Bieszczady to synonim ciszy, spokoju, odpoczynku i relaksu. Szeroka gama szlaków turystycznych, niesamowite krajobrazy, długie wieczorne pogawędki przy ognisku, niesamowity kontakt z naturą oraz wyjątkowe miejsca do odwiedzenia nadają tym terenom niepowtarzalnego klimatu. Przekonali się o tym wszyscy, którzy choć raz odwiedzili południowo-wschodnią Polskę. Oprócz sezonu letniego, goście od kilku lat chętnie przyjeżdżali tu na okres długiego weekendu majowego. Niestety z wielu powodów tegoroczna majówka może być nieco inna.

„Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady”

„Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady” to maksyma, która pojawia się często w momencie planów dotyczących długiego weekendu majowego. Jedni preferują wyjazd nad polski Bałtyk, drudzy za granicę, a jeszcze inna grupa osób w góry. To odpowiedni czas na to, by właśnie wśród bieszczadzkiej natury oderwać się od codziennych obowiązków. O wyjątkowości tych terenów nie trzeba wiele pisać, ponieważ każdy, kto chociaż raz tu przyjechał z chęcią wracał po raz kolejny. Jeżeli ktoś nie miał okazji tu być wcześniej, to weekend majowy jest dobrym czasem na rozbudzenie w sobie chęci poznania Bieszczadów, ich piękna i tajemnic. Ktoś kiedyś powiedział, że w Bieszczady jedzie się tylko raz, a później po prostu się tu wraca.

Planując wyjazd w tą część kraju, w pierwszej kolejności myślimy przede wszystkim o Wetlinie, Cisnej czy Ustrzykach Dolnych. Te popularne miejscowości z pewnością dostarczą nam wszystko, czego potrzebujemy do udanego wypoczynku. Warto jednak zauważyć, że chcąc naprawdę uciec z dala od ludzi i cieszyć się niezmąconą ciszą, należy wziąć pod uwagę mniej znane miejscowości, jak Wołkowyja, Czarna czy Baligród.

Popularny majówkowy kierunek

Od lat Bieszczady były jednym z głównych kierunków na spędzenie długiego weekendu majowego. Przyjeżdżały tu zarówno rodziny z dziećmi, studenci czy osoby starsze. Rzesza gości wyruszała na szlaki turystyczne Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a w restauracjach czy barach trudno było o wolne miejsce. Rezerwacji należało dokonywać długi okres przed, a jeżeli ktoś zostawił to na tak zwaną „ostatnią chwilę”, niestety musiał zrezygnować z przyjazdu. Właściciele pensjonatów, hoteli czy domków letniskowych mieli pełne obłożenie już kilka miesięcy przed majówką.

Nie jest tajemnicą, że gestorzy branży turystycznej w Bieszczadach cieszą się z jak największej liczby gości, ponieważ mówiąc o sferze ekonomicznej, to właśnie z turystyki słynie ten region. Przed pandemią nikt nie mógł narzekać na małą ilość turystów. W 2020 roku sytuacja wyglądała na tyle poważnie, że wszystko było zamknięte, społeczeństwo niejako zamknęło się w domach, a komunikację międzyludzką przeniesiono do Internetu. 2021 rok minął pod znakiem wielu ograniczeń, między innymi w hotelach czy restauracjach. Jak wygląda sytuacja w tym roku? Czy na decyzje turystów wpłynęła wojna na Ukrainie i niewielka odległość od granicy?

Tegoroczny weekend majowy w Bieszczadach

Niestety, przewidywania jakie pojawiały się początkiem marca bieżącego roku zaczynają mieć swoje przełożenie na rzeczywistość. Wówczas wiele mówiło się, że może to być jeden z najgorszych sezonów turystycznych. Wskazywano na rzekome niebezpieczeństwo w Bieszczadach, ze względu na niewielką odległość od państwa, w którym obecnie toczona jest wojna. Kwestia tego jest jasna – W BIESZCZADACH JEST BEZPIECZNIE! Pojawiające się w niektórych mediach informacje niejako odstraszają turystów do przyjazdu w ten zakątek Polski. Najbardziej cierpi na tym branża turystyczna. Już teraz wielu właścicieli domków zauważa, że takiej sytuacji z obłożeniem miejsc noclegowych jak teraz, to jeszcze nie mieli.

Działamy w Bieszczadach trzeci rok i nigdy nie miałam tak pusto w kalendarzu. W maju i czerwcu zaledwie pojedyncze weekendy. Podobnie w wakacje, mało co sprzedane. Wyraźnie jest to gorszy sezon, wręcz tragiczny

– mówi nam Katarzyna Kędzia z Szumilovych Domków w Baligrodzie.

Niezbyt optymistycznie wygląda również sytuacja w Apartamentach Otryt w Ustrzykach Dolnych, gdzie wszystkie dotychczasowe rezerwacje zostały odwołane. Spadek zainteresowaniem zauważalny jest też w Domkach i Apartamentach Bieszczadzkie Wzgórze. Tam, podobnie, jak w innych miejscach pojawiają się zapytania dotyczące bezpieczeństwa.

Nie mamy jeszcze rezerwacji, a pytań o nocleg jest dużo mniej. Analogicznie do lat poprzednich, weekend majowy był już dawno obłożony. Teraz pojawiają się zapytania o bezpieczeństwo. Ludzie uważają, że na naszym terenie jest wojna, stacjonują wojska. Oczywiście jest to nieprawda, jednak media, telewizja nam w tym nie pomagają, a nawet szkodzą. Dla nas jako hotelarzy może to być ciężki czas. Mamy jednak nadzieję, że mimo wszystko będzie to udany sezon i szybko wszystko wróci do normy

– dowiadujemy się od Łukasza i Anny Podkalickich, właścicieli obiektu w Berezce.

Lepsza sytuacja jest między innymi w Schronisku Jaworzec, gdzie, jak się dowiadujemy, obiekt jest w pełni obłożony.

By cały czas zachęcać gości do przyjazdu w Bieszczady, właściciele obiektów proponują różnorodne oferty wypoczynkowe. Caryńska Resort & SPA w Dwerniku proponuje swoim gościom między innymi nielimitowany dostęp do strefy Spa, siłowni oraz basenu, garden party nad strumykiem czy koncert lokalnego zespołu. Osada Podróżnika w Hoczwi oferuje z kolei aktywne spędzenie czasu wolnego poprzez udział w spływie pontonowym, paintballu, poszukiwaniu skarbów czy wyprawy autami terenowymi.

Najczęściej bieszczadzkie domki i pensjonaty mają do zaproponowania dobre miejsca do grillowania i ognisk, place zabaw dla dzieci, dobrze wyposażone obiekty ale przede wszystkim bezcenne widoki z okna.

Gestorzy branży turystycznej zwracają również uwagę, że nie tylko wojna, ale i ceny wpływają na decyzję turystów.

Niektórzy przy odwołaniu rezerwacji, mówią nam, że nie mają pieniędzy na taki wyjazd. Przykładowo raty kredytu na tyle wzrosły, że powodują dużą dziurę budżetową

– dodaje Katarzyna Kędzia, właścicielka Szumilovych Domków.

Specjaliści ds. turystyki zauważają, że trudno powiedzieć i przewidzieć na ten moment, jak będą wyglądały następne miesiące oraz czy liczba odwiedzających Bieszczady spadnie radykalnie. Jeżeli społeczeństwo nie uświadomi sobie, że w południowo-wschodniej Polsce jest bezpiecznie, to może to być nieciekawy sezon turystyczny.