Problem obecności niedźwiedzi brunatnych i wilków w pobliżu zabudowań od wielu miesięcy budzi ogromne emocje w województwie podkarpackim, szczególnie w Bieszczadach. Samorządowcy alarmują, że sytuacja staje się coraz trudniejsza do opanowania, a mieszkańcy coraz częściej zgłaszają przypadki pojawiania się drapieżników w bezpośrednim sąsiedztwie domów, szkół, przedszkoli czy gospodarstw rolnych. Temat ten był przedmiotem posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. W trakcie obrad przedstawiciele rządu, samorządowcy oraz przedstawiciele różnych instytucji omawiali skalę problemu, aktualne działania państwa oraz możliwe rozwiązania na przyszłość.
W centrum dyskusji znalazły się zarówno kwestie bezpieczeństwa mieszkańców, jak i ochrona gatunków objętych ścisłą ochroną. Debata pokazała wyraźnie, że sytuacja w Bieszczadach przestała być jedynie lokalnym problemem pojedynczych gmin, a stała się jednym z najważniejszych tematów dotyczących relacji człowieka z dużymi drapieżnikami w Polsce.
Coraz więcej zgłoszeń i narastające poczucie zagrożenia
W ostatnich tygodniach w przestrzeni publicznej regularnie pojawiały się informacje o niedźwiedziach widywanych w pobliżu zabudowań. Jednym z przykładów był przypadek z Wołkowyi, gdzie niedźwiedzie pojawiły się w pobliżu kościoła podczas uroczystości Pierwszej Komunii Świętej. Samorządowcy z Bieszczad podkreślają jednak, że podobne sytuacje nie są już incydentami, lecz codziennością. Niedźwiedzie pojawiają się przy domach, gospodarstwach, garażach, szkołach i przedszkolach, niezależnie od pory dnia. Podczas posiedzenia komisji wielokrotnie podkreślano, że mieszkańcy coraz częściej zgłaszają poczucie zagrożenia oraz obawy związane z normalnym funkcjonowaniem w regionie.
Dziś sytuacja wymknęła się spod kontroli. Mamy liczne incydenty. Niedźwiedź przy kościele, przy przedszkolu, przy szkołach, w garażu, praktycznie wszędzie, niezależnie od pory dnia biegają po terenach wiejskich. Musimy skończyć tę dyskusję teoretyczną, a wprowadzić konkretne rozwiązania. O to państwa apelujemy. Posłuchajcie samorządowców, bo my jesteśmy głosem naszych mieszkańców i chcielibyśmy, żeby wreszcie został ten problem rozwiązany
– powiedział Tomasz Lasyk, sekretarz gminy Cisna.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Niepokojące sytuacje w Bieszczadach. "One są wszędzie, o każdej porze"
Ministerstwo: bezpieczeństwo ludzi jest priorytetem
Podczas komisji głos zabrała Urszula Zielińska, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska i Klimatu, która rozpoczęła swoje wystąpienie od odniesienia się do tragicznego zdarzenia, do którego doszło niedawno w województwie podkarpackim.
Każda śmierć człowieka w wyniku kontaktu z dzikim zwierzęciem jest dramatem i musi być traktowana z najwyższą powagą przez państwo. Naszym obowiązkiem jest wyciągać wnioski i podejmować działania ograniczające ryzyko podobnych zdarzeń w przyszłości
– podkreśliła minister.
Jednocześnie zaznaczyła, że debata dotycząca dużych drapieżników powinna opierać się na wiedzy naukowej, obowiązującym prawie oraz rzeczywistych danych, a nie wyłącznie na emocjach. Minister przypomniała, że niedźwiedź brunatny i wilk są gatunkami chronionymi zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym. Jak zaznaczyła, obecna sytuacja jest efektem jednoczesnego odbudowywania populacji dużych drapieżników oraz rosnącej presji człowieka na środowisko naturalne.
Rozbudowa infrastruktury, ekspansja zabudowy, wzrost ruchu turystycznego i coraz częstsza penetracja terenów leśnych powodują zwiększenie sytuacji konfliktowych. Stanowisko Ministerstwa Klimatu i Środowiska jest jasne. Bezpieczeństwo ludzi musi być priorytetem. Ale działania podejmowane wobec zwierząt chronionych muszą być proporcjonalne, zgodne z prawem i skuteczne
– mówiła.
Państwo ma narzędzia, ale samorządowcy oczekują skuteczności
W trakcie posiedzenia przedstawicielka ministerstwa wskazywała, że obecne przepisy umożliwiają szybkie reagowanie wobec osobników stwarzających zagrożenie. Jak wyjaśniła, regionalni dyrektorzy ochrony środowiska mogą wydawać zgody na płoszenie, odłów i relokację zwierząt, a Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska, w szczególnych przypadkach, również na odstrzał interwencyjny.
Decyzje mogą być wydawane nawet w trybie ustnym na podstawie zgłoszeń telefonicznych i takie decyzje są wydawane
– zaznaczyła.
Urszula Zielińska poinformowała również, że według prowadzonych analiz znaczna część szkód powodowanych przez niedźwiedzie może być związana z działalnością pojedynczych osobników.
Wiemy, że około 40 procent szkód wyrządzonych przez niedźwiedzia brunatnego w województwie podkarpackim było spowodowanych przez jednego konkretnego osobnika. Dzięki monitoringowi jesteśmy w stanie reagować bardzo celowo
– powiedziała.
Jednocześnie minister podkreśliła, że tragiczny przypadek, który wydarzył się niedawno, miał inny charakter.
To nie był osobnik wcześniej zgłaszany jako problemowy. Do zdarzenia doszło w lesie, gdzie człowiek został zaskoczony przez bytującego tam naturalnie niedźwiedzia brunatnego
– dodała.
Projekt za 16 milionów złotych
Podczas komisji przedstawiono również działania, które mają zostać wdrożone w celu ograniczenia liczby konfliktów pomiędzy ludźmi a niedźwiedziami. Poinformowano o realizacji projektu „Ochrona niedźwiedzia brunatnego poprzez minimalizację sytuacji konfliktowych” o wartości 16 milionów złotych. Program zakłada między innymi: zakup kontenerów odpornych na niedźwiedzie, zabezpieczanie kompostowników, tworzenie systemów alertowania mieszkańców, budowę platform zgłoszeń czy powołanie grup interwencyjnych zajmujących się płoszeniem, odłowem i monitoringiem problemowych osobników. Jak zaznaczono, jest to pierwszy tego typu program realizowany w Polsce.
Sekretarz stanu poinformowała również o przygotowywanych zmianach legislacyjnych dotyczących skuteczniejszego płoszenia niedźwiedzi, między innymi przy użyciu amunicji gumowej przez wyspecjalizowane grupy interwencyjne.
Samorządowcy: „To już nie są pojedyncze przypadki”
Wystąpienia samorządowców z Bieszczad miały zdecydowanie bardziej alarmujący charakter. Wójtowie, burmistrzowie i przedstawiciele lokalnych władz wielokrotnie podkreślali, że obecna sytuacja jest znacznie poważniejsza niż jeszcze kilka lat temu.
15 lat temu było około 20 niedźwiedzi, dziś jest ich około 400. W mojej gminie dochodzi do około 120–130 zdarzeń powodujących szkody i stwarzających zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi. Wykorzystałem wszystkie możliwe środki prawne. Zakładaliśmy odstraszacze, obroże monitorujące, robiliśmy wszystko, co było możliwe. Dziś nie wiem już, co jeszcze można zrobić
– powiedział Adam Piątkowski, wójt gminy Solina.
Wójt zwracał uwagę także na wpływ sytuacji na turystykę i lokalną gospodarkę.
Przedsiębiorca organizujący wycieczki stracił w tym roku 600 klientów. Mamy coraz niższą frekwencję turystyczną. Jeżeli mam wybierać między bezpieczeństwem a zyskiem mieszkańców, wybieram bezpieczeństwo
– dodał.
„Niedźwiedzie przestały reagować na płoszenie”
Bardzo krytycznie o obecnych rozwiązaniach mówił także wójt gminy Czarna Jacek Przybyła. Jak podkreślał, system monitorowania zwierząt funkcjonuje już od lat, ale nie przekłada się to na realne ograniczenie liczby niebezpiecznych sytuacji.
Te zwierzęta w ogóle nie reagują na systemy płoszenia opisywane w różnych decyzjach administracyjnych. Ilość zdarzeń krytycznych pojawia się coraz częściej
– mówił.
Wójt zwracał również uwagę na problemy rolników, którzy, jak mówił, coraz częściej ponoszą straty związane z działalnością wilków i niedźwiedzi.
Gospodarze pozostawiