We wsi Mchawa stoi bowiem obiekt, który bardziej pasuje do krajobrazu Hiszpanii czy Portugalii a nawet Ameryki Południowej, niż do zielonych wzgórz Podkarpacia. Murowana dzwonnica parawanowa, niepozorna na pierwszy rzut oka, okazuje się być jednym z tych miejsc, które opowiadają historię nie tylko lokalną, ale i europejską.
Mchawa rozciąga się w bieszczadzkim pejzażu niczym rozproszona opowieść – część zabudowań ukryta jest w dolinie rzeki Hoczewki, inne wspinają się wyżej, ku łagodnym zboczom i Krywiańskiej, która niczym strażnik góruje nad okolicą. To właśnie tutaj, w tej spokojnej scenerii, znajduje się serce dawnej i współczesnej wspólnoty – kościół parafialny pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Ale zanim spojrzenie zatrzyma się na jego bryle, uwagę przyciąga coś jeszcze – stojąca tuż przed nim dzwonnica, której sylwetka przywodzi na myśl dalekie kraje, gdzie podobne konstrukcje są niemal codziennością.
Dzwonnica parawanowa w Mchawie to konstrukcja, która od razu zdradza swoje przeznaczenie. Nie jest to masywna wieża ani smukła strzelista budowla sięgająca nieba. To raczej ściana – ale ściana żywa, otwarta, rytmiczna, podzielona na arkady, w których zawieszone są dzwony. Ich dźwięk, kiedy rozchodzi się nad doliną, zdaje się przenikać krajobraz, niosąc ze sobą zarówno wezwanie do modlitwy, jak i echo dawnych czasów.
Najstarszy z dzwonów pochodzi z 1821 roku i pamięta jeszcze czasy, gdy w tym miejscu stała cerkiew. Ta świątynia, rozebrana ostatecznie w 1953 roku, była świadkiem wielu pokoleń i zmieniających się historii regionu. Obecny kościół, wzniesiony w latach 1981–1983, przejął funkcję duchowego centrum wsi, ale to właśnie dzwonnica pozostała pomostem między przeszłością a teraźniejszością. Drugi z dzwonów, nowszy, nosi imię Jana Pawła II i pochodzi z 1998 roku – to symbol nie tylko pamięci, ale i ciągłości tradycji, która nie pozwala, by przeszłość została zapomniana.
Stojąc przed dzwonnicą, łatwo dostrzec jej prostotę, ale też ukrytą w niej symbolikę. Trzy arkady, w których umieszczone są dzwony, nawiązują do idei Trójcy Świętej, a sama konstrukcja – choć skromna – niesie w sobie ogromne znaczenie. Dzwonnice tego typu pojawiły się już w średniowieczu, szczególnie w architekturze gotyckiej południowo-zachodniej Francji. Tam, w regionach takich jak Périgord czy Langwedocja, stały się niemal znakiem rozpoznawczym lokalnych kościołów. Z czasem rozprzestrzeniły się na Półwysep Iberyjski, a stamtąd trafiły aż do Ameryki Południowej, gdzie do dziś można je spotkać jako element krajobrazu sakralnego.
W Polsce są rzadkością, a jednak w Mchawie odnajdujemy ich wyjątkowy przykład. Tutaj, na pograniczu kultur i historii, taka dzwonnica nie jest tylko architektoniczną ciekawostką. Jest świadectwem dawnych wpływów, praktycznych rozwiązań i lokalnych potrzeb. W wielu przypadkach powstawały tam, gdzie budowa wieży była zbyt kosztowna lub niemożliwa – zwłaszcza przy starszych, drewnianych świątyniach lub cerkwiach. Zamiast wieży wznoszono więc coś prostszego, ale równie wymownego.
Mchawska dzwonnica stoi więc nie tylko jako funkcjonalny element przestrzeni sakralnej, ale jako milczący świadek przemian, które przetaczały się przez te ziemie. Obok niej znajduje się murowana kaplica grobowa z pierwszej połowy XIX wieku, w której spoczywają dawni właściciele wsi – rodziny Ścibor-Rylskich, Poparów i Grodzickich. Cały ten niewielki kompleks tworzy przestrzeń, w której historia nie jest zamknięta w muzealnych gablotach, lecz nadal żyje, oddycha i rozbrzmiewa dźwiękiem dzwonów.
Warto tu przyjechać nie tylko po to, by zobaczyć, ale przede wszystkim, by usłyszeć. Bo w Mchawie dźwięk dzwonów niesie więcej niż tylko wezwanie do modlitwy – niesie historię, która wciąż trwa.
Komentarze (0)