W okresie międzywojennym Komańcza była ważnym punktem na mapie bezpieczeństwa państwa. Stacjonował tu komisariat Straży Granicznej, a sama miejscowość była garnizonem macierzystym Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza „Komańcza”. To właśnie z tych terenów wyruszali żołnierze, którzy we wrześniu 1939 roku stanęli do walki w obronie południowych granic kraju. Batalion ten wszedł w skład 2 pułku piechoty KOP „Karpaty”, dowodzonego przez podpułkownika Jana Zachodnego. Jednostka ta stała się trzonem 3 Brygady Górskiej Strzelców i otrzymała niezwykle trudne zadanie. Miała zamknąć strategiczne kierunki prowadzące przez górskie przełęcze i doliny, którymi mogły nacierać wojska najeźdźcy. Żołnierze zajęli pozycje w rejonie Dukli i Sieniawy, przygotowując się do walki w wymagającym, górskim terenie.
Pierwsze dni września przyniosły jeszcze względny spokój. Jak można przeczytać w Wikipedii, działania oddziałów słowackich – które współpracowały z niemieckim agresorem - miały charakter drobnych wypadów i nie wpływały znacząco na sytuację. Sytuacja zmieniła się jednak 7 września, kiedy do walki wkroczyła niemiecka 1 Dywizja Górska. Uderzenie skierowano na prawe skrzydło polskich pozycji, w kierunku Krempnej i Nowego Żmigrodu.
Fot. Wikipedia
Polska brygada znalazła się w bardzo trudnym położeniu. Mimo korzystnych warunków terenowych brakowało jej odpowiedniego uzbrojenia, zwłaszcza broni maszynowej i artylerii. Niemieckie oddziały, wspierane ogniem artylerii, nacierały wzdłuż ważnych szlaków komunikacyjnych, stopniowo przełamując opór obrońców. 8 września zapadła decyzja o przegrupowaniu sił i zmianie linii obrony. Plan zakładał utworzenie trzech kolejnych rubieży opóźniania, które miały dać czas na przygotowanie obrony w oparciu o linię Sanu. Żołnierze zajmowali kolejne pozycje, walcząc o każdy fragment terenu i próbując spowolnić marsz przeciwnika.
Walki szybko nabrały dramatycznego charakteru. Niemieckie oddziały atakowały w rejonie Nowego Żmigrodu, zajmując miejscowość jeszcze tego samego dnia. Wieczorem wznowiono natarcie w kierunku Dukli, Rymanowa i Sanoka. Starcia trwały przez całą noc, a zmęczeni żołnierze bronili swoich pozycji z ogromnym wysiłkiem.
O świcie 9 września obrońcy Dukli zostali zmuszeni do wycofania się w góry. Równocześnie niemieckie oddziały przełamały kolejne linie obrony, oskrzydlając polskie jednostki w rejonie Rymanowa. Mimo prób wyjścia z okrążenia sytuacja stawała się coraz trudniejsza, a kolejne miejscowości przechodziły w ręce przeciwnika. Wieczorem Niemcy dotarli do Sanu, zajęli Sanok i zdobyli przyczółek na wschodnim brzegu rzeki. W tej sytuacji dowództwo podjęło decyzję o wycofaniu brygady. Żołnierze, wyczerpani walką i pozbawieni wsparcia, nie stanowili już zwartej siły zdolnej do dalszego skutecznego oporu. Wojna przyniosła także tragiczne skutki dla mieszkańców regionu. Niemcy wywieźli niemal wszystkich Żydów do obozu zagłady w Zasławiu, a sama Komańcza w czasie okupacji stała się siedzibą władz administracyjnych. Dziś o tamtych wydarzeniach przypominają nieliczne ślady, w tym miejsce katastrofy samolotu z okresu II wojny światowej.
Historia Komańczy to opowieść o odwadze żołnierzy, którzy w trudnych warunkach próbowali powstrzymać napór silniejszego przeciwnika, ale także o losach mieszkańców, których życie zostało brutalnie przerwane przez wojnę. Wśród bieszczadzkich wzgórz wciąż można odnaleźć echa tamtych dni, jeśli tylko zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na ten krajobraz przez pryzmat historii.
Komentarze (0)