Jeszcze dwa miesiące temu wydawałoby się, że po okresie zimowym, turyści chętnie wybiorą Bieszczady, jako destynacje na spędzenie Świąt Wielkanocnych. Jednak obawa o bezpieczeństwo i prognoza pogody, która nie zapowiada się zbyt optymistycznie, pokrzyżowała plany nie tylko turystów ale również gestorów lokalnej branży turystycznej.

Obawy o bezpieczeństwo nadal aktualne

Początkiem bieżącego roku wydawało się, że tegoroczny sezon będzie już znacznie inny, niż te poprzednie, a turyści chętnie i bez żadnych obaw spowodowanych restrykcji pandemicznymi, przyjadą w Bieszczady. Jak informuje nas jeden z bieszczadzkich hoteli, goście już początkiem lutego dokonywali pierwszych rezerwacji. Wraz z wybuchem wojny na Ukrainie, sytuacja diametralnie się zmieniła. Mimo że działania militarne nie toczą się na terenie naszego kraju, turyści zaczęli powoli rezygnować z zamówionych wcześniej domków i pokoi. Na taką decyzję wpłynęła bowiem niewielka odległość od polsko-ukraińskiej granicy. Mieszkańcy różnych stron Polski zaczęli obawiać się o swoje bezpieczeństwo i rozpoczęło się gdybanie, co by było gdyby…

Osoby, które mieszkają na tym terenie wiedzą, że jest tu bezpiecznie i nic złego się nie dzieje. Inaczej ta sytuacja wygląda przykładowo dla mieszkańców Poznania, Warszawy czy Wrocławia, którzy przed przyjazdem w Bieszczady mogą mieć pewne obawy, a obecna sytuacja może tylko niesprzyjająco wpłynąć na ich beztroski wypoczynek.

Z uwagi na liczne zapytania, właściciele hoteli Caryńska Resort & SPA, White Sails Solina oraz Hotel Zatwarnica w Zatwarnicy informują, że obiekty funkcjonują normalnie, angażując się ponadto w pomoc na granicy oraz innych miejscach regionu.

Fot. Kamil Mielnikiewicz, zdjęcie ilustracyjne

Realizujemy wszelkie rezerwacje dokonane wcześniej oraz przyjmujemy rezerwacje na przyszłe pobyty. Wszelkie usługi funkcjonują normalnie we wszystkich obiektach. Podkreślamy, że poruszanie się po drogach województwa podkarpackiego oraz samych Bieszczadów również odbywa się bez żadnych komplikacji

– informują.

Na Wielkanoc w Bieszczady przyjedzie mniej turystów

Tegoroczne Święta Wielkanocne ponownie odbędą się bez turystów w Bieszczadach. Na wyjazd w tą część Polski zdecydowała się tylko nieliczna ilość osób. Na poziom rezerwacji w okresie kilku dni świątecznych, który jest znacząco niższy niż w czasach przed pandemią, wpłynęło kilka czynników. Jednym z nich jest wspomniana wyżej obawa o własne bezpieczeństwo, następnie wysokie ceny zarówno noclegów, różnych produktów, jak i benzyny. Ważnym powodem na brak zainteresowania wyjazdem w Bieszczady są też prognozowane złe warunki atmosferyczne, bowiem od jutra do wtorku na termometrach ma się utrzymywać średnio 8 stopni Celsjusza, a dodatkowo ciągłe opady deszczu, a miejscami deszczu ze śniegiem, powodują, że świąteczne dni nie będą przyjemne.

Na brak gości narzeka wielu bieszczadzkich gestorów branży turystycznej, dla których będzie to kolejny cios po pandemii koronawirusa. Właściciele mniejszych pensjonatów, którzy najbardziej odczuli spadek zainteresowania, informują, że duża ilość osób odwołuje rezerwacje, a wśród najczęściej powtarzających się powodów jest bezpieczeństwo i pogoda. Jednym z takich miejsc jest Osada Podróżnika w Hoczwi. Jak informuje nas Ula Nycz na 10 domków zajęty jest tylko 1. W innej sytuacji jest z kolei Villa Collis w Olchowcu, gdzie rezerwacje na okres świąt wyprzedano jeszcze przed wybuchem, a goście postanowili nie rezygnować i przyjechać.

O mniejszym zainteresowaniu przyjazdem w Bieszczady na okres Świąt Wielkanocnych informuje również Podkarpacka Regionalna Organizacja Turystyczna, która zauważa też, że długi weekend majowy ma być już znacznie lepszy pod względem ilości turystów. Tak więc na święta w południowo-wschodnią część Polski przyjadą nieliczni, a co z majówką? Czy w tym roku Bieszczady po raz kolejny przyciągną tłumy? Na szlakach turystycznych będzie tłoczno, a bary, restauracje czy hotele będą wypełnione po brzegi? Branża turystyczna zaciera ręce i liczy na taki przebieg spraw ale jak będzie wyglądał tegoroczny sezon turystyczny przekonamy się wkrótce.

Zdjęcie główne: Kamil Mielnikiewicz, zdjęcie ilustracyjne