Grupa miłośników starej motoryzacji z Bieszczad, znana jako Bieszczadzki Żuczek, przygotowuje się do kolejnego wyjazdu w ramach rajdu charytatywnego. Ich charakterystyczny pojazd – strażacki Żuk – jest już dobrze rozpoznawalny, a kolejne przedsięwzięcie zapowiada się jako największe dotychczasowe wyzwanie logistyczne i organizacyjne.
Pasja do motoryzacji i udział w rajdach
Jak podkreślają członkowie zespołu, ich działalność opiera się przede wszystkim na pasji do klasycznej motoryzacji.
Jesteśmy grupą pasjonatów starej motoryzacji, a strażacki Żuk, którym podróżujemy jest już chyba dość rozpoznawalny na terenie Bieszczad. Bierzemy udział w różnego rodzaju zlotach oraz rajdach charytatywnych
– informują.
WESPRZYJ ZBIÓRKĘ - TUTAJ
Wśród wydarzeń, w których uczestniczyli, znajdują się zarówno rajdy krajowe, jak i międzynarodowe inicjatywy charytatywne, takie jak Rajd Koguta czy Złombol. To właśnie udział w tych przedsięwzięciach ukształtował charakter ich działalności, łączącej podróżowanie z działaniami na rzecz innych.
Wyprawa do Maroka
W tym roku załoga planuje kolejną wyprawę, która znacząco różni się od poprzednich pod względem skali. Trasa prowadzić będzie z Bieszczad aż do Maroka i obejmie ponad 3000 kilometrów w jedną stronę. Jak zaznaczają uczestnicy, wszystkie koszty związane z podróżą pokrywają samodzielnie. Jednocześnie udział w rajdzie wiąże się z dodatkowym wymogiem.
Jest jednak jedno „ale”. Wpisowe Złombolu polega na zebraniu określonej kwoty od darczyńców na zbiórce w serwisie Siepomaga.pl. Jest to rajd charytatywny i cała kwota zostanie przekazana na cele dobroczynne
– wyjaśniają.
Fot. Facebook/Bieszczadzki Żuczek
Organizatorzy wyprawy zachęcają do wsparcia finansowego prowadzonej zbiórki. Podkreślają przy tym, że udział w projekcie może być także formą promocji dla przedsiębiorców.
Chcemy zachęcić ludzi do wpłat. Jeżeli ktoś prowadzi jakiś biznes, jest to świetna okazja do wypromowania się, ponieważ w zamian oferujemy powierzchnię naszego Żuka. Można więc umieścić tam reklamę swojej firmy. To nie jest tak, że nikt tej reklamy nie zobaczy, ponieważ obligujemy się do zdania relacji z naszej wyprawy w mediach społecznościowych oraz zamieszczenia filmu w serwisie YouTube
– wskazują.
WESPRZYJ ZBIÓRKĘ - TUTAJ
Bieszczadzki Żuczek ma już na koncie udział w dwóch edycjach rajdu Złombol, do Norwegii oraz Turcji.
Problemy techniczne i determinacja załogi
Jak wynika z relacji, Żuk przeszedł już kilka poważnych awarii.
Pokrótce Żuk ma już trzeci silnik od zakupu. Przejechał bezawaryjnie dwa Rajdy Koguta do Stegny i Mrągowa, pierwszy Złombol do Norwegii ukończył, ale na powrocie w Danii pękł blok silnika i wrócił do Polski na TIR-ze
– opisują.
WESPRZYJ ZBIÓRKĘ - TUTAJ
Problemy pojawiły się także podczas kolejnych wydarzeń.
Na trzecim Rajdzie Koguta kilka kilometrów po przekroczeniu mety stanęliśmy, bo tłoki się poddały. Zostawiliśmy Żuka w Oławie, a rajd dokończyliśmy kupioną za 1000 złotych starą Skodą z urwanym wydechem. Holowała nas ekipa przeładowanym VW T4, ciągnąc przez miasto w rytm niemieckiej muzyki marszowej. Miny ludzi na mecie, kiedy Skoda wydawała charakterystyczne dźwięki, były bezcenne
– relacjonują.
Odbudowa pojazdu i dalsze plany
Pomimo licznych awarii, pojazd został gruntownie wyremontowany.
Przemek oraz Dawid, czyli główni mechanicy, kierowcy, organizatorzy całej Żukomanii i właściciele pojazdu przeprowadzili totalny remont silnika do ostatniej śrubki. Z tym motorem nasz klasyk bezawaryjnie objechał turecki Złombol
– informują członkowie zespołu.
Dowiedz się więcej o Bieszczadzkim Żuczku z profilu w mediach społecznościowych - TUTAJ.
Komentarze (0)