Jadąc w okolice Ustrzyk Dolnych trudno uwierzyć, że Teleśnica Sanna jest miejscowością o tak burzliwej przeszłości. Wieś formalnie powstała dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, ale jej dawne dzieje sięgają czasów, gdy tereny te przechodziły przez kolejne graniczne zawieruchy.
Po II wojnie światowej miejscowość znalazła się w granicach ZSRR. W 1951 roku mieszkańców wysiedlono, a wieś przestała istnieć. Później działało tu Państwowe Gospodarstwo Rolne, które również zniknęło. Ostatecznie dawne zabudowania, szkołę i ślady codziennego życia pochłonęły wody spiętrzone przez zaporę na Sanie.
Jeszcze przed tymi dramatycznymi wydarzeniami mieszkał tu Kazimierz Maria Rutkowski. Urodzony we Lwowie w 1899 roku, już jako młody człowiek związał swoje życie ze służbą dla ojczyzny. Działał w harcerstwie, a od 1914 roku walczył w Legionach Polskich. Później jako ochotnik uczestniczył również w wojnie polsko-rosyjskiej.
Po wojennych doświadczeniach wrócił do sztuki. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie i ruszył w świat. Odwiedzał Włochy, Belgię, Grecję, Turcję, Bułgarię, Hiszpanię oraz Północną Afrykę. Był współzałożycielem grupy artystycznej „Zwornik”, a jego prace zdobiły wnętrza kościołów. Zajmował się również rekonstrukcją zabytkowego malarstwa sakralnego na Śląsku, Kielecczyźnie i w okolicach Krakowa.
Przed wybuchem II wojny światowej osiadł właśnie w Teleśnicy Sannej. Jednak historia po raz kolejny upomniała się o niego. Po 1939 roku wrócił do Lwowa, gdzie zaangażował się w działalność konspiracyjną. Organizował struktury Związku Walki Zbrojnej i został pierwszym dowódcą oddziału lwowskiego. Przyjął pseudonim „Kapitan Smrek”.
Jego los zakończył się tragicznie. Aresztowany przez NKWD został zamęczony w więzieniu na Zamarstynowie w czerwcu 1941 roku. Za swoją służbę podczas I wojny światowej został odznaczony Krzyżem Niepodległości.
Dziś, gdy turyści podziwiają krajobrazy wokół Jeziora Solińskiego, niewielu zdaje sobie sprawę, że pod wodą spoczywają ślady dawnej Teleśnicy Sannej. Razem z nimi ukryta jest pamięć o człowieku, który łączył talent artysty z odwagą żołnierza. Historia Kazimierza Rutkowskiego przypomina, że Bieszczady to nie tylko piękne widoki, ale także niezwykłe losy ludzi, którzy zapisali się na kartach polskiej historii.
Komentarze (0)