Jeszcze do niedawna Bieszczady szeptały o wielkiej miłości dziedzica Sianek, hrabiego Franciszka Stroińskiego do swojej żony hrabiny Klary Stroińskiej. To piękna, smutna, ale i romantyczna historia z XIX w. o małżeństwie nazywanym przez dzisiejszych turystów bieszczadzkimi Romeo i Julią.

Bieszczadzcy Romeo i Julia

Historia z niedalekiej przeszłości

Mówiono, że para ta zakochała się w sobie od pierwszego wejrzenia. Klara, lwowianka, ponoć bez oporów przeniosła się do Sianek, aby własnie tutaj wraz z Franciszkiem wieść szczęśliwe życie. I tak było. Klara i Franciszek byli dobrymi właścicielami majątku i zgodnym małżeństwem.

Jednak sielanka nie miała trwać długo. Nagła i wczesna śmierć Klary przyniosła Franciszkowi rozpacz i cierpienie. Franciszek, każdego dnia, nie bacząc na pogodę. przemierzając kilometry odwiedzał grób ukochanej. Każdego dnia przez 26 lat. Aż nadszedł i jego czas i zgodnie ze swoją wolą został pochowany tuż obok ukochanej żony.

Do dnia dzisiejszego w miejscu tym stoi kapliczka. Przed kapliczką w jednym z nagrobków spoczywa dziedzic Sianek Franciszek Stroiński zmarły (jak wcześniej sądzono) 1893 r., a w drugim jego wielka miłość, Klara z hrabiów Kalinowskich – Stroińska.  Dotychczas sądzono, że Klara zmarła w wieku zaledwie 40 lat w 1867 r.

Jak historia płata figle

W maju br. Bieszczadzki Park Narodowy zlecił kolejny już remont cmentarza w Siankach. Tym razem prace dotyczyły między innymi rekonstrukcji płyty inskrypcyjnej. Zlecono uczytelnienie dat, imion i nazwisk znajdujących się na płytach nagrobnych. Jednak ze względu na duże zniszczenia inskrypcje na płytach nagrobnych były nieczytelne.

Grób Hrabiny po konserwacji
Fot. BdPN

W związku z tym, pracownicy BdPN zwrócili się do Archiwum Archidiecezjalnego w Przemyślu z prośbą o sprawdzenie czy w jego zasobach zachowała się wzmianka o pochówku Franciszka i Klary Stroińskich. Jakby na złość legendom i opowieściom informacje te odnaleziono.

Z wypisów z Ksiąg Zmarłych wynika, że Franciszek Stroiński zmarł 20 września 1853 r. Klara natomiast, zmarła 16 lat po mężu, tj. 27 kwietnia 1869 r.

Więc jak było naprawdę? Czy to zakochana i zrozpaczona Klara każdego dnia przemierzała kilometry, nie bacząc na pogdodę, żeby odwiedzić grób Franciszka? Jakie epitafium zamieszczono na grobie? Tego się już nie dowiemy.

Pamiętajmy jednak, że napisana na nowo historia nie zabrania nam wierzyć w legendy i opowiadania. Również w tą, że nad Grobem Hrabiny możemy znaleźć dozgonną miłość. W Księdze Legend i Opowieści Bieszczadzkich Andrzeja Potockiego znajdziecie taką wzmiankę:

„Możecie nie wierzyć, ale zapewniam was, że jest takie miejsce w Bieszczadach, które wzmacnia uczucia mających się ku sobie. Trzeba tylko nieopodal źródeł Sanu odnaleźć grób hrabiny i tam zmówiwszy „wieczne odpoczywanie” wyrzec imię osoby, od której oczekujemy dozgonnej miłości”.

I tego się trzymajmy.

Grób Hrabiny w Siankach

Sianki to nieistniejąca już wieś położona w najbardziej na południe wysuniętej części Polski, w tzw. „Bieszczadzkim Worku”. To tej ziemi dziedzicami byli Klara i Franciszek Stroińscy.

Rozkwit Sianek przypadał na lata trzydzieste XX w. Miejscowość stała się modnym kurortem i ośrodkiem narciarskim. Więcej na temat przedwojennych Sianek przeczytasz: Sianki. Przedwojenny kurort.

Fot. Strona Paweł Kusal

Kres istnienia wsi przyniosła II wojna światowa. Porozumienie podpisane w 1944 r. podzieliło Sianki granicą biegnącą wzdłuż Sanu na część polską i radziecką. W latach 1945 – 1946 ludność, która pozostała przesiedlona, a większość zabudowań zniszczona. W 1947 r. w ramach akcji „Wisła”, dokończono dzieło zniszczenia.

Obecnie tereny Worka Bieszczadzkiego są niezamieszkałe i należą do Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Dzisiaj po polskiej stronie Sianek, na cmentarzu znajdują się dwie mogiły i stojąca za nimi kaplica. Tworzą one całość, a potocznie nazywane są Grobem Hrabiny. Jest to bardzo popularna i chętnie odwiedzana atrakcja turystyczna. Znajduje na trasie ścieżki przyrodniczo – historycznej „Dolina Górnego Sanu” prowadzącej aż do Źródeł Sanu.

A jeszcze nie tak dawno, bo w czasach PRL, miejsce to było trudno dostępne, a właściwie niedostępne dla zwykłego śmiertelnika. Cały Bieszczadzki Worek już od drogi prowadzącej ze Stuposian do Mucznego był zaanektowany na potrzeby dostojników rządowych i zarządzany przez płk. Kazimierza Doskoczyńskiego.

W latach osiemdziesiątych grób został splądrowany i uległ częściowemu zniszczeniu. W roku dziewięćdziesiątym zaniedbany cmentarz został uporządkowany, natomiast w 1993 r. pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego nakryli kapliczkę daszkiem i odbudowali ściany.

Kolejny remont na cmentarzu, zlecony przez BdPN również dotyczył kapliczki. W 2013 r. założono nowy daszek i zrekonstruowano ściany.

W 2021 r. odnowiono inskrypcje na płytach nagrobnych.