Debata dotycząca przyszłości szpitala w Lesku od miesięcy budzi duże emocje w regionie. Dla mieszkańców Bieszczadów placówka nie jest jedynie lokalnym szpitalem powiatowym, lecz jednym z kluczowych elementów funkcjonowania całego obszaru oddalonego od dużych miejskich centrów medycznych. W ostatnich tygodniach społecznicy związani z ruchem na rzecz obrony szpitala rozpoczęli zbiórkę podpisów pod apelem skierowanym do premiera. Celem inicjatywy jest zwrócenie uwagi na sytuację placówki oraz konieczność utrzymania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
Jak podkreślają organizatorzy, problem ma charakter nie tylko lokalny, ale również strategiczny dla całego regionu turystycznego i przygranicznego.
Ponad 5,6 tysiąca podpisów w dwa tygodnie
O skali społecznego zaangażowania mówił dr Duszan Augustyn z Instytutu Rozwoju Peryferii oraz ruchu społecznego w obronie szpitala w Lesku.
Zebraliśmy 5677 podpisów z apelem do premiera o uratowanie naszego bieszczadzkiego szpitala. Domagamy się podjęcia specjalnych środków, tak jak w przypadku klęski żywiołowej, które pozwolą na utrzymanie SOR-u i które zabezpieczą bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców i odwiedzających Bieszczady, Beskid Niski, Sanoczczyznę i Pogórze Przemyskie
– podkreśla dr Duszan Augustyn.
Jak zaznacza, liczba podpisów została zebrana w bardzo krótkim czasie.
W ledwie dwa tygodnie pod apelem podpisała się prawie jedna piąta dorosłej populacji regionu. Gdybyśmy prowadzili zbiórkę dłużej, bez problemu zebralibyśmy nawet 20 tysięcy podpisów. Mówię to z pełnym przekonaniem, bo na własne oczy widziałem, że prawie każdy przechodzień chętnie podpisywał się pod apelem
– mówi.
„Bez szpitala region zacznie wymierać”
Zdaniem przedstawicieli ruchu społecznego utrzymanie szpitala w Lesku ma znaczenie wykraczające daleko poza samą opiekę medyczną.
My w Bieszczadach doskonale wiemy, że bez szpitala nasz region zacznie wymierać. Już dziś ograniczony dostęp do usług publicznych sprawia, że młodzi ludzie niechętnie tu wracają i coraz rzadziej decydują się osiedlać w Bieszczadach. Jeśli stracimy szpital, stracimy także seniorów i osoby przewlekle chore, które potrzebują stałego dostępu do opieki medycznej
– podkreśla dr Duszan Augustyn.
W jego ocenie konsekwencje mogą objąć również jeden z najważniejszych filarów lokalnej gospodarki, czyli turystykę.
Ucierpi również turystyka, bo wyjazd w góry czy wypoczynek nad jeziorem będzie wiązał się z realnym ryzykiem, że pomoc medyczna nie dotrze na czas
– zaznacza.
Bieszczady każdego roku odwiedzają tysiące turystów, szczególnie w sezonie wakacyjnym czy podczas długich weekendów. W opinii mieszkańców i organizatorów protestu odpowiednie zabezpieczenie medyczne regionu staje się więc kwestią bezpieczeństwa zarówno lokalnej społeczności, jak i odwiedzających.
Obawy o przeciążenie innych szpitali
Wśród argumentów podnoszonych przez dr Duszana Augustyna pojawia się również kwestia funkcjonowania okolicznych placówek medycznych.
Szpital w Sanoku, do którego prawdopodobnie trafi większość pacjentów z Leska, już teraz jest przeciążony. Szczególnie nocami oraz w sezonie zimowym i turystycznym pacjenci nie mają pewności, czy zostaną przyjęci bez wielogodzinnego oczekiwania
– mówi.
Jak dodaje, ewentualne ograniczenie działalności leskiego SOR-u mogłoby spowodować dalsze zwiększenie presji na placówki w regionie.
Dlatego zamknięcie SOR-u w Lesku oznacza nie tylko dłuższy dojazd, ale także dłuższe kolejki w szpitalach w Sanoku, Brzozowie, Przemyślu czy Rzeszowie
– podkreśla.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że w regionach górskich czas dojazdu do pomocy medycznej często ma kluczowe znaczenie, szczególnie zimą oraz w miejscach oddalonych od głównych tras komunikacyjnych.
Przypomnienie wcześniejszych deklaracji
Dr Duszan Augustyn, organizator akcji odwołuje się również do wcześniejszych wypowiedzi premiera dotyczących funkcjonowania ochrony zdrowia w regionach peryferyjnych.
Premier był w Lesku w 2023 roku podczas kampanii wyborczej i mówił wtedy wyraźnie, że w takich regionach jak Bieszczady musi być zapewniony przynajmniej minimalny dostęp do opieki medycznej. Jeszcze w tym roku premier przekonywał również, że porodówka w Lesku, mimo zamknięcia z początkiem roku, nadal funkcjonuje. Dlatego jedziemy do Warszawy przypomnieć złożoną nam podczas kampanii obietnicę. Zakładamy dobrą wolę i jesteśmy otwarci na propozycje
– przypomina.
„Po bieszczadzku”. Podpisy ruszyły z Połoniny Caryńskiej
Akcja protestacyjna zyskała również symboliczny wymiar. Jak przekazał dr Duszan Augustyn, podpisy mieszkańców zostały umieszczone w drewnianej skrzyni na Połoninie Caryńskiej.
Podpisy przekażemy premierowi „po bieszczadzku”. Wyruszyliśmy na Połoninę Caryńską, gdzie podpisy mieszkańców zostały symbolicznie złożone w drewnianej skrzyni. Stamtąd również „po bieszczadzku” ruszą pod Sejm
– wyjaśnia.
Apel o „specjalne środki” dla regionu
Przedstawiciele ruchu społecznego podkreślają, że oczekują od państwa zastosowania nadzwyczajnych rozwiązań finansowych i organizacyjnych.
Mamy nadzieję, że premier spotka się z nami i podejmie decyzję o zabezpieczeniu środków na utrzymanie szpitala, tak jak państwo robi to w sytuacjach nadzwyczajnych i kryzysowych. Wiemy, że państwo ma takie narzędzia i używa ich dlatego, że życie ludzkie i rozwój państwa i regionu są ważniejsze niż doraźne oszczędności. Jeżeli my w Bieszczadach nie otrzymamy opieki medycznej na czas, to nie będziemy mogli pracować, a koszty naszego leczenia będą wyższe w przyszłości
– mówi dr Augustyn.
Komentarze (0)