Horodek, nie Łopiennik
Wbrew powszechnie znanej i używanej nazwie, schronisko nie znajdowało się na samym szczycie Łopiennika. Obiekt wzniesiono na szczycie Horodka (889 m n.p.m.), który jest kopulastym wzniesieniem wysuniętym bezpośrednio na południe od głównego masywu Łopiennika (1069 m n.p.m.). To właśnie tam, przy czarnym szlaku turystycznym biegnącym z Łubnego i Jabłonek w stronę Dołżycy, tętniło niegdyś życie studenckie.
Wojskowe korzenie i studencki zapał
Początki budynku sięgają lat 50. XX wieku, kiedy to wojsko wzniosło tam posterunek obserwacyjno-meldunkowy OPL (Ochrony Przeciwlotniczej). O historii tej pamiętają najstarsi mieszkańcy Bieszczadów i pasjonaci bieszczadzkiej historii.
O początkach i późniejszych dziejach schroniska piszą m.in. Jędruś Ciupaga i Krzysztof Potaczała, wspominając osoby związane z tym miejscem i ważne dla bieszczadzkiej historii. W ich publikacjach można też znaleźć opisy samego budynku.
Budynek, który z czasem stał się jednym z najbardziej znanych schronisk w Bieszczadach, został sprowadzony w gotowych elementach ze Słowacji i zaprojektowany tak, aby wytrzymać surowe warunki górskie. Obok stanęła wysoka, drewniana wieża obserwacyjna służąca triangulacji terenu.
W połowie lat 60. wojsko opuściło obiekt, a wówczas budynek na krótko trafił do PTTK w Lesku, a ostatecznie - w 1965 roku został przekazany za symboliczną złotówkę Radzie Okręgowej Zrzeszenia Studentów Polskich (ZSP) z Warszawy. Misji stworzenia schroniska podjął się Witold Cygan, który wiosną 1965 roku rozpoczął remonty i własnoręcznie wybudował legendarne 273 schody, prowadzące wędrowców od źródła pod same drzwi chatki, o czym pisze Jędruś Ciupaga, wspominając początki tego miejsca.
Co ciekawe, w sieci można znaleźć i obejrzeć film z pierwszego chatkowego Sylwestra, zorganizowanego na przełomie 1965 i 1966 roku. Na miejsce przybyła wówczas ekipa Polskiej Kroniki Filmowej, a materiał zachował się w Repozytorium Cyfrowym Filmoteki Narodowej.
Architektura i surowe wnętrze chatki
Współcześnie zachowało się niewiele fotografii ukazujących wnętrze schroniska. Część z nich znajduje się w prywatnych zbiorach dawnych bieszczadzkich wędrowców, którzy spędzali tam czas. Od czasu do czasu archiwalne zdjęcia są publikowane na forach i w internetowych grupach poświęconych Bieszczadom.
Jedną z najbardziej znanych archiwalnych fotografii schroniska jest zdjęcie wykonane w 1968 roku przez Tadeusza Sumińskiego i opublikowane w książce „W Bieszczadach”. Dzięki niemu wiadomo jak wyglądało schronisko z zewnatrz.
Schronisko na Łopienniku, zdj. Tadeusz Sumiński, 1968 / Wikimedia Commons (domena publiczna)
Budynek schroniska był dwukondygnacyjny z poddaszem i charakterystycznymi okiennicami. Wnętrze było bardzo skromne i pozbawione wygód; wystarczy wspomnieć, że schronisko nigdy nie zostało zelektryfikowane, a wodę trzeba było wnosić ręcznie w wiadrach z położonego poniżej źródła.
Głównym wyposażeniem jadalni i izb były proste stoły oraz ławy.
Mimo że oficjalnie schronisko oferowało jedynie 30 miejsc noclegowych, w sezonie nocowało tam nawet 80 osób jednocześnie. Turyści spali na podłodze, ławkach, a nawet pod stołami, gdy brakowało miejsc noclegowych. Po to by poczuć bieszczadzki klimat i ogrzać się wewnątrz drewnianych ścian, o czym ciekawie pisze Jędruś Ciupaga.
Olgierd Łotoczko - wizjoner i tragiczny bohater
Po odejściu Cygana w 1969 roku, stery schroniska przejął Leon, a po nim Olgierd Łotoczko - jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci związanych z historią schroniska. Łotoczko był zapalonym górałazem i człowiekiem o niezwykłej charyzmie, a pod jego opieką schronisko przeżywało okres największej popularności.
Niestety, historia Łotoczki zakończyła się tragicznie - zginął podczas wyprawy w góry Hindukuszu, co dla wielu oznaczało koniec pewnej ideowej ery schroniska. Potem opiekę nad schroniskiem objął Maciek Pytel, który jednak niedługo później wyjechał.
Zamknięcie schroniska
Choć może wydawać się to ironią losu, ale o początku końca schroniska z długą i piękną historią zdecydował... fatalny stan sanitarny oraz plaga myszy i pcheł. Spowodowane to było przeludnieniem i brakiem dostępu do bieżącej wody, co prowadziło do niszczenia obiektu.
Latem 1974 roku Państwowa Inspekcja Sanitarna podjęła decyzję o oficjalnym zamknięciu schroniska. Głównym powodem, obok braku bieżącej wody, był zły stan higieniczny: budynek został opanowany przez plagę myszy oraz pcheł, co uniemożliwiło dalsze przyjmowanie turystów.
Ostatni etap schroniska i tragiczny wrzesień 1977 roku
Ostatni etap historii schroniska związany jest z parą: Halinką, polonistką z Łodzi, oraz Maćkiem, zwanym „Złotą Rączką”, których postać i losy przybliża Jędruś Ciupaga. Maciek, jak wynika z tej relacji, był niezwykle zaradny, ale borykał się z chorobą alkoholową i brakiem oficjalnego zatrudnienia, o które wielokrotnie zabiegał.
Smutny finał schroniska nastąpił we wrześniu 1977 roku. Maciek udał się do Cisnej, by odebrać odpowiedź w sprawie etatu, o który długo się starał. Podobno, po otrzymaniu decyzji odmownej, wrócił do chatki i sięgnął po alkohol. Niedługo potem budynek, będący jedną z legend bieszczadzkiej turystyki, stanął w ogniu.
Do dziś nie ustalono, czy był to przypadek, czy celowe podpalenie, jednak pożar ostatecznie zakończył historię „Chatki na Horodku”. Mimo upływu lat miejsce to na stałe zapisało się w pamięci kolejnych pokoleń turystów jako jeden z najbardziej charakterystycznych symboli dawnych, „dzikich” Bieszczadów.
Bibliografia:
- Jędruś Ciupaga, Bieszczady Z Ciupagą, post na platformie Facebook z archiwalną dokumentacją wizualną.
- Krzysztof Potaczała, Bieszczady w PRL-u. Część 2, Wydawnictwo BoSz, Olszanica 2013.
Komentarze (0)