Gdy poziom wody w odnogach Jeziora Solińskiego wyraźnie opada, spod tafli powoli wyłania się dawny, zapomniany świat. W Wołkowyi czy w rejonie Wyspy Okresowej spacerowicze i turyści mogą dziś natknąć się na osuszone dno, stare odcinki dróg oraz kamienne podmurówki dawnych budynków.
Czy „Solina wysycha”?
Choć w sieci pojawiają się wpisy interneutów mówiące o tym, że „Solina wysycha”, w rzeczywistości obecny widok to efekt trwającej w regionie suszy hydrologicznej oraz celowej gospodarki retencyjnej. Przy dopływie rzędu zaledwie około 1 m³/s, ze zbiornika stale odprowadza się około 7,5 m³/s wody. Działanie to podtrzymuje życie biologiczne w korycie Sanu oraz zabezpiecza ujęcia wody pitnej dla miast takich jak Sanok, Dynów, Przemyśl, Jarosław czy Nisko. Sytuacja ta staje się dobrym powodem do swoistej podróży w czasie - do lat 60. XX wieku, kiedy w wyniku dużego projektu inżynieryjnego Bieszczady na zawsze zmieniły swoje oblicze.
Inżynieryjny gigant PRL-u i koncepcja przedwojenna
Koncepcja okiełznania biegu górskiego Sanu, który od stuleci powodował niszczycielskie powodzie w niższych partiach regionu, powstała jeszcze w okresie międzywojennym za sprawą prof. Karola Pomianowskiego. Do projektu powrócono w latach 50. i 60. XX wieku, traktując go w dobie PRL-u jako wielką wizytówkę postępu i nowoczesności.
W 1960 roku rozpoczęto potężną budowę zapory betonowej na Sanie. Było to jedno z najbardziej zmechanizowanych przedsięwzięć tamtych lat w Polsce. Na placu budowy pracowało od 1200 do ponad 4000 robotników, dla których wzniesiono specjalne osiedla i zaplecze socjalne.
Prace wymagały wylania gigantycznych mas betonu: korpus zapory wznosił się z roku na rok. Ostatecznie powstawała najwyższa zapora w Polsce, mierząca 82 metry wysokości, spiętrzająca wody Sanu i Solinki. W marcu 1968 roku uruchomiono pierwszą turbinę, a 20 lipca 1968 roku obiekt oficjalnie oddano do eksploatacji. Przy zaporze uruchomiono także elektrownię szczytowo-pompową o mocy ok. 200 MW, pełniącą do dziś funkcję akumulatora energii.
Na archiwalnych zdjęciach widać jak wyglądała budowa zapory w Solinie i obszary, które znalazły się pod wodą.
Obszar Jeziora Solińskiego podczas budowy zapory, 1968 r., zdj. Tadeusz Sumiński / „W Bieszczadach”, Roman Izbicki, Tadeusz Sumiński, Interpress, Warszawa 1968 / Wikimedia Commons (domena publiczna)
Budowa zapory w Solinie, 1968 r. Fot. Tadeusz Sumiński / „W Bieszczadach”, Roman Izbicki, Tadeusz Sumiński, Interpress, Warszawa 1968 / Wikimedia Commons (domena publiczna)
Cena postępu: zniknięcie wsi i dramat przesiedleń
Stworzenie zbiornika przyniosło ze sobą ogromne korzyści energetyczne i przeciwpowodziowe, jednak wymagało bolesnych poświęceń społecznych. Pod podnoszącą się taflą wody znalazła się dolina zamieszkana od stuleci przez społeczność bojkowską oraz ludność wielokulturową.
Pod wodą lub na obrzeżach zalewu znalazły się takie miejscowości i osady jak:
- Stara Solina oraz Teleśnica Sanna (zatopione niemal w całości),
- Horodek, Sokole oraz Chrewt,
- znaczne części Wołkowyi, Zawozu oraz Rajskiego.
Tragedia tych ziem miała wymiar podwójny. Wiele wsi było opustoszałych lub przetrzebionych już wcześniej w wyniku tragicznych wydarzeń II wojny światowej oraz powojennych przymusowych akcji przesiedleńczych, w tym akcji „Wisła” w 1947 roku.
Przed napełnieniem zbiornika w latach 60. przystąpiono do oczyszczania terenu zalewu. Właścicielom gospodarstw wypłacano odszkodowania i wyznaczano nowe miejsca osiedlenia. Rozebrano budynki mieszkalne i gospodarcze. W Wołkowyi w październiku 1967 roku rozebrano zabytkowy kościół oraz opuszczoną cerkiew greckokatolicką, mimo że wody zalewu bezpośrednio do nich nie dotarły. Przeprowadzono również ekshumacje cmentarzy, z racji trudnego terenu, nie zdołano przenieść wszystkich szczątków.
Legendy a rzeczywistość: co naprawdę kryje się na dnie?
Wokół Jeziora Solińskiego przez dekady narosło wiele powtarzanych mitów: o podwodnym, nietkniętym miasteczku z wieżami cerkwi czy o biciu dzwonów słyszanym pod wodą. Prawda historyczna i relacje badaczy pokazują zupełnie inny obraz.
Na dnie Soliny nie ma nienaruszonego miasta. Przed zalaniem dolinę metodycznie rozebrano i przygotowano na przyjęcie wody. To, co rzeczywiście spoczywa na głębokości dochodzącej do 60 metrów pod warstwą mułu i osadu, to fizyczny odcisk dawnej geografii: fundamenty i podmurówki dawnych chyż, dworów i cerkwi, kamienne piwnice oraz obudowy studni oraz dawny układ dróg i traktów, których utwardzone nawierzchnie wchodzą wprost pod taflę jeziora.
Obecnie, z uwagi na fakt, że woda spowalnia procesy rozkładu materiałów twardych (kamienia, betonu czy ceramiki), gdy poziom wody w zbiorniku opada, te surowe pozostałości po dawnych mieszkańcach na krótko powracają na światło dzienne.
Zapora w Solinie - obecnie, zdj. Aleksandra Szeligowska
Dwa oblicza bieszczadzkiego morza
Dziś Jezioro Solińskie jest synonimem letniego wypoczynku, żeglarstwa i atrakcji turystycznych. Warto jednak pamiętać o jego podwójnej naturze: jest ono zarazem wybitnym osiągnięciem polskiej inżynierii zabezpieczającym region oraz cichym świadkiem wielowiekowej historii Bieszczadów.
Niskie stany wody i odsłaniające się fragmenty dna stają się wyjątkową lekcją historii, przypominającą o świecie i ludziach, których domy ponad pół wieku temu przykryła tafla Sanu.
Komentarze (0)