W mediach społecznościowych pojawiają się komentarze sugerujące, że nad Jeziorem Solińskim powstała nowa atrakcja turystyczna – spacer po jego suchym dnie. Szczególnie widoczne jest to w Wołkowyi, gdzie na znacznym fragmencie brzegu wody obecnie nie ma. Odsłonięte dno rzeczywiście przyciąga uwagę i podczas minionego weekendu można było spotkać tam turystów, którzy fotografowali zmieniony krajobraz lub spacerowali po pozbawionych wody fragmentach akwenu.
Jednocześnie pojawiające się w internecie stwierdzenia, że „Solina wysycha” albo że wkrótce Jezioro Solińskie całkowicie zniknie, nie oddają rzeczywistej sytuacji. Problem dotyczy przede wszystkim niektórych odnóg i fragmentów zbiornika. Na znacznym obszarze Jeziora Solińskiego woda nadal się znajduje.
Obecny stan akwenu trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście sytuacji hydrologicznej w Bieszczadach. Od końca lipca na wszystkich rzekach w regionie utrzymuje się susza hydrologiczna. Przyczyną jest przede wszystkim brak regularnych i większych opadów deszczu. W przypadku Jeziora Solińskiego znaczenie ma również sposób gospodarowania zgromadzonymi zasobami wody.
Odsłonięte dno zwraca uwagę turystów
W Wołkowyi sytuacja jest obecnie szczególnie widoczna. Na znacznym fragmencie brzegu Jeziora Solińskiego woda się cofnęła, odsłaniając dno akwenu. Zmiana jest na tyle wyraźna, że zainteresowała turystów przebywających w tej części Bieszczadów. Podczas minionego weekendu można było zobaczyć osoby fotografujące odsłonięte fragmenty jeziora. Niektórzy turyści zdecydowali się również na spacer po pozbawionych wody częściach brzegu. Zdjęcia i obserwacje tego rodzaju szybko trafiają do internetu, gdzie pojawiają się komentarze dotyczące stanu Jeziora Solińskiego. Wśród nich można znaleźć stwierdzenia, że „jeszcze chwila i Jezioro Solińskie całkowicie zniknie” albo po prostu „Solina wysycha”.
Fot. Robert Mach
Takie przedstawienie sytuacji jest jednak zbyt daleko idące.
Odsłonięte brzegi nie oznaczają bowiem, że cały akwen wysycha. Jest to efekt obecnej sytuacji hydrologicznej oraz prowadzonej gospodarki retencyjnej. Problem z niedoborem wody jest widoczny w wielu miejscach Bieszczadów, jednak nie oznacza to, że Jezioro Solińskie ma całkowicie zniknąć.
„Solina nie wysycha”
Warto więc wyraźnie oddzielić dwa fakty. Pierwszym jest rzeczywiste i widoczne obniżenie poziomu wody w niektórych częściach Jeziora Solińskiego. Drugim – nieprawdziwe stwierdzenie, że cały zbiornik wysycha. W niektórych jego odnogach sytuacja jest obecnie trudna, a odsłonięte dno można zobaczyć między innymi w Wołkowyi. Jednocześnie na znacznym obszarze Jeziora Solińskiego woda nadal się znajduje. Nie można więc mówić o tym, że „Solina znika”. Obecny widok jest przede wszystkim konsekwencją niskich dopływów oraz sytuacji hydrologicznej, która utrzymuje się w Bieszczadach od dłuższego czasu. W przypadku zbiornika retencyjnego trzeba dodatkowo uwzględnić fakt, że poziom wody nie zależy wyłącznie od ilości opadów. Istotne znaczenie ma również gospodarka wodna i zadania, jakie zbiornik ma realizować.
Od 30 lipca w Bieszczadach utrzymuje się susza hydrologiczna
Jak podaje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, od 30 lipca na wszystkich rzekach w Bieszczadach utrzymuje się susza hydrologiczna. Jej przyczyną jest przede wszystkim brak regularnych i konkretnych opadów deszczu. W Bieszczadach wody jest po prostu mało, a przedłużający się okres z niedostatecznymi opadami przekłada się na sytuację rzek oraz zbiorników. Susza hydrologiczna oznacza realny niedobór wody w systemie rzecznym. W przypadku Bieszczadów jej skutki są obecnie widoczne również w krajobrazie – między innymi w miejscach, gdzie poziom wody w Jeziorze Solińskim jest znacznie niższy niż zwykle.
W przypadku Jeziora Solińskiego ważnym elementem jest również gospodarka retencyjna. Jak w rozmowie z Polskim Radiem Rzeszów powiedział Piotr Walko, dyrektor Zespołu Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce, zbiornik realizuje obecnie jedno ze swoich podstawowych zadań, jakim jest alimentacja Sanu. Oznacza to, że woda zgromadzona w zbiorniku jest wykorzystywana również po to, aby zapewnić odpowiedni przepływ w Sanie.
Obecna sytuacja jest szczególna ze względu na bardzo mały dopływ wody do zbiornika. Jak przekazał Piotr Walko dla Polskiego Radia Rzeszów, dopływ do zapory wynosi obecnie zaledwie około 1 metra sześciennego wody na sekundę. Jednocześnie odpływ utrzymywany jest na poziomie około 7,5 metra sześciennego na sekundę.
Różnica pomiędzy ilością wody dopływającej do zbiornika a ilością wody z niego odprowadzanej pokazuje, z jak trudną sytuacją hydrologiczną mamy obecnie do czynienia. Nie jest to jednak przypadkowe działanie. Utrzymywanie odpływu ma konkretne zadania związane z funkcjonowaniem Sanu i zaopatrzeniem w wodę.
Jak wyjaśnił dyrektor Zespołu Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce, utrzymywanie odpływu na poziomie około 7,5 metra sześciennego na sekundę jest konieczne, aby podtrzymać życie biologiczne w korycie Sanu. Woda z Jeziora Solińskiego jest również potrzebna do zagwarantowania dostaw dla ujęć znajdujących się między innymi w Sanoku, Dynowie, Przemyślu, Jarosławiu oraz Nisku.
Komentarze (0)