Korneliusz Tacyt, żyjący na przełomie I i II wieku naszej ery, wspomina o tych terenach, opisując je jako Bastarnice Alpes, qui alias Carpathii montes. W jego ujęciu były to „Alpy Bastarnów, które inaczej nazywane są górami Karpatami”. To krótkie zdanie niesie ze sobą ogromny ciężar znaczeń. Pokazuje, że już wtedy Karpaty – a więc także dzisiejsze Bieszczady były rozpoznawalnym elementem geograficznym, kojarzonym z ludem Bastarnów, zamieszkującym obszary Europy Środkowo-Wschodniej.
Tacyt umieszcza te góry na krańcach legendarnej Hercynia Silva, czyli potężnego, niemal mitycznego kompleksu leśnego, który w starożytności przecinał Europę na pół. Był to świat dzikiej natury, ciągnący się od Alp aż po odległe tereny nad Donem, obejmujący góry, puszcze i nieznane krainy. Dla starożytnych była to granica cywilizacji – miejsce, gdzie kończyło się to, co znane, a zaczynało to, co nieoswojone.
Wyobraźnia rzymskich autorów pracowała intensywnie. Las Hercyński był nie tylko przestrzenią geograficzną, ale też symbolem tajemnicy i potęgi natury. Opisywali go również inni autorzy, jak Juliusz Cezar, który widział w nim północną granicę świata Celtów. To właśnie z tego ogromnego, zielonego oceanu miały wyłaniać się kolejne pasma górskie, prowadzące dalej – w stronę Daków i jeszcze mniej znanych ludów.
Dziś, przemierzając bieszczadzkie drogi i szlaki, łatwo zapomnieć, że kiedyś były one częścią tej samej, ogromnej i nieprzeniknionej przestrzeni, o której pisali starożytni. A jednak ich słowa przetrwały. Bastarnice Alpes – brzmi jak echo z bardzo odległej przeszłości, które wciąż odbija się między bieszczadzkimi wzgórzami.
Komentarze (0)