“Baza ludzi umarłych” (1958 r.)
“Baza ludzi umarłych” to polski film produkcyjny z zabarwieniem psychologicznym w reżyserii Czesława Petelskiego. Nakręcono go na postawie noweli Marka “Hłaski - znanego polskiego pisarzy i scenarzysty filmowego.
W głównych rolach wystąpili: Zygmunt Kęstowicz (Stefan Zabawa), Teresa Iżewska (Wanda - żona Stefana), Emil Karewicz (Tadeusz “Warszawiak”), Leon Niemczych “(“Dziewiątka”) i inni.
Jak Sudety “udawały” Bieszczady...
Zdjęcia do filmu kręcono w Sudetach niedaleko wsi Bielice, w Lądku-Zdroju oraz na drodze Złoty Stok - Lądek-Zdrój. Choć to nie Bieszczady, jednak miejsca te dobrze “udawały” Bieszczady. I o to chodziło, ponieważ twórcy szukali “surowego” krajobrazu.
Film przestawia marazm codziennego życia bieszczadzkich robotników tuż po II wojnie światowej. W ten świat wkracza aktywista partyjny - Zygmunt Kęstowicz obsesyjnie dążący do wykonania odgórnie narzuconego planu.
W filmie przewijają się też historie ludzi, którzy na co dzień prowadzą trudne życie w Bieszczadach. Na zalesionych terenach, bazach “bez skarpy” odbywają się zwózki drewna, które potrzebne jest do odbudowy kraju. W dramatycznych wręcz warunkach pracują głównie życiowi wykolejeńcy i wyrokowcy. Brakuje odpowiednich samochodów ciężarowych do zwożenia ściętych drzew, nie ma rąk do pracy, a robotnicy marzą tylko o tym by rzucić to wszystko i wyjechać. W tle nieustannie przewija się śmierć: każdego dnia ludzie stają z nią oko w oko na krętych i stromych drogach gruntowych, pracując i walcząc o przetrwanie.
Emil Karewicz i Leon Niemczyk, zdj. Muzeum Kinematografii w Łodzi
Ciekawostki
Film był powodem konfliktu między scenarzystą a reżyserem. Hłasko nie pochwalał zmian, ponieważ w wersji oryginalnej jego opowiadanie znacznie różni się od fabuły filmu. Największy spór dotyczył puenty: Hłasko opowiadał się za pesymistyczną wersją, nie dającą bohaterom żadnej nadziei, co jest dość charakterystyczne dla twórczości. Ostatecznie jednak scenarzyści zdecydowali, że film będzie miał pozytywne zakończenie. Te odstępstwa od pierwowzoru literackiego skłoniły Hłaskę do wycofania swojego nazwiska z czołówki filmu.
Ciekawostką jest też fakt, że cenzura na blisko półtora roku postanowiła wycofać utwór z dystrybucji, mimo że pod wieloma względami przypominał realizowane kilka lat wcześniej produkcje.
Inne, filmowe oblicza Bieszczadów
W okresie powojennym w Bieszczadach kręcono z kolei inny film - “Wilcze echa”.
“Wilcze echa” (1968 r.)
"Wilcze echa" to polski film przygodowy w konwencji westernu, którego akcja toczy się w Bieszczadach w 1948 roku. Opowiada o chorążym Piotrze Słotwinie (W tej roli Bruno O'Ya), który walczy z bandytami w zrujnowanej Derenicy.
W głównych rolach wystąpili również: Izabela Karel (jako Tekla), Zbigniew Dobrzyński (Witold Szczytko), Marek Perepeczko (Aldek Piwko) i Ryszard Pietruski (Łycar) i inni.
Zdjęcia realizowano m.in. w Ustrzykach Dolnych, na Połoninie Wetlińskiej i Caryńskiej.
W filmie można zobaczyć Bieszczady trzy lata po zakończeniu wojny jako przestrzeń pełną wspomnień oraz dramatycznych wydarzeń. Twórcy postawili na pierwszym planie element przygody: ucieczki, pościgi, ocalenia. Pojawia się też wątek miłosny, a ukochana głównego bohatera wspiera go w dążeniu do sprawiedliwości.
"Wilcze echa" to polska wersja westernu, którego akcja dzieje się w dawnych Bieszczadach, zdj. filmpolski.pl
Akcja toczy się w zniszczonej i niemal opuszczonej Derenicy, gdzie przebywają nieliczni ocalali mieszkańcy okolic. Porządku strzegą oddziały WOP-u. Do miasteczka przyjeżdża chorąży Słotwina, zwolniony wcześniej ze służby za brak dyscypliny, a dawniej uczestnik walk z bandami. Szybko orientuje się, że na miejscu dzieje się coś niepokojącego. W filmie pojawia się również wątek skarbu Tryzuba, czyli pieniędzy ukrytych w jednym z bunkrów na tym obszarze.
Western w Bieszczadach
Twórcy filmu świadomie sięgnęli po konwencję znaną z amerykańskich westernów. Zamiast prerii pojawiły się dzikie, górskie krajobrazy, a zamiast kowbojów - funkcjonariusze i byli żołnierze.
“Baza ludzi umarłych” i “Wilcze echa” to produkcje filmowe, w których nie znajdziemy Bieszczadów w formie jaką znamy obecnie: spojonych, malowniczych, będących inspiracją dla muzyków i poetów. Są natomiast surową, nieokiełznaną przestrzenią, w której prawo dopiero się kształtuje, a codzienność to balansowanie na granicy porządku i chaosu.
Komentarze (0)