Wyruszamy...
Na Matragonę warto wybrać się trasą za wsią Maniów, w miejscu gdzie rzeka Osława pojawia się przy drodze spływając ze źródeł. I dalej, doliną, drogą gruntową (dość szeroką). Po jej prawej stronie można dojrzeć pozostałości torów kolejki, która od lat jest nieużywana.
Wybierając się na “poznanie” Matragony trzeba wcześniej zadbać o odpowiednie buty, jak to w Bieszczadach. Trasa prowadząca na Matragonę wymaga przekraczania rzeki. Można przejść przez nią dość dogodnie.
Po przecięciu rzeki w kilku miejscach przychodzi czas na mocniejszą wspinaczkę zboczami Matragony. To moment w którym można wyraźnie doświadczyć jej masywności. I dalej: wilgotne podłoże, zarośnięte drogi, cisza. Idąc lesistym zboczem w którymś momencie dostrzega się jak ścieżka rozwidla się i jest w tym coś symbolicznego...
Matragona (990 m n.p.m.), fot.mapy.com.pl
Na zboczach Matragony nie brakuje jarów drobnych potoków. Pamiętając opowieści o tym, że niedźwiedzie lubią zapuszczać się w te okolice warto być czujnym, prowadzić głośne rozmowy.
Droga w niektórych momentach skręca nagle, potem pnie się po zboczu. Pełno na niej dzikiej roślinności. Nie wydaje się by ktoś tędy często uczęszczał. Zdarza się, że w pewnym momencie droga znika pod roślinnością, by za chwilę znów się pojawić. Trzeba być cierpliwym, uważnym, dobrze przygotowanym. Matragona to nie jest “kapuściana góra” i nie wybacza braku kondycji.
Szukając ciszy warto wybrać mniej uczęszczane szlaki w Bieszczadach, fot. Aleksnadra Szeligowska
Tuż przed wejściem na wierzchołem droga znów na chwilę niknie. To jednak tylko złudzenie, bo zaraz pojawia się kilka dróżek, powalone konary. Trzeba poszukać odpowiedniej ścieżki by je ominąć i dopiero wówczas znów wraca się na grzbiet. A na nim bukowy las.
Na Matragonę nie prowadzą oficjalne szlaki, fot. Aleksandra Szeligowska
Pod szczytem trafia się na przecinkę - prawdopodobnie pozostałość dawnej granicy między państwami. Kiedyś, jeszcze po II wojnie światowej, granica między Polską a Czechosłowacją biegła przez szczyt Matragony. Jednak w efekcie takiego podziału na stronie sąsiadów została stacja w Balnicy i niewielki odcinek linii Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej. Rozwiązano ten problem w latach 60. przesuwając granice na południowe zbocza Matragony.
I wreszcie szczyt. Tabliczki z oznaczeniami. Cisza. Przymykając oczy można przypomnieć sobie tajemniczą śmierć mężczyzny na Matragonie. Historię, która prawie ćwierć wieku pozostawała niewyjaśniona.
Bieszczadzkie Archiwum X i tajemnicza śmierć w namiocie
Miał 37 lat. W Warszawie zostawił żonę i dwójkę małych dzieci.
Robert Wieczorek, którego ciało znaleziono 24 września 2000 roku w namiocie na szczycie Matragony przez ponad 24 latach pozostawał jako “NN”. Przy jego ciele nie znaleziono żadnych dokumentów.
Ta historia do dziś posiada wiele niewiadomych. Nie udało się ustalić przyczyny śmierci mężczyzny. Na jego ciele nie było śladów walki. Przez wiele lat nie udało się też policji zgromadzić mocnego materiału dowodowego w tej sprawie. Sprawdzano m.in. zeszyt meldunkowy małżeństwa, które prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Balnicy. Po analizie zapisków wytypowano do sprawdzenia 265 mężczyzn.
Przełom nastąpił przypadkowo, kiedy ekshumowano inne zwłoki (dotyczyło to sprawy zabójstwa dziennikarza Marka Pomykały). Porównanie materiałów genetycznych doprowadziło śledczych do Warszawy. I do Roberta Wieczorka.
Rodzina zmarłego po latach odnalazła go. I mogła pochować. Ale sprawa pozostaje otwarta. Bliscy chcą śledztwa w sprawie, ponieważ uważają, że za tą śmiercią mężczyzny mogły stać osoby trzecie. W 2025 roku Prokuratura Rejonowa w Lesku wszczęła postępowanie z art. 155 Kodeksu Karnego.
Namiot w którym odnaleziono ciało, Fot. Komenda Powiatowa Policji w Lesku
Gdzie diabeł mówi dobranoc...
Będąc na szczycie Matragony odnosi się wrażenie, że to miejsce nie jest dla ludzi. Nie w sensie przesądu lub legendy ale instynktu. Bo to jeden z tych zakątków Bieszczadów gdzie dzika przyroda wydaje się oporna na ingerencję ludzi. Góra żyje swoim rytmem: surowa, oddalona, nieprzewidywalna. I tajemnicza.
Dla kogoś tu zaczyna się dzikość. Bliskość nieokiełzanej natury. Dla kogoś coś tu się skończyło...
Wracamy...
Droga powrotna jest łatwiejsza jeśli wybierze się trasę na północ, gdzie zbocze opada na przełęcz Przysłup. Nieustannie można liczyć na towarzystwo butwiejących liści i omszałych pni. Ścieżka wije się miedzy starymi drzewami. Można skręcić ponad jarem potoku Szczerbanówka. I dalej, Drogą Karpacką i do szosy.
Wracając rozmyślamy o tym, że Matragona wciąż pozostaje jednym z ostatnich bastionów prawdziwej, bieszczadzkiej dziczy. To miejsce dla tych, którzy szukają ciszy, ale potrafią uszanować potęgę natury. I przypomnienie, że w Bieszczadach wciąż istnieją zakątki gdzie natura i historia splatają się w sposób tragiczny i piękny jednocześnie.
(Matragona - górski szczyt, usytuowany na wysokości 990 m n.p.m. Znajduje się w paśmie granicznym Bieszczadów Zachodnich, w części łańcucha górskiego Karpat. Przez wierzchołek góry nie biegną znakowane szlaki turystyczne. W 1992 roku w Sanoku powstał zespół “Orkiestra Jednej Góry Matragona, którego nazwa i muzyka inspirowana jest tym miejsce).
O czym pamiętać idąc na Matragonę?
Jeśli planujesz wyprawę warto pamiętać o ważnych zasadach:
- Brak zasięgu: W Bieszczadach jest problem z zasięgiem. Dlatego warto wcześniej zainstalować aplikację z mapami topograficznymi i pobrać mapy regionu do pamięci telefonu. Sprawdzi się też GPS, który nie wymaga sieci i papierowe mapy Bieszczadów.
- Trasa: Szukając krótkiej trasy na Matragonę warto wybrać drogę za wieżą na Szczerbanówce. Należy kierować się starymi drogami zrywkowymi i trzymać blisko potoka.
Ostrzeżenia GOPR - o tym zawsze trzeba pamiętać
Ratownicy GOPR od lat przypominają, że Bieszczady poza szlakiem to trudny teren. Dlatego pamiętaj:
- Zostaw wiadomość: Zawsze informuj kogoś bliskiego gdzie dokładnie idziesz i o której planujesz wrócić.
- Odpowiedni sprzęt: Dobre buty i zapas wody to podstawa. Na trasie na Matragonę nie ma schronisk, w których można uzupełnić zapasy.
Komentarze (0)