W Hoczwi, w powiecie leskim, przy głównym węźle komunikacyjnym prowadzącym w Bieszczady, stoi dziś budynek, który jeszcze kilkanaście lat temu znał niemal każdy turysta. „Stary Piec” był obowiązkowym przystankiem na tej trasie — miejscem spotkań, odpoczynku i charakterystycznym punktem w drodze w góry.
Dziś jest zamknięty i powoli popada w ruinę. Wybite szyby, odpadające tynki i wszechobecna cisza przypominają o jego dawnej świetności. Do środka zaglądają już głównie pasjonaci urbexu, a sam obiekt staje się jednym z najbardziej wyrazistych symboli zmian, jakie zaszły w regionie.
Dziś „Stary Piec” w Hoczwi stoi opuszczony przy trasie w Bieszczady. Jeszcze kilkanaście lat temu był jednym z najbardziej rozpoznawalnych przystanków w regionie/fot. Kamil Mielnikiewicz
Dlaczego “Stary Piec” zniknął z kulinarnej mapy Bieszczadów?
Początki funkcjonowania "Starego Pieca" to lata 90. XX wieku, gdy budynek starej cegielni został zaadaptowany na cele turystyczne i gastronomiczne. Surowa cegła na elewacji i unikalna konstrukcja sprawiły, że szybko miejsce to stało się perełką na tle innych, bieszczadzkich lokali, zdominowanych przez architekturę drewnianą lub betonowe, peerelowskie klocki.
Okres największej świetności przypadł na lata 90. - aż do 2010 roku. Był to czas ogromnej popularności “Starego Pieca”, który stanowił wówczas kultowy przystanek na trasie w kierunku Polańczyka lub Cisnej. Ten lokal znał każdy, kto jechał w góry. To tutaj spotykali się motocykliści, grupy rajdowe i turyści z całej Polski. W czasach gdy bieszczadzka gastronomia kojarzyła się z przydrożnymi budkami z dykty to właśnie “Stary Piec” wyróżniał się unikalną stylistyką i pysznym, lokalnym jedzeniem. Kuchnia oferowała tu m.in. placki po bieszczadzku, co w tamtych latach wcale nie było standardem na każdym kroku.
Lokalny rynek pracy
“Stary Piec” w Hoczwi przez lata zapewniał miejsca pracy dla okolicznych mieszkańców. W Bieszczadach gdzie praca często ma charakter sezonowy pensjonat i restauracja dawały stabilne zatrudnienie przez cały rok dla: kucharzy, pomocy kuchennych, obsługi pokojowej i konserwatorów.
Dla młodych ludzi z Hoczwi i okolic „Stary Piec” był często pierwszym miejscem pracy i szkołą zawodu. To tutaj stawiali pierwsze kroki, szczególnie w sezonie letnim, gdy pensjonat i restauracja przeżywały największe oblężenie.
Popularność lokalu napędzała również drobny, lokalny handel: od dostawców wiejskich jaj i sera po drwali, którzy dostarczali drewna. Po zamknięciu “Stary Piec” stał się symbolem trudnego rynku pracy w regionie. Dlaczego "Stary Piec" nagle zniknął z kulinarnej mapy Bieszczadów?
Charakterystyczna bryła i ceglana elewacja wyróżniały to miejsce na tle innych lokali. Dziś zamiast gości — cisza i ślady po dawnym ruchu/fot. Kamil Mielnikiewicz
Problemy kolejnych właścicieli i prawny klincz
Pomimo ogromnego potencjału i strategicznej lokalizacji “Stary Piec” padł ofiarą problemów, o których wśród lokalnych mieszkańców mówi się dziś ze smutkiem, a często i z goryczą.
Pierwsze problemy z funkcjonowaniem lokalu pojawiły się po 2010 roku. Brak wspólnej wizji co do kwestii finansowych i zagospodarowania terenu między właścicielami lokalu a ówczesną burmistrzynią Leska spowodowały prawny klincz i doprowadziły do sytuacji w której nowy nabywca nie chciał inwestować w utrzymanie pensjonatu.
Z dnia na dzień budynek zaczął niszczeć. Kilka lat później, w 2014 r. oficjalnie zamknięto działalność.
Wybite szyby i zdewastowane wnętrza to dziś codzienny widok. Do środka zaglądają już głównie pasjonaci urbexu/fot. Kamil Mielnikiewicz
Dziury w podłogach, kable wyrwane ze ścian i echa przeszłości...
Obecnie budynek jest w złym stanie technicznym i przegrywa walkę z czasem. Brak ogrzewania i nieszczelny dach powodują, że wilgoć niszczy stropy. W wielu miejscach pojawiają się dziury w podłodze, a surowa cegła, która kiedyś nadawała wnętrzom klimatu dziś pokryta jest graffiti. Z tynków wystają strzępy izolacji. Złodzieje i wandale nie oszczędzili również mebli i armatury w pokojach.
Postępującą degradację widać również na zewnątrz. Natura odbiera co swoje: elewacja znika pod grubą warstwą mchu i dzikiej winorośli. Krzewy i samosiejki drzew wyrastają w dawnych ogródkach piwnych i wdzierają się do środka przez powybijane szyby.
Może wydawać się, że przyroda próbuje ukryć niszczejący pustostan przed oczami turystów jadących w stronę Cisnej lub Polańczyka.
Historia „Starego Pieca” to dziś bolesny symbol niszczejącej bieszczadzkiej architektury przemysłowej. W Bieszczadach, gdzie każda złotówka i każde miejscepracy jest na wagę złota opustoszały pensjonat jest jak niemy wyrzut sumienia. Czy jest jeszcze ratunek dla tego miejsca zanim natura pochłonie je na zawsze?
Drogi czytelniku jeśli byłeś w “Starym Piecu” i pamiętasz lata jego świetności - podziel się swoją historią w komentarzu.
Komentarze (0)