Problem niedźwiedzi podchodzących pod zabudowania od wielu miesięcy pozostaje jednym z najczęściej poruszanych tematów w Bieszczadach. Mieszkańcy publikują nagrania w mediach społecznościowych, służby niemal codziennie odbierają zgłoszenia, a samorządowcy apelują o konkretne działania systemowe. Jednocześnie lokalne władze i przedsiębiorcy podkreślają, że nie chodzi o wywoływanie paniki, lecz o uświadamianie skali zjawiska. Niedźwiedzie są obecne w wielu miejscowościach regionu, a część sytuacji dotyczy terenów oddalonych od typowo leśnych obszarów. Największe obawy pojawiają się wówczas, gdy dzikie zwierzęta zbliżają się do miejsc, w których przebywają dzieci.
Jedna z takich sytuacji miała miejsce w Zagórzu, w pobliżu Niepublicznego Przedszkola w Zagórzu. Jak powiedziała Anna Chmura, wicedyrektor placówki, do zdarzenia doszło 27 kwietnia około godziny 09:00.
Dwa niedźwiedzie pojawiły się tutaj, na rzece, około godziny 09:00, w momencie, gdy dzieci z grupy żłobkowej przygotowywały się do wyjścia na spacer. Niedźwiedzie przeszły przez rzekę i tylko barierka powstrzymała je przed wejściem na teren przedszkola
– mówi Anna Chmura.
Sytuacja wywołała duży niepokój wśród pracowników placówki.
Który nauczyciel weźmie odpowiedzialność za wyjście z grupą dzieci w miejsce, gdzie widziana była niedźwiedzica? My nie jesteśmy w środku lasu. To nie jest odległa część Bieszczadów. Nie możemy realizować podstawy programowej, bo boimy się wychodzić z dziećmi na spacery. Podczas majowych świąt zawsze wychodziliśmy z dziećmi, teraz zostaliśmy w budynku. Nawet jeśli mamy ogrodzenie, to z tyłu głowy cały czas jest obawa. To nie jest pierwsza taka sytuacja. Dwa lata temu również widziano tu niedźwiedzia. Niestety, od tamtego czasu nic się nie zmieniło, a jest nawet gorzej
– podkreśla wicedyrektor.
Niedźwiedź przy szkole w Myczkowie
Do kolejnej sytuacji doszło kilka dni później w Myczkowie. Tym razem niedźwiedź pojawił się w pobliżu szkoły w godzinach, gdy uczniowie kończyli lekcje i opuszczali budynek. Informację o zdarzeniu potwierdziła w rozmowie z portalem wBieszczady.pl aspirant sztabowy Katarzyna Fechner, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Lesku.
We wtorek 5 maja, po godzinie 13:00 otrzymaliśmy informacje od pracowników szkoły, że mały niedźwiedź pojawił się w pobliżu placówki. Nasz patrol natychmiast udał się na miejsce, jednak zwierzęcia już nie było, zdążyło oddalić się do lasu
– powiedziała.
To właśnie podobne sytuacje budzą dziś największe obawy mieszkańców regionu. Nie chodzi wyłącznie o sam fakt obecności niedźwiedzi, lecz o miejsca i pory, w których zaczynają się pojawiać.
„Codziennie otrzymujemy zgłoszenia”
Jak informuje leska policja, zgłoszenia dotyczące niedźwiedzi w pobliżu zabudowań napływają regularnie praktycznie od dwóch miesięcy.
Od 2 miesięcy codziennie otrzymujemy informacje o tym, że niedźwiedzie pojawiają się w pobliżu zabudowań. Najwięcej tych zgłoszeń mamy z gminy Cisna i gminy Solina, jednak są też inne gminy
– przekazała nam aspirant sztabowy Katarzyna Fechner.
Nasza rozmówczyni podkreśla, że każda interwencja realizowana jest natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia. Problem polega jednak na tym, że zwierzęta bardzo często zdążą oddalić się jeszcze przed przyjazdem patrolu. Funkcjonariusze zaznaczają również, że działania mają charakter zarówno interwencyjny, jak i prewencyjny. Szczególnie wieczorami i nocą policjanci prowadzą dodatkowe działania profilaktyczne w miejscowościach, gdzie zgłoszeń jest najwięcej.
