Spotkania z twórcami kultury często są okazją nie tylko do poznania kulis ich pracy, lecz także do wysłuchania osobistych historii i refleksji dotyczących drogi zawodowej. Tak było również w przypadku wizyty Artura Barcisia w Lesku. W Bieszczadzkim Domu Kultury odbyło się spotkanie z aktorem, które zgromadziło liczną publiczność. Frekwencja pokazała, że zainteresowanie twórczością i doświadczeniem artysty pozostaje duże. Rozmowę z gościem poprowadziła Maria Petka-Fundanicz, dyrektor Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lesku. W trakcie spotkania poruszono wiele tematów – od pierwszych doświadczeń scenicznych aktora, przez najważniejsze role w jego karierze, aż po refleksje dotyczące współczesnego aktorstwa.
Sala pełna słuchaczy
Spotkanie w Bieszczadzkim Domu Kultury w Lesku przyciągnęło liczne grono mieszkańców regionu i miłośników twórczości aktora. Sala była wypełniona w całości, co pokazało duże zainteresowanie wydarzeniem. Rozmowę z Arturem Barcisiem poprowadziła Maria Petka-Fundanicz, dyrektor Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lesku. Prowadząca wraz z gościem poruszyli wiele wątków związanych z jego karierą zawodową – od najwcześniejszych doświadczeń scenicznych po role, które przyniosły mu największą popularność.
Po zakończeniu rozmowy uczestnicy spotkania mogli zadawać pytania. Aktor odpowiadał na nie z dużą otwartością. Po oficjalnej części wydarzenia znalazł również czas na rozmowy z publicznością, wspólne fotografie oraz podpisywanie autografów.
Początki w Rędzinach
Podczas spotkania Artur Barciś opowiadał o swoich pierwszych doświadczeniach związanych ze sceną. Jak wspominał, moment, w którym uświadomił sobie, że chce zostać aktorem, miał miejsce jeszcze w szkole podstawowej w Rędzinach, miejscowości położonej niedaleko Częstochowy. Aktor przyznał, że jako dziecko był bardzo niskiego wzrostu i wśród uczniów wyróżniał się tym, że był najniższy w całej szkole. Zdarzało się, że starsi koledzy traktowali go z tego powodu nie najlepiej.
Chodziłem do szkoły podstawowej w Rędzinach i jest bardzo blisko Częstochowy. Ten moment, kiedy uświadomiłem sobie, że chcę być aktorem, nastąpił właśnie w tej szkole. Była tam scena, kurtyny. Byłem bardzo niskim chłopcem, najniższym w całej szkole. Czasami nie traktowali mnie przez to dobrze. Starsi koledzy czasami sadzali mnie na szafę i wiedzieli, że nie zejdę. Śmiali się ze mnie i mówili do mnie „małpka”
– wspominał.
Jak podkreślał, przełom nastąpił w momencie szkolnych wystąpień.
Kiedy pani kazała się nauczyć na język polski wiersza, okazało się, że jestem jedyną osobą, która wie, co mówi. Zostałem wyznaczony do mówienia wierszy na akademiach, na przykład z okazji Rewolucji Październikowej czy 3 maja. Kiedy wychodziłem na scenę i zacząłem mówić, robiła się cisza. Wszyscy mnie słuchali, a potem bili mi brawo. Bardzo to polubiłem. Wiedziałem, że scena jest miejscem pracy aktora, postanowiłem, że zostanę aktorem. Zrozumiałem, że posiadam jakiś dar, że urodziłem się z jakąś umiejętnością, której inni nie mają. Jeżeli chcę być szczęśliwym człowiekiem, muszę z tego daru skorzystać. Potem zdobyłem szacunek i koledzy już nie sadzali mnie na szafie
– mówił.
Jak dodał, występy sceniczne stały się wówczas ważną częścią jego szkolnej aktywności.
Potem często byłem na scenie i okazało się, że moi koledzy i nauczyciele bardzo lubią mnie oglądać
– dodał.
Liceum i droga na studia
Po ukończeniu szkoły podstawowej przyszły aktor rozpoczął naukę w liceum. Już wtedy wiedział, że chce zdawać do szkoły aktorskiej, co wiązało się z koniecznością zdania egzaminu maturalnego. Jak przyznał podczas spotkania, jednym z największych wyzwań była dla niego matematyka.
Wiedziałem, że muszę zdać maturę, a nic nie rozumiałem z matematyki. Była dla mnie naprawdę trudna, ponieważ my humaniści mamy inne mózgi. Ja umiem logicznie myśleć bez matematyki
– mówił.
