy zniknęły, a rodzinne miejscowości przestały istnieć. Wśród drzew, kamieni i zatartych napisów wciąż można odnaleźć ślady ich obecności. Trzeba tylko pamiętać, że za każdym nazwiskiem krył się człowiek, a za każdym cmentarzem – społeczność, która kiedyś nazywała tę ziemię swoim domem.
Komentarze (0)