Celem tych działań ma być ograniczenie ryzyka kontaktu ludzi z dzikimi zwierzętami oraz zwiększenie poczucia bezpieczeństwa mieszkańców.
Problem, który przestaje być incydentem
Jeszcze do niedawna pojedyncze informacje o niedźwiedziach w pobliżu domów traktowano jako sporadyczne przypadki. Dziś mieszkańcy wielu miejscowości mówią już o zjawisku powtarzającym się regularnie. Nagrania publikowane w mediach społecznościowych pokazują zwierzęta pojawiające się przy drogach, w pobliżu gospodarstw, na obrzeżach miejscowości czy blisko zabudowań mieszkalnych. W większości przypadków niedźwiedzie nie zachowują się agresywnie. Służby podkreślają jednak, że są to dzikie zwierzęta, których reakcji nie da się przewidzieć.
W pamięci mieszkańców regionu nadal pozostaje tragiczny atak niedźwiedzia na kobietę w Płonnej w powiecie sanockim. Do kolejnego niebezpiecznego zdarzenia doszło także w Morochowie, gdzie niedźwiedź miał zacząć biec w kierunku rolnika pracującego na polu. Takie sytuacje sprawiają, że temat bezpieczeństwa wraca w regionie coraz częściej.
Samorządowcy apelują o konkretne decyzje
Lokalne władze od dłuższego czasu zwracają uwagę, że samorządy mają bardzo ograniczone możliwości działania. Wójt gminy Solina Adam Piątkowski podkreśla, że problem narasta od miesięcy.
Cały czas zmagamy się z problemem niedźwiedzi. Jako wójt gminy złożyłem dwa wnioski na redukcję 10 niedźwiedzi i do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi. Czy ktoś w tym kraju wreszcie podejmie decyzje, czy musi dojść do kolejnej tragedii. To nie jest nasza wina, my wszystko co możemy zrobić to robimy
– mówi Adam Piątkowski.
Podobne stanowisko prezentują również inni samorządowcy i przedstawiciele lokalnych społeczności. Wiesław Sowiński, radny Rady Powiatu Bieszczadzkiego i przedsiębiorca, zwraca uwagę na coraz większe napięcia społeczne wokół problemu.
Problem nadpopulacji dużych drapieżników, wilków i niedźwiedzi oraz sytuacji konfliktowych z tym związanych narasta. My jako samorządowcy jesteśmy bezradni, nie mamy decyzyjności ani realnej mocy sprawczej. Oczywiście kierujemy petycje, wnioski, prośby, ale na poziomie Ministerstwa Klimatu i Środowiska te działania są ignorowane. To powoduje dodatkowe napięcia społeczne i niezrozumienie sytuacji
– podkreśla.
Jednocześnie apeluje o odpowiedzialne podejście do problemu.
Jako przedsiębiorca z branży turystycznej apeluję o rozsądne podejście i niesianie paniki. Żyjemy z turystyki, która daje pracę tysiącom ludzi. To poważny problem, ale należy go rozwiązywać w sposób odpowiedzialny
– dodaje.
Głos w dyskusji dotyczącej narastającego problemu pojawiania się niedźwiedzi w pobliżu zabudowań zabiera również wójt gminy Cisna Dariusz Wethacz, który podkreśla, że temat relacji człowieka z dużymi drapieżnikami wymaga systemowych działań i realnej odpowiedzialności państwa. Jak zaznaczył, w ciągu ostatnich dwóch lat samorządy podejmowały intensywne działania, aby problem został potraktowany poważnie na szczeblu centralnym. W jego ocenie pojawiają się pierwsze konkretne rozwiązania, które mają poprawić bezpieczeństwo mieszkańców i ograniczyć sytuacje konfliktowe. Wśród nich wymienił plan utworzenia całodobowej grupy interwencyjnej, monitoring niedźwiedzi z wykorzystaniem obroży telemetrycznych, zabezpieczanie odpadów, działania edukacyjne oraz odbudowę naturalnej bazy pokarmowej dla zwierząt.
To ważny krok, ale to dopiero początek. Wiemy, że nawet konkretne rozwiązania wymagające dużych nakładów finansowych nie przyniosą efektów od razu. Kluczowa będzie rzetelna inwentaryzacja populacji, bo bez danych nie da się podejmować odpowiedzialnych decyzji, w tym również tych dotyczących eliminacji osobników konfliktowych
– podkreślił Dariusz Wethacz.
Wójt gminy Cisna zwrócił również uwagę, że w dyskusji o ochronie przyrody nie można pomijać codziennych problemów mieszkańców terenów górskich. Jak zaznaczył, bezpieczeństwo lokalnej społeczności powinno pozostać priorytetem, szczególnie w okresie wczesnej wiosny, kiedy niedźwiedzie najczęściej pojawiają się w pobliżu domów i zabudowań.
Lokalna społeczność nie może być zakładnikiem swoich domów. Mamy prawo żyć w bezpiecznym otoczeniu
– zaznaczył.
Dariusz Wethacz odniósł się także do sytuacji przedsiębiorców związanych z branżą turystyczną, wskazując, że to właśnie oni ponoszą konsekwencje przeciągających się sporów i braku szybkich decyzji systemowych. Jak podkreślił, mieszkańcy Bieszczadów mierzą się na co dzień z problemami, które często pozostają niewidoczne dla osób przyjeżdżających do regionu jedynie turystycznie.
Bieszczady są piękne i co do tego nikt nie ma wątpliwości. Ale czym innym jest przyjechać tu na tydzień, a czym innym żyć tu przez cały rok. Ograniczony dostęp do lekarzy, wysokie koszty życia i duże odległości to nasza codzienność, o której rzadko się mówi
– dodał wójt gminy Cisna.
Bieszczady a bezpieczeństwo turystów
Temat niedźwiedzi coraz częściej pojawia się również w kontekście ruchu turystycznego. Bieszczady od lat należą do najważniejszych regionów turystycznych południowo-wschodniej Polski. Wiele miejscowości utrzymuje się głównie z usług związanych z turystyką: noclegów, gastronomii czy organizacji wypoczynku. Jak zauważają mieszkańcy i przedsiębiorcy, turyści coraz częściej pytają dziś nie tylko o szlaki i atrakcje, ale również o bezpieczeństwo oraz obecność niedźwiedzi w pobliżu miejsc noclegowych. Samorządowcy podkreślają jednak, że problem powinien być omawiany spokojnie i odpowiedzialnie, bez budowania niepotrzebnej atmosfery zagrożenia.
Jednocześnie zwracają uwagę, że całkowite ignorowanie problemu również nie jest rozwiązaniem.
Coraz trudniejsza codzienność mieszkańców
W wielu miejscowościach obecność niedźwiedzi zaczyna wpływać na codzienne funkcjonowanie mieszkańców. Dotyczy to nie tylko osób mieszkających na obrzeżach lasów, ale również placówek edukacyjnych, gospodarstw rolnych czy miejsc odwiedzanych przez turystów. Mieszkańcy mówią o obawach przed spacerami, ograniczaniu aktywności dzieci na zewnątrz, strachu przed poruszaniem się po zmroku i niepewności związanej z codziennym funkcjonowaniem.
Jednocześnie służby przypominają, że w przypadku zauważenia niedźwiedzia należy zachować ostrożność, nie próbować zbliżać się do zwierzęcia i natychmiast informować odpowiednie służby.
Problem, który wymaga systemowych rozwiązań
Z wypowiedzi mieszkańców, samorządowców i służb wyłania się obraz problemu, który przestał być pojedynczym incydentem, a stał się trwałym elementem codzienności w części Bieszczadów. Lokalne władze podkreślają, że same działania interwencyjne nie rozwiązują problemu, jeśli nie będą im towarzyszyć decyzje na poziomie centralnym. Policja kontynuuje działania prewencyjne i patrolowe, samorządy kierują kolejne wnioski i apele, mieszkańcy próbują zachować ostrożność, jednak wiele osób przyznaje, że poczucie bezpieczeństwa w regionie wyraźnie się zmieniło. Szczególnie wtedy, gdy dzikie zwierzęta pojawiają się nie na leśnych szlakach, lecz tuż obok miejsc, w których każdego dnia przebywają dzieci i mieszkańcy.
Komentarze (0)