Mimo trudności z tym przedmiotem wiedział jednak, że zdanie matury jest niezbędne, by ubiegać się o przyjęcie na studia aktorskie. W tym okresie odniósł również ważny sukces artystyczny. Wygrał ogólnopolski konkurs recytatorski, którego przewodniczącą jury była Wisława Szymborska.
Był to dla mnie ogromny sukces
– podkreślał.
Artur Barciś jest absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Rudnikach oraz Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi.
Praca w teatrze i telewizyjna popularność
Po ukończeniu studiów rozpoczął działalność teatralną. W latach 1979–1981 był aktorem Teatru na Targówku, a następnie w latach 1982–1984 występował w Teatrze Narodowym. Od 1984 roku jest związany z warszawskim Teatrem Ateneum. Występuje również w Teatrze Telewizji. W trakcie swojej kariery wcielał się zarówno w role komediowe, jak i dramatyczne, co pozwoliło mu budować różnorodny dorobek aktorski. Jednym z pierwszych momentów, który przyniósł mu większą rozpoznawalność, był udział w programie „Okienko Pankracego”, skierowanym do młodych widzów. W 1986 roku zagrał również rolę Zbyszka w serialu „Tulipan” w reżyserii Janusza Dymka. Jego bohater przyczynia się tam do zatrzymania głównego bohatera historii. Pod koniec lat 90. Artur Barciś zdobył dużą sympatię telewidzów dzięki roli Tadeusza Norka w serialu „Miodowe lata” emitowanym przez Telewizję Polsat. Postać ta stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w jego karierze.
„Dekalog” Krzysztofa Kieślowskiego
Choć popularność przyniosły mu przede wszystkim role komediowe, sam aktor szczególnie ceni jedną z wcześniejszych ról filmowych. Chodzi o udział w cyklu filmowym „Dekalog” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego.
Rolą, którą sobie niezwykle cenię i która jest dla mnie bardzo ważna, jest rola w cyklu „Dekalog”, w której zagrałem dziesięć różnych postaci nie mówiąc ani jednego słowa. Reżyser wymyślił sobie, że w różny sposób będzie nawiązywał do dziesięciu przykazań. Nie było tam prawie w ogóle religii, a jednak mówiło to o kondycji moralnej człowieka. Żeby te dwa światy jakoś połączyć, wymyślił postać, która będzie się przewijała i będzie miała przy sobie jakiś symboliczny rekwizyt. Nie ingerowałem w zdarzenia, tylko przyglądałem się temu, co ludzie robią i jakie decyzje podejmują
– mówił podczas spotkania.
„Dekalog” zdobył uznanie na całym świecie i jest jednym z najbardziej znanych polskich cykli filmowych.
Od „Miodowych lat” do „Rancza”
Szczególne miejsce w rozmowie zajęła historia powstania serialu „Ranczo”. Jak wspominał aktor, początkowo nie miał on w nim wystąpić. Po zakończeniu emisji „Miodowych lat” wraz z Cezarym Żakiem obawiali się, że zostaną na stałe utożsamieni z rolami Tadeusza Norka i Karola Krawczyka.
Po pięciu latach zakończyliśmy „Miodowe lata”, ponieważ przestraszyliśmy się, że już zawsze będziemy Tadziem Norkiem i Karolem Krawczykiem
– mówił.
Obaj aktorzy chcieli spróbować innych wyzwań.
Graliśmy w teatrze, mieliśmy swoje ambicje, chcieliśmy coś jeszcze pokazać, a nie być kojarzeni tylko z tym sitcomem. Postanowiliśmy się na jakiś czas rozstać aktorsko z Czarkiem Żakiem i każdy z nas miał pójść w swoją stronę
– tłumaczył.
W tym czasie powstawały plany dwóch seriali – „Rancza” dla Cezarego Żaka oraz „Doręczyciela”, w którym miał zagrać Artur Barciś.
Okazało się, że na „Ranczo” znalazły się pieniądze, a na „Doręczyciela” nie
– mówił.
W tej sytuacji zaproponowano mu rolę Arkadiusza Czerepacha.
Narodziny postaci Czerepacha
Początkowo miała to być rola drugoplanowa. Aktor postanowił jednak nadać jej wyraźny charakter. Inspiracją była sytuacja z jego życia prywatnego.
Budowałem wtedy dom. Budowa domu zawsze łączy się z dużą ilością dokumentów i spraw do załatwienia. Był tam taki urzędnik, pan Mietek, który bardzo przeciągał podbijanie dokumentów. Miał taki tupecik na głowie
– opowiadał.
Ta obserwacja stała się punktem wyjścia do stworzenia postaci.
Będąc zdenerwowanym na niego, powiedziałem sobie, że ja go zagram. Dlatego też w „Ranczu” miałem tupecik
– wspominał.
Do charakteru postaci dodał również inne elementy.
Czerepachowi dodałem lekką wadę dykcji, trochę sepleniłem. Nałożyłem wiele na tę postać, żeby była inna od Tadka Norka z „Miodowych lat”
– tłumaczył.
Serial o Polsce
Jak podkreślał aktor, siła „Rancza” polegała na tym, że serial opowiadał o rzeczywistości bliskiej wielu widzom.
„Ranczo” pokazuje, że jest to serial głęboki, o nas Polakach. Wilkowyje to jest cała Polska. Dlatego ludzie odnajdują w nim siebie. W tych postaciach z „Rancza” możemy zobaczyć siebie i swoich sąsiadów. W postaciach pojawiających się w serialu widzowie mogli dostrzec własne doświadczenia i osoby ze swojego otoczenia. Warto też dodać, że teksty wypowiadane przez Czerepacha pojawiały się podczas prawdziwych konferencji prasowych w Sejmie
– mówił.
Artur Barciś opowiadał także o kulisach pracy przy serialu. Zwrócił uwagę na ciekawą różnicę między jego rolą a rolą Cezarego Żaka.
Na planie była taka niesprawiedliwość. Oczywiście nic złego w tym nie było, ale ja jako Czerepach musiałem uczyć się bardzo dużo tekstu i wypowiadać go bardzo dokładnie, nic nie myląc. Na to wójt, czyli Czarek Żak, odpowiadał jednym słowem
– mówił z uśmiechem.
Podkreślił również, że scenariusz serialu był napisany w taki sposób, że nie wymagał praktycznie żadnych zmian.
Teksty, które wypowiadałem w „Ranczu”, były jeden do jednego takie, jakie miałem w scenariuszu. Scenariusz był tak doskonale napisany, że nawet nie wypadało czegoś zmieniać
– podkreślał.
Popularność i jej konsekwencje
Mimo ogromnej popularności serialu zakończenie pracy przy „Ranczu” nie oznaczało natychmiastowego napływu nowych propozycji.
Kiedy skończyliśmy zdjęcia do „Rancza”, praktycznie w ogóle nie dostawałem innych propozycji serialowych ani filmowych. Jeżeli były propozycje serialowe, nie były to takie role, w których chciałbym zagrać, dlatego rezygnowałem. „Ranczo” było tak popularne, do tego powtarzano „Miodowe lata”. Reżyserzy mówili, że jestem już opatrzony i bali się zaryzykować, żeby dać mi inną rolę
– mówił.
Z czasem jednak pojawiały się kolejne propozycje.
Zazwyczaj były to role, w których grałem złego człowieka
– zauważył.
Wciąż aktywny zawodowo
Artur Barciś podkreślał w Lesku, że jego życie zawodowe pozostaje bardzo intensywne.
Jestem człowiekiem zapracowanym. W moim życiu dużo się dzieje – od produkcji filmowych i serialowych po teatr czy reżyserowanie. W swojej karierze zrobiłem dużo, ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Myślę, że ta najważniejsza rola jest jeszcze przede mną
– mówił.
Nowe wyzwanie teatralne
Podczas spotkania aktor opowiedział również o projekcie, który w najbliższym czasie będzie dla niego szczególnym wyzwaniem. 25 września w Teatrze Polonia ma odbyć się premiera jego monodramu przygotowanego na podstawie „Balu w operze” Juliana Tuwima.
Jest to wyzwanie najtrudniejsze z możliwych. Nawet jadąc do Leska powtarzałem sobie teksty
– przyznał.
Kolejny sezon „Rancza”
Na zakończenie rozmowy pojawił się również temat nowego sezonu serialu „Ranczo”. Aktor przyznał, że zapoznał się już ze scenariuszem.
Jak przeczytałem scenariusz tego sezonu, muszę powiedzieć, że będzie naprawdę doskonały
– powiedział.
Po zakończeniu rozmowy publiczność mogła zadawać pytania. Artur Barciś odpowiadał na nie z dużą otwartością, dzieląc się kolejnymi wspomnieniami i refleksjami dotyczącymi swojej pracy. Na zakończenie spotkania aktor robił sobie zdjęcia z uczestnikami wydarzenia i rozdawał autografy. Frekwencja oraz reakcje publiczności pokazały, że spotkanie z artystą było dla wielu osób ważnym wydarzeniem kulturalnym.
Komentarze (0)