Historia Bieszczadów to nie tylko dzieje miejsc, szlaków, połonin i dawnych osad. To również opowieść o ludziach, którzy przez lata tworzyli niepowtarzalny charakter tego regionu. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje Andrzej Wasielewski, szerzej znany jako Jędrek Połonina, artysta, rzeźbiarz, malarz, rysownik, a jednocześnie człowiek, którego życie na trwałe wpisało się w legendę Bieszczadów. Był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci regionu. W czasach, gdy Bieszczady wyglądały zupełnie inaczej niż dziś, przemierzał je wzdłuż i wszerz na koniu, odwiedzał połoniny, schroniska, artystów i przyjaciół. Pozostawił po sobie nie tylko wspomnienia, ale również dzieła sztuki, które do dziś można oglądać w różnych miejscach regionu.
Choć od jego tragicznej śmierci minęły już dziesięciolecia, pamięć o Jędrku Połoninie pozostaje żywa zarówno wśród mieszkańców, jak i osób związanych z bieszczadzkim środowiskiem artystycznym.
Ławeczka, która przypomina o legendzie Bieszczadów
W lipcu 2021 roku w centrum Komańczy odsłonięto pamiątkową ławeczkę poświęconą Andrzejowi Wasielewskiemu. Inicjatorem przedsięwzięcia był Andrzej Potocki, autor wielu publikacji poświęconych ludziom Bieszczadów. Projekt został zrealizowany przy wsparciu władz gminy Komańcza oraz grona przyjaciół i znajomych Jędrka Połoniny. Ławeczka stanęła na skwerku w centrum miejscowości i szybko stała się jednym z charakterystycznych punktów Komańczy. To miejsce, przy którym zatrzymują się zarówno mieszkańcy, jak i turyści zainteresowani historią regionu. Obiekt został wykonany przez Agnieszkę Pasek z Kuźni Skarbów w Mokrem. Autorką części projektu określanej jako „strach na wróble” była Ewa Wójciak, natomiast tabliczkę z pamiątkowym napisem przygotował Adam Papaj.
Powstanie ławeczki było formą upamiętnienia człowieka, który dla wielu osób stał się symbolem dawnych Bieszczadów – wolnych, nieco dzikich i pełnych niepowtarzalnych osobowości.
Kim był Andrzej Wasielewski?
Andrzej Wasielewski urodził się 1 lutego 1949 roku w Górznie. Uczył się w Brodnicy, jednak już jako młody człowiek postanowił porzucić dotychczasowe życie. W Bieszczady trafił w 1966 roku jako siedemnastolatek. Jak wspominają osoby znające jego historię, ponownie uciekł wtedy z domu jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego. To właśnie tutaj rozpoczął nowy etap życia i z czasem stał się postacią znaną niemal wszystkim związanym z regionem.
W kolejnych latach mieszkał między innymi w Glinnem, Orelcu, Solinie, Terce, Krempnej, Wetlinie, Lesku, Zagórzu i Kulasznem. Każde z tych miejsc pozostawiło ślad w jego życiorysie, a jednocześnie budowało legendę człowieka, który nie przywiązywał się do jednego miejsca i stale pozostawał w drodze. To właśnie wtedy narodził się Jędrek Połonina – przydomek, pod którym znały go kolejne pokolenia mieszkańców i turystów odwiedzających Bieszczady.
Artysta ceniony przez wielu
Choć wielu osobom Jędrek Połonina kojarzy się przede wszystkim z charakterystycznym wizerunkiem kowboja przemierzającego połoniny, był przede wszystkim uzdolnionym artystą. Znany był jako rzeźbiarz, malarz i rysownik. Jego twórczość znajdowała uznanie zarówno wśród mieszkańców regionu, jak i kolekcjonerów sztuki. Wiele jego prac trafiło do prywatnych zbiorów, a część pozostała w Bieszczadach.
Szczególne miejsce zajmuje jego działalność związana ze sztuką sakralną. W kościele w Średniej Wsi znajdują się wykonane przez niego dzieła, w tym rzeźba Ostatniej Wieczerzy oraz płaskorzeźbione stacje drogi krzyżowej. Prace Wasielewskiego były rozpoznawalne dzięki charakterystycznemu stylowi. Tworzył madonny, anioły, świętych i sceny religijne, ale równie chętnie sięgał po motywy związane z bieszczadzkim krajobrazem i lokalną kulturą.
Dla wielu młodych twórców pozostawał mistrzem i inspiracją. Osoby związane ze środowiskiem artystycznym wspominają go jako człowieka obdarzonego niezwykłą wyobraźnią oraz talentem, który pozwalał mu tworzyć dzieła zapadające w pamięć.
Pierwszy bieszczadzki kowboj
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów jego wizerunku był koń i kowbojski kapelusz. Andrzej Wasielewski uznawany jest za pierwszego rozpoznawalnego bieszczadzkiego kowboja. W czasach, gdy region dopiero budował swoją współczesną tożsamość, Jędrek Połonina przemierzał go konno, odwiedzając kolejne miejscowości, schroniska i przyjaciół. Szczególnie ukochał sobie dwa miejsca – Połoninę Caryńską oraz Połoninę Wetlińską. Regularnie odwiedzał schronisko prowadzone przez Ludwika „Lutka” Pińczuka, które dla wielu osób związanych z Bieszczadami było ważnym punktem na mapie regionu.
Jego pojawienie się na szlaku lub w schronisku często budziło zainteresowanie. Charakterystyczny wygląd sprawiał, że trudno było go pomylić z kimkolwiek innym. Z czasem właśnie ten wizerunek – człowieka przemierzającego góry na koniu – stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli dawnego Bieszczadu.
Wśród poetów, muzyków i artystów
Jędrek Połonina obracał się w środowisku ludzi kultury i sztuki. Miał wielu przyjaciół wśród malarzy, poetów i muzyków. Podczas swoich podróży poza Bieszczady odwiedzał twórców rozsianych po różnych częściach kraju. Zatrzymywał się u artystów, uczestniczył w spotkaniach i utrzymywał liczne znajomości. Przyjaźnił się między innymi z Magdą Umer. Odwiedzał go również poeta i pieśniarz Wojciech Bellon, którego twórczość do dziś pozostaje ważnym elementem historii bieszczadzkiej kultury.
Te kontakty sprawiały, że był postacią znaną nie tylko w samych Bieszczadach, ale również w szerszym środowisku artystycznym.
Krótki epizod w leskiej synagodze
Mało kto pamięta, że Andrzej Wasielewski związany był również z Bieszczadzką Galerią Sztuki „Synagoga” w Lesku. Był jej pierwszym komisarzem. Propozycję pracy otrzymał od Andrzeja Potockiego, ówczesnego dyrektora placówki. Choć funkcję tę pełnił jedynie przez trzy miesiące, epizod ten pokazuje, jak silnie był związany ze środowiskiem artystycznym regionu. Ostatecznie jednak szybko wrócił do swojego dotychczasowego stylu życia.
„Jedni widzieli w nim zwyczajnego pijaka, inni genialnego artystę”
Jednym z najbardziej znanych wspomnień dotyczących Jędrka Połoniny jest fragment książki Andrzeja Potockiego „Majster Bieda, czyli Zakapiorskie Bieszczady”. Autor opisał go jako człowieka pełnego sprzeczności – artystę, włóczęgę i indywidualistę, który żył według własnych zasad.
Rzeźbił coraz bardziej piękne madonny, anioły, kapele, malował jesienną paletą barw bieszczadzkie strachy i cerkiewnych świętych. Rozchodziły się te cudeńka po szerokim świecie i budziły zachwyt. Był wszędzie tam, gdzie nieludzko zatracał się tamten zakapiorski Bieszczad. Żył jak rock’a'rollowcy – z dnia na dzień, imprezując na całego przy każdej nadarzającej się okazji. Kochał piosenki Wołodi Wysockiego, ale jaszcze bardziej kochał alkohol. I kobiety. I konie. I psy. Przeszedł przez życie gwałtownie i szybko jak wiosenna burza (…) W swoim ziemskim jestestwie wpisał się w Bieszczad mitem kowbojskiego włóczęgi. Zamiast winchestera miał przytroczone do siodła rzeźbiarskie dłuta. Cudował nim świętych Pańskich albo i samego Boga z mateczką Maryjką. Jedni widzieli w nim zwyczajnego pijaka, inni genialnego artystę, a on nie zważając na to upadał i podnosił się, gubił kapelusze i sięgał po aureole
– pisał Andrzej Potocki.
Życie Andrzeja Wasielewskiego zakończyło się przedwcześnie. 4 września 1995 roku zginął w Komańczy potrącony przez samochód. Miał 46 lat. Jego grób znajduje się w Kulasznem. Miejsce pochówku wyróżnia charakterystyczny krzyż wykonany z końskich podków – element, który wielu osobom przypomina o jego wielkiej miłości do koni oraz stylu życia, jaki prowadził przez lata.
Komentarze (0)