Losy rodziny Stankiewiczów. Brat, który wrócił zza grobu
Ważną postacią tamtych wydarzeń był młody milicjant - Antoni Stankiewicz. Jego historia, udokumentowana przez córkę Annę na blogu „W poszukiwaniu korzeni”, rzuca światło na tragiczne losy bieszczadzkich rodzin.
Antoni wrócił do rodzinnej gajówki w Żubraczem w sierpniu 1945 roku, po czterech latach przymusowej pracy w III Rzeszy. Na miejscu nie zastał jednak wytęsknionego spokoju, lecz dom pełen cierpienia i biedy.
Jak wynika ze wspomnień Antoniego, utrwalonych przez jego córkę, jego dwaj bracia padli ofiarą przesuwającego się frontu. 16-letni Franek został ciężko ranny w wybuchu pocisku, który wpadł w grupę żołnierzy i dzieci pod gajówką; kikut jego nogi wisiał jedynie na strzępie skóry, a konieczną amputację przeprowadzono w szpitalu w Sanoku. Jeszcze mroczniejszy był los drugiego brata - Władka, który po zranieniu trafił do szpitali wojskowych w ZSRR. Skrajnie wycieńczony, został uznany za zmarłego i przeniesiony do kostnicy, gdzie leżał przez trzy dni. Życie uratowała mu czujna sanitariuszka, która zauważyła, że chłopak wciąż oddycha, i oddała mu własną krew.
Ostatecznie w 1947 roku cała rodzina wyjechała do Nysy - poza Antonim, który zdecydował się zostać w Bieszczadach by bronić znanych mu od dziecka stron.
Współtowarzysz broni - ranny wilczur na linii ognia
W relacjach Antoniego Stankiewicza, które z pietyzmem pielęgnuje jego córka, pojawia się postać niezwykłego obrońcy - psa wilczura. Czworonóg był traktowany przez załogę Betlejemki jak pełnoprawny członek oddziału; pełnił służbę z każdym wartownikiem i niejednokrotnie ratował milicjantom życie, budząc ich.
Podczas decydującej, 10-godzinnej bitwy 11 stycznia 1946 roku, Antoni Stankiewicz dokonywał wyjątkowych czynów, dostarczając na stanowiska pod gradem kul 6000 sztuk amunicji. To właśnie podczas jednego z biegów między bunkrem a składem natknął się na wiernego psa w jednym z pomieszczeń posterunku. Wilczur leżał ciężko ranny. Niestety, nawałnica ognia i krytyczny brak amunicji na linii obrony uniemożliwiły wówczas ratunek zwierzęcia. Choć los psa po bitwie pozostał nieznany, Antoni, jak podkreśla na blogu jego cóka, do końca życia wspominał go z najwyższym szacunkiem jako bohatera, który do końca trwał na posterunku.
Pomnik upamiętnia mieszkańców oraz funkcjonariuszy, którzy bronili wieś i okolice przed atakami UPA, zdj. Aleksandra Szeligowska
Bitwa o przetrwanie i obrońcy Betlejemki
Atak na Cisnę rozpoczął się o 21:45 i był prowadzony przez połączone sotnie „Bira” i „Chrynia”. Gdy wieś płonęła, a upowcy mordowali cywilów (zginęło 16 osób), na wzgórzu trwała wymiana ognia. Komendant Edward Mortygier zaalarmował załogę czerwoną rakietą.
W walkach odznaczyli się także inni towarzysze Antoniego (łącznie była to grupa 24 osób, w skład której wchodziło 9 milicjantów oraz 15 członków straży wiejskiej).
Według wspomnień Antoniego Stankiewicza, przytaczanych na blogu jego córki, większość z nich stanowili koledzy z ławy szkolnej lub znajomi sprzed 1939 roku, którzy dobrze znali teren, na którym przyszło im walczyć.
Źródła wymieniają z nazwiska kilku kluczowych uczestników obrony z stycznia 1946 roku:
- Edward Mortygier - komendant posterunku w Cisnej
To on podczas pierwszego ataku (w grudniu 1945 r.) zauważył zagrożenie i użył czerwonej rakiety, by postawić załogę w stan bojowy. Dowodził również w trakcie decydującej, 10-godzinnej bitwy w styczniu 1946 roku.
- Gustek Marszałek
Wykazał się szczególnym opanowaniem i celnością podczas walki: dostrzegł dwóch napastników próbujących podejść pod bunkier w białych prześcieradłach i rzucił granatem.
- K. Duciak
Pełnił służbę wraz z Gustkiem Marszałkiem i wspólnie z nim dostrzegł zamaskowanych napastników na tle ciemnego wozu.
- Józef Wierzbicki
Funkcjonariusz, który w trakcie bitwy zajmował się ładowaniem dysków do karabinów maszynowych „diktierow” oraz taśm do karabinów typu Mauser.
- Bolesław Faliszewski
Zastępca komendanta posterunku. 12 stycznia 1946 roku, po zakończeniu bitwy, podjął decyzję o wycofaniu załogi furmankami do Baligrodu ze względu na brak amunicji
Warto dodać, że we wcześniejszych walkach o Cisnę (24 lipca 1945 r.) brali udział milicjanci, którzy spoczywają dziś w zbiorowej mogile na miejscowym cmentarzu: Józef Pastuszak, Władysław Błachut, Mieczysław Halik, Stanisław Mainardi oraz Edward Wiśniewski. W grudniu 1945 roku zginął tam również funkcjonariusz Michał Iwanicki, który nie zdążył dotrzeć na posterunek po ogłoszeniu alarmu przez komendanta Mortygiera.
Tablica przy pomniku przypomina historię obrony Cisnej oraz losy jej mieszkańców w czasach powojennych walk, zdj. Aleksandra Szeligowska
Batalia o prawdę i korygowanie historii
Przez dziesięciolecia oficjalny obraz walk w Cisnej był kształtowany przez ówczesne władze komunistyczne w sposób, który miał służyć ówczesnej ideologii i narracji historycznej. Antoni Stankiewicz w swoich relacjach wskazywał, że literatura z okresu PRL, w tym popularna książka Stanisława Myślińskiego „Strzały pod Cisną”, zawierała nieścisłości, które z czasem zaczęły funkcjonować jako fakty.
Stankiewicz odniósł się do opisu, według którego polska kolumna wycofująca się do Baligrodu w styczniu 1946 roku została ostrzelana przez sotnię „Stacha”. Podkreślił, że w rzeczywistości przejazd odbył się bez żadnych przeszkód, a opisana walka nie miała miejsca. Zaprzeczył również sugestiom, jakoby obrońcy opuścili wzgórze w trakcie trwania bitwy. Wyjaśnił, że załoga trwała na pozycjach do godziny 6:00 rano, a dopiero następnego dnia załadowano mienie na podwody i przygotowano się do wymarszu.
Monument na wzgórzu Betlejemka jest symbolem pamięci o obrońcach Cisnej walczących w latach 1944-1947., zdj. Aleksandra Szeligowska
Antoni Stankiewicz ponadto stanowczo sprzeciwiał się narzuconej przez system komunistyczny tezie, że walki toczyły się o „utrwalanie władzy ludowej”. W zapiskach na blogu jego córki - Anny czytamy, że dla niego i jego towarzyszy, którzy często byli kolegami z ławy szkolnej, celem była obrona ludności polskiej przed UPA.
Największym zwycięstwem prawdy historycznej była jednak zmiana napisu na pomniku na Betlejemce. Napis o „utrwalaniu władzy ludowej” zastąpiono w 2017 roku dedykacją: „Obrońcom Cisnej i okolic przed Ukraińską Powstańczą Armią 1944-1947”. Sam Antoni Stankiewicz dopiero w 2003 roku, po batalii przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, odzyskał uprawnienia kombatanckie z tytułem: za walki z UPA.
Źródła:
- Bieszczady. Słownik historyczno-krajoznawczy. Część 2. Gmina Cisna, Praca zbiorowa (materiały zebrali: Marcin Gruszczyński, Wojciech Krukar, Stanisław Kryciński), opr. Stanisław Kryciński, Wydawnictwo Stanisław Kryciński, Warszawa 1996, s. 113-118.
- Stanisław Myśliński, Strzały pod Cisną, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1978, s. 122-132.
- Anna D. Ordyczynska, Antoni Stankiewicz. Cisna - w obronie Betlejemki, W poszukiwaniu korzeni (blog), blogspot.com.
- Szczepan S. Siekierka, Henryk Komański, Krzysztof Bulzacki, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947, Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, Wrocław 2006, s. 380.
Komentarze (0)