W ostatnich miesiącach II wojny światowej, kiedy Bieszczady znajdowały się pod okupacją niemiecką III Rzeszy, sytuacja była napięta i niepewna. Już w sierpniu 1944 roku oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii spalił osadę robotniczą Majdan pod Cisną, mordując dwudziestu leśników. Był to jeden z pierwszych sygnałów nadchodzącej eskalacji przemocy, która miała wkrótce objąć całą okolicę.
We wrześniu 1944 roku do Cisnej wkroczyła Armia Czerwona. Rozpoczęto organizowanie polskiej administracji, powstał posterunek Milicji Obywatelskiej oraz lokalna samoobrona. Miały one chronić mieszkańców przed kolejnymi atakami. Jednak zagrożenie nie zniknęło. W nocy z 24 na 25 lipca 1945 roku doszło do pierwszego poważnego uderzenia na posterunek milicji. Zginęło siedmiu z ośmiu pełniących tam służbę funkcjonariuszy.
Jeszcze w tym samym roku, 11 grudnia, na wzgórzu Kamionka rozegrała się kilkugodzinna bitwa pomiędzy partyzantami UPA a obrońcami posterunku. Starcie było zacięte i zakończyło się śmiercią jednego milicjanta oraz wielu napastników. Był to jednak dopiero wstęp do wydarzeń, które miały nastąpić kilka tygodni później. Najtragiczniejszy rozdział tej historii rozegrał się 11 stycznia 1946 roku. Tego dnia – jak podaje Wikipedia - oddziały UPA przeprowadziły największy atak na Cisną. Najpierw podpalono szkołę i urząd gminy, potem ogień objął dwór oraz osiem polskich gospodarstw. W płomieniach zginęła czteroosobowa rodzina. W innym domu granat odebrał życie matce i trójce dzieci, z których najstarsze miało zaledwie dwanaście lat.
Napastnicy zamordowali także trzech przedwojennych policjantów, których wcześniej poddano brutalnym torturom. Zginęli również członkowie straży wiejskiej.
Łącznie tego dnia życie straciło szesnaście osób cywilnych. Był to moment, który na zawsze zapisał się w pamięci mieszkańców jako jeden z najciemniejszych dni w historii miejscowości.
Równocześnie z atakiem na wieś trwała walka o wzgórze Kamionka. Posterunku broniło dziewięciu milicjantów i piętnastu członków straży wiejskiej. Obrona była niezwykle trudna, a zapasy amunicji szybko się kurczyły. Kluczową rolę odegrały miny, które obrońcy detonowali za pomocą rozciągniętych drutów, powstrzymując kolejne natarcia. Po dziesięciu godzinach walki napastnicy wycofali się do lasu, zabierając ze sobą dwudziestu siedmiu zabitych. Choć obrońcy utrzymali pozycje, cena była ogromna. Cisna została zniszczona, a jej mieszkańcy na długo pozostali z traumą tamtych wydarzeń.
Dziś na wzgórzu Kamionka stoi pomnik upamiętniający milicjantów i żołnierzy poległych w walkach z UPA. To miejsce przypomina o dramatycznej historii regionu i o ludziach, którzy w tamtych trudnych czasach stanęli do walki o swoje życie i bezpieczeństwo.
Komentarze (0)