Dokładnie 13 maja 2023 roku w Wetlinie odsłonięto wyjątkowe miejsce pamięci. Przy wejściu na szlak prowadzący na Przełęcz Orłowicza stanęła rzeźbiona ławeczka przedstawiająca Władysława Nadoptę, znanego powszechnie jako Majster Bieda. Dla wielu osób nie jest to zwykły pomnik. To forma upamiętnienia człowieka, którego życie przez dziesięciolecia związane było z Bieszczadami. Postaci, która dla mieszkańców regionu, turystów, miłośników gór i ratowników górskich stała się symbolem dawnego bieszczadzkiego świata.
Usytuowanie rzeźby nie jest przypadkowe. Znajduje się ona przy jednym z popularnych punktów startowych bieszczadzkich wędrówek. To właśnie tam każdego roku tysiące turystów rozpoczynają swoją drogę na połoniny i w wyższe partie gór. Dziś wielu z nich zatrzymuje się na chwilę przy ławeczce Majstra Biedy, by poznać historię człowieka, który przez lata żył w rytmie wyznaczanym przez przyrodę.
Ze Lwowa w Bieszczady
Władysław Nadopta urodził się 15 maja 1922 roku we Lwowie. Po zakończeniu II wojny światowej trafił na Śląsk, gdzie pracował jako górnik. Jego dalsze losy związały się jednak z południowo-wschodnią Polską. W Bieszczady przyjechał w latach 60. XX wieku i pozostał tutaj do końca życia. Utrzymywał się z pracy w lesie. Pracował jako drwal, zajmował się również zbieraniem runa leśnego. Z czasem stał się jedną z najbardziej charakterystycznych postaci regionu. Żył skromnie, blisko natury i z dala od rozgłosu. Jednocześnie był człowiekiem doskonale znanym zarówno mieszkańcom, jak i osobom odwiedzającym Bieszczady. Z biegiem lat wokół jego osoby zaczęły powstawać opowieści, które stopniowo budowały jego legendę.
Fot. Kamil Mielnikiewicz
Spotkanie z Wojciechem Belonem
Jednym z ważnych momentów w historii Władysława Nadopty było poznanie Wojciecha Belona, lidera Wolnej Grupy Bukowina. W latach 70. Belon często przebywał w Bieszczadach. To właśnie wtedy zetknął się z Nadoptą, którego osobowość i sposób życia zrobiły na nim duże wrażenie. Efektem tego spotkania była piosenka „Majster Bieda”. Utwór szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli bieszczadzkiej kultury i turystycznej mitologii. Dzięki niemu postać Władysława Nadopty zaczęła być kojarzona również przez osoby, które nigdy wcześniej nie odwiedziły regionu.
To właśnie piosenka sprawiła, że człowiek żyjący na uboczu stał się rozpoznawalny daleko poza granicami Bieszczadów.
Przyjaciel ratowników górskich
Szczególne miejsce Władysław Nadopta zajmował również w środowisku ratowników górskich. Choć sam nigdy nie był ratownikiem GOPR, był osobą dobrze znaną i cenioną przez ratowników. Regularnie odwiedzał bazy GOPR w Jaworcu, Ustrzykach Górnych oraz pod Tarnicą. Przez lata nawiązał wiele przyjaźni i zyskał szacunek środowiska. Potwierdzeniem tego było wyjątkowe wyróżnienie. Władysław Nadopta został odznaczony honorową odznaką „Za Zasługi dla Ratownictwa Górskiego”. Było to szczególne uhonorowanie osoby, która nie pełniła funkcji ratownika, ale przez lata pozostawała blisko związana ze środowiskiem GOPR.
Ostatnia droga Majstra Biedy
Władysław Nadopta zmarł w czerwcu 2005 roku w Domu Pomocy Społecznej w Moczarach. Kilka dni wcześniej opuścił szpital w Sanoku, gdzie leczył się z powodu astmy. Niedługo później jego serce przestało bić. Pożegnanie Majstra Biedy miało wyjątkowy charakter. Jego trumnę na miejsce spoczynku nieśli ratownicy GOPR. Został pochowany w odległej części cmentarza w Jasieniu niedaleko Ustrzyk Dolnych. Nad jego grobem ratownicy odśpiewali „Czerwony Pas”, oddając w ten sposób hołd człowiekowi, który przez lata był częścią bieszczadzkiej społeczności.
Fot. Agnieszka Skucińska
Nie tylko pomnik jednej osoby
Jak podkreśla Edward Marszałek, znaczenie ławeczki w Wetlinie wykracza poza samą postać Władysława Nadopty.
Władysław Nadopta jest legendą, uosobieniem człowieka, który żył z lasu i zżył się z lasem, ale trzeba na ten obelisk patrzeć jak na pomnik bieszczadzkich ludzi lasu sprzed lat, żyjących ze zbierania jagód, grzybów i zrzutów...
– przypomina Edward Marszałek.
W tym ujęciu rzeźba jest nie tylko upamiętnieniem jednego człowieka. Staje się także przypomnieniem całego pokolenia ludzi, których codzienność była nierozerwalnie związana z bieszczadzką przyrodą.
Powstanie ławeczki nie było efektem urzędowego projektu ani dużej inwestycji publicznej. Jak przekazuje Edward Marszałek, pomysł upamiętnienia Władysława Nadopty wyszedł od Agaty Basaraby i Andrzeja Łukaszczuka. To właśnie oni zainicjowali działania, które doprowadziły do realizacji przedsięwzięcia. Zorganizowano społeczną zbiórkę środków. Dzięki zaangażowaniu wielu osób udało się zgromadzić fundusze niezbędne do wykonania oraz ustawienia rzeźby. Inicjatywę wsparły również Nadleśnictwo Cisna oraz GOPR Bieszczady.
To przykład projektu stworzonego oddolnie przez ludzi, którzy uznali, że historia Majstra Biedy zasługuje na trwałe upamiętnienie.
Autor, który doskonale znał bieszczadzki świat
Rzeźbę zaprojektował i wykonał profesor Jacek Kucaba z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Nie był to wybór przypadkowy. Jacek Kucaba jest związany z Bieszczadami, a w przeszłości sam był ratownikiem GOPR. Jest również autorem znanej ławeczki Wojciecha Belona w Busku-Zdroju. Połączenie tych doświadczeń sprawiło, że twórca doskonale rozumiał znaczenie obu postaci oraz ich miejsce w historii regionu.
Według osób zaangażowanych w projekt udało mu się oddać nie tylko fizyczne podobieństwo Władysława Nadopty, ale również charakter człowieka, który przez dziesięciolecia pozostawał częścią bieszczadzkiego krajobrazu. Edward Marszałek przypomina, że pomysł upamiętnienia Władysława Nadoptę podsunął też wcześniej Ludwik Pińczuk w książce „Lutek, co miał szałas na Połoninie” (Edward Marszałek, Lutek Co miał szałas na połoninie, wydawnictwo: Ruthenus, 2020 rok).
Nadopta często zaglądał na połoninę, bo po noclegu, o świcie ruszał na jagody, czasami koczował tam całymi tygodniami. Przychodził też pod koniec zimy, by ruszać za zrzutami i wracał dopiero jak zaczynały się jagody. Władek wódki nie lubił, pił wódkę tylko w herbacie, więc czasem po piątej herbacie już mu nie przeszkadzała. Był jagodziarzem z dawnych czasów, przestrzegającym niepisanego kodeksu, który reguluje nasze podejście do natury. Powinien mieć taką ławeczkę, gdzie mogliby przysiąść turyści i posłuchać piosenki „Majster Bieda”
– wspomina Lutek Pińczuk.
Miejsce, które przypomina o dawnych Bieszczadach
Ponad trzy lata po odsłonięciu rzeźby Majster Bieda nadal „siedzi” przy wejściu na szlak prowadzący ku Przełęczy Orłowicza. Dla jednych jest ciekawostką turystyczną, dla innych obowiązkowym punktem odwiedzin podczas pobytu w Wetlinie. Przede wszystkim pozostaje jednak przypomnieniem o człowieku, którego życie przez kilkadziesiąt lat było związane z Bieszczadami. O człowieku, który stał się inspiracją dla jednej z najbardziej znanych bieszczadzkich piosenek i który do dziś pozostaje ważną częścią historii regionu.
Ławeczka Majstra Biedy nie jest wyłącznie pomnikiem Władysława Nadopty. To również opowieść o dawnych mieszkańcach bieszczadzkich lasów, o ludziach żyjących z naturą i obok niej. Dzięki tej inicjatywie ich świat nadal pozostaje obecny w krajobrazie Bieszczadów, przypominając kolejnym pokoleniom o historii, która współtworzyła charakter tych gór.
Komentarze (0)