reklama

Od światła reflektorów do spokoju Bieszczad. Droga artystki do prawdziwego spełnienia

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Od światła reflektorów do spokoju Bieszczad. Droga artystki do prawdziwego spełnienia - Zdjęcie główne
Autor: Kamil Mielnikiewicz | Opis: Anna Jażdżyk

Udostępnij na:
Facebook
AktualnościKariera w mediach, serialach i reklamach zapewniała jej sławę i prestiż, ale nie dawała szczęścia. Anna Jażdżyk odnalazła je w muzyce i malarstwie, a życie w Bieszczadach stało się dla niej prawdziwym domem.
reklama

Jednym z gości tegorocznej edycji Bieszczadzkiego Forum Kobiet w Lesku była Anna Jażdżyk, artystka, która swoją drogę zawodową rozpoczęła w świecie fotomodelingu, mediów i reklamy, by ostatecznie odnaleźć spokój i spełnienie w Bieszczadach. Jej historia to przykład świadomej decyzji o odejściu od intensywnego życia w stolicy na rzecz życia bliżej natury, twórczości i autentycznych relacji międzyludzkich.

Pierwsze kroki w świecie mediów i show-biznesu

Anna Jażdżyk swoją karierę zaczynała jako fotomodelka.

Swoją drogę zawodową od pracy jako modelka, właściwie jako fotomodelka, bowiem na wybiegu widziano mnie rzadko ze względu na mój wzrost. Zaczęłam od sesji zdjęciowych, gazet. Potem zaczęłam pracować już w reklamie

reklama

– wspomina artystka.

Początkowo praca w świecie mediów wydawała się spełnieniem marzeń, zarówno jej, jak i… jej taty, o czym dowiedziała się dopiero później. Choć sukcesy w modelingu i reklamie były satysfakcjonujące, towarzyszyła im nieustanna presja i walka ze sobą.

Pracując w tamtym świecie czułam taką dużą walkę wewnętrzną. Cały czas musiałam walczyć ze sobą, musiałam się przekraczać, co wiązało się z nieustannym trzymaniem diety i dużym dbaniem o wygląd. Trochę to nie zdrowe na dłuższą metę. Poza taką satysfakcją z wygranych castingów, wygranych przesłuchań, w ogólnie czułam spełnienia, nie czułam, że to jakkolwiek wypełnia moje serce. Wspaniale jest zobaczyć siebie w gazecie, w telewizji, natomiast wewnętrznie nie czułam, że robię coś wyjątkowo dobrego

reklama

– przyznaje Anna Jażdżyk.

Fot. Kamil Mielnikiewicz

Doświadczenia w aktorstwie

Anna Jażdżyk również próbowała sił w aktorstwie, zdobywając role w popularnych serialach i filmach, w tym w produkcji „Przyjaciółki”. Wspomina, że praca na planie filmowym była wymagająca i emocjonalnie trudna. Zwróciła też uwagę na toksyczny charakter wielu produkcji.

Wiele osób myśli, że praca aktora jest łatwa i przyjemna, jednak rzeczywistość jest zupełnie inna. Aktorstwo to często kilkanaście godzin pracy dziennie – 12–14 godzin na planie, bardzo często w trudnych warunkach zewnętrznych. Jest to zawód wymagający ogromnego zaangażowania emocjonalnego, ponieważ umysł aktora nie zawsze rozróżnia, że odgrywana scena nie jest jego rzeczywistym życiem. Przepracowanie emocji związanych z rolą i oddzielenie fikcji od własnej rzeczywistości bywa bardzo trudne. Z tego powodu wielu aktorów po zagraniu intensywnych lub traumatycznych ról zmaga się z poważnymi problemami psychicznymi, a niektórzy wymagają nawet hospitalizacji psychiatrycznej, ponieważ nie potrafią „wyjść” z postaci. W 80% praca na planie jest toksyczna, a te 20% to cudowny czas spotkań ze wspaniałymi ludźmi. W momencie, gdy to jest naszym „chlebem”, na wczesnym etapie kariery aktor nie ma możliwości wyboru ról, więc musi przyjmować wszystko, by mieć co jeść

reklama

– wspomniała.

Jak powiedziała Anna Jażdżyk, wiele produkcji powstaje z niewłaściwą intencją – głównym celem jest przyciągnięcie widza i osiągnięcie wysokiej oglądalności, a nie realizacja wyższych wartości artystycznych.

Na początku nie zdawałam sobie z tego w pełni sprawy. Duże seriale produkowane są masowo, niemal taśmowo, przypominając fabrykę. Nie ma w nich miejsca na pogłębione tworzenie postaci ani refleksję nad rolą. Praca polega na szybkim wejściu na plan, zagrania sceny i natychmiastowym wyjściu. To znacząco odbiegało od moich wyobrażeń o aktorstwie i marzeń, które miałam w głowie

– powiedziała.

Przebudzenie i powrót do pasji

Momentem przełomowym w jej życiu był rok 2015/2016, po zakończeniu – jak sama podkreśla – toksycznego związku z byłym partnerem.

reklama

Miałam taki moment: co ja robię ze swoim życiem? Przecież ja miałam śpiewać. To był pierwszy bodziec. Po pewnym czasie rozpoczęłam pracę w TVN, kontynuując swoje medialne doświadczenia, jednak równocześnie do mnie wróciła sztuka. Poczułam na nowo, że to moje prawdziwe serce. Wtedy zaczęłam uczyć się śpiewu, założyłam swój pierwszy zespół i pisałam własne teksty, realizując się twórczo w muzyce

– mówiła Anna Jażdżyk.

Jednak okres pracy w TVN okazał się bardzo wymagający i wyczerpujący.

Po pracy w TVN miałam duży kryzys, bo ten etap całkowicie pozbawił mnie energii i chęci do działania

– przyznaje artystka.

Po zakończeniu współpracy powiedziała sobie stanowcze „dość” i zdecydowała się nie wracać do tego środowiska. W tym czasie rozpoczęła produkcję własnego programu poświęconego rolnictwu, przygotowywanego dla producentów pomidorów szklarniowych. Dla Anny Jażdżyk ważne było, że mogła pracować bliżej natury i bliżej ludzi, w sposób dający jej poczucie sensu i spełnienia. W tym okresie jej życie koncentrowało się na prowadzeniu biznesu oraz twórczości muzycznej, która stała się jej prawdziwą pasją i źródłem energii.

Jednak życie osobiste wpłynęło na działalność muzyczną, a rozpad związku zakończył również funkcjonowanie zespołu.

Zespół prowadziłam wówczas wspólnie z moim ówczesnym narzeczonym. Po naszym rozstaniu działalność zespołu zakończyła się, a ja ponownie zostałam bez muzyki, swojej dotychczasowej przestrzeni twórczej. Wkrótce po tym wróciłam do pracy w TVN i zagrałam też w popularnym serialu „Przyjaciółki”. Z czasem praca na planie stała się coraz bardziej wymagająca, głównie z powodu trudnych relacji między osobami zaangażowanymi w produkcję. Zawsze chciałam stać po stronie, która służy ludziom i nie robi negatywnych rzeczy

– podkreśliła Anna Jażdżyk.

Pojawienie się pandemii COVID-19 stało się dla niej okazją do przewartościowania życia. Przeprowadziła się do swoich rodziców, ciesząc się możliwością skupienia się na muzyce i twórczości, które dawały jej poczucie sensu i wewnętrznej równowagi.

Narodziny malarstwa

Pandemia była początkiem nowego etapu – odkrycia malarstwa i pogłębienia pasji muzycznych.

Zaczęłam malować niemal z dnia na dzień. Pierwszy obraz sprzedał się niemal od razu, potem drugi i trzeci również znalazły nabywców. Wkrótce zaproszono mnie na pierwszy wernisaż, później na kolejny, a w końcu zaczęłam organizować własne wystawy

– mówiła.

W przeciwieństwie do show-biznesu, gdzie często wszystko układało się pod górkę, w świecie muzyki i malarstwa odnajdywała spokój i naturalny porządek. Jej decyzje życiowe spotykały się jednak z niezrozumieniem ze strony znajomych i przyjaciół, którzy nie rozumieli, że świat mediów nie jest jej prawdziwym życiem.

Kochałam grać na ukulele i zarażać ludzi miłością. W Warszawie prowadziłam między innymi warsztaty świadomościowe i duchowe, a moje otoczenie czasami atakowało mnie za wybory, które podejmowałam

– przyznaje.

Zmiana ścieżki życiowej przyniosła jej poczucie ulgi i szczęścia.

Kiedy podjęłam tę decyzję, poczułam się najszczęśliwsza na świecie, poczułam lekkość i ulgę, wreszcie mogłam być sobą. Mój tata nie do końca rozumiał moje wybory i chciał, żebym wracała do Warszawy, ale nie potrafiłam mu wytłumaczyć, że tamto życie nie jest moje

– podkreśliła artystka.

Przeprowadzka w Bieszczady i nowe życie

Anna Jażdżyk zdecydowała się na przeprowadzkę z Warszawy do Ustrzyk Dolnych, za namową kolegi z aktorstwa. Początkowo myślała o Trójmieście, ale Bieszczady okazały się jej prawdziwym domem.

W Bieszczady ściągnął mnie mój kolega z aktorstwa, który zaprosił mnie do współpracy z Ustrzyckim Teatrem Dramatycznym. Początkowo po opuszczeniu Warszawy myślałam o przeprowadzce do Trójmiasta, jednak po przyjeździe w Bieszczady poczułam, że to właśnie tutaj jest mój dom. Kiedy przemierzam Bieszczady i patrzę na te góry, myślę sobie: Boże, ja tu mieszkam. Mam to wszystko na wyciągnięcie ręki. Nawet podczas rozmów telefonicznych czuję ekscytację, że mogę żyć w tym miejscu – nie mogę się tym nacieszyć

– powiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy.

Codzienne życie w Ustrzykach Dolnych pozwoliło jej nawiązać głębokie relacje z lokalną społecznością.

Kiedy jestem w sklepie w Ustrzykach Dolnych, wszyscy mówią do siebie po imieniu, a atmosfera jest niezwykle przyjazna. Zostałam tu bardzo ciepło przyjęta, a mieszkańcy chętnie mi pomagali

– wspomina Anna Jażdżyk.

Choć jej decyzja o przeprowadzce w Bieszczady spotkała się początkowo z negatywną reakcją w środowisku zawodowym, życie w tym regionie przyniosło jej ogrom wsparcia i serdeczności.

W każdym momencie kryzysu pojawiały się osoby, kiedyś obce, a dziś najbliższe mojemu sercu, które pomagały mi przetrwać trudne chwile. Dostałam tutaj ogrom miłości i wsparcia. To naprawdę cudowne miejsce na świecie

– podkreśla artystka.

Spełnienie i poczucie szczęścia

Anna Jażdżyk podkreśla, że zmiana ścieżki życiowej przyniosła jej poczucie lekkości i wolności.

Kiedy zmieniłam swoją drogę, poczułam, że jestem najszczęśliwsza na świecie. Mogę wreszcie być sobą

– dodała.

Muzyka, malarstwo i życie blisko natury stały się dla niej źródłem autentycznej radości i spełnienia, których nie dawała kariera w mediach czy aktorstwie.

Historia Anny Jażdżyk pokazuje, że sukces zawodowy nie zawsze idzie w parze z osobistym szczęściem. Czasem odważna decyzja o zmianie drogi życiowej, mimo braku zrozumienia otoczenia, pozwala odnaleźć autentyczne spełnienie. Bieszczady stały się dla niej przestrzenią twórczości, spokoju i harmonii – miejscem, w którym może realizować swoje pasje i cieszyć się codziennością.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo