Zbrodnia UPA w Baligrodzie to kolejna tragiczna historia opowiedziana przez Jędrusia Ciupagę.

Poprzednią historię znajdziesz tutaj.

Sierpień 1944 r. Zbrodnia UPA

To co wydarzyło się w Baligrodzie na zawsze pozostało w pamięci tych, którzy przeżyli ten dzień. Niemcy opuścili Baligród 3 sierpnia 1944 r. uciekając przed Armią Czerwoną. Po ich wyjściu wśród Polaków zapanowała panika, dotarły do nich wieści o planowanym napadzie.

Delegacja polska udała się więc do sztabu UPA w Stężnicy deklarując chęć dobrowolnego opuszczenia miasteczka. Dowództwo UPA zapewniło, że Polakom nic nie grozi i w miasteczku mają pozostać. Podstęp Ukraińcom udaje się, jak wcześniej w podobnych przypadkach na Wołyniu. Polacy zostali.

Dowódca kurenia UPA Wołodymyr Szczygielski „Burłaka”, będąc wcześniej zastępcą komendanta posterunku policji ukraińskiej w Baligrodzie, miał dobre rozeznanie środowiska polskiego. Wszyscy „ważniejsi” Polacy znaleźli się na liście proskrypcyjnej, którą posługiwało się UPA dokonując masowego mordu w dniu 6 sierpnia 1944 r.

Podczas gdy miejscowa ludność była zgromadzona na niedzielnej mszy porannej w kościele miasteczko zostało szczelnie otoczone przez oddziały UPA. Kiedy msza dobiegła końca i ludzie zaczęli wychodzić na dziedziniec, trafili prosto pod wycelowane w nich lufy automatów. Tych z wychodzących, którzy rzucili się do ucieczki – kula dosięgała tuż przy murze otaczającym świątynię. Napastnicy zaczęli ustawiać mężczyzn pod ścianą kościoła. Ci co jeszcze byli w kościele, kiedy zobaczyli co ich czeka przestali wychodzić z wnętrza.

W tym czasie na progu kościoła pojawił się ksiądz greckokatolicki zabronił banderowcom na wejście do świątyni. Odstąpili od ataku zabierając ze sobą wcześniej pojmanych mężczyzn. Następne ofiary dopadli już w domach. Przebieg mordu opisuje w szkolnej kronice p.Maria Makowska. Ciała pomordowanych rozrzucone były po całej miejscowości, a ich pogrzeb odbył się 8 sierpnia. Żeby ich pochować, doły, a nie groby kopały żony i dzieci. Gdyby nie zbliżający się odział żołnierzy Słowackich, bez wątpienia lista ofiar była by dużo większa.

Dziś kamienna tablica z nazwiskami pomordowanych upamiętnia tamten dzień.

Z bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga