24 stycznia 2006 roku o godzinie 7 rano termometry pokazały tu –35 °C. Jak podaje Wikipedia, to jedna z najniższych temperatur odnotowanych w historii Polski. Choć rekord kraju należy do Olecka, gdzie w 1929 roku zanotowano –42 °C, Stuposiany na trwałe zapisały się jako miejsce wyjątkowe. Nie bez powodu mówi się o nich czasem „bieszczadzki biegun zimna”.
Sekret tego miejsca tkwi w jego położeniu. Stuposiany leżą na wysokości około 550 metrów nad poziomem morza, ale jednocześnie znajdują się na dnie doliny. To właśnie ta kombinacja sprawia, że zimą dzieje się tu coś niezwykłego. W czasie inwersji temperatury, czyli zjawiska, w którym wraz z wysokością robi się cieplej zamiast zimniej, zimne powietrze zaczyna spływać z okolicznych gór i zatrzymuje się w dolinie jak w naturalnej misie.
W normalnych warunkach powietrze przy powierzchni ziemi jest cieplejsze, bo nagrzewa się od podłoża i unosi ku górze. To naturalny ruch konwekcyjny, który powoduje mieszanie się powietrza. Jednak podczas inwersji ten mechanizm zostaje zaburzony. Zamiast swobodnego ruchu, powietrze zostaje uwięzione, a zimno kumuluje się właśnie tam, gdzie teren jest najniżej położony.
W Stuposianach ten proces działa szczególnie intensywnie. Zimne masy powietrza spływają z gór i zatrzymują się w dolinie, nie mając możliwości ucieczki. Efekt? Temperatury spadają do poziomów, które w innych częściach kraju wydają się niemal nieosiągalne.
To miejsce, gdzie natura pokazuje swoją surową, ale i fascynującą stronę. Stuposiany nie są tylko punktem na mapie – to żywe laboratorium pogody, w którym każdy mroźny poranek opowiada historię o tym, jak krajobraz i atmosfera potrafią wspólnie tworzyć coś naprawdę niezwykłego.
Komentarze (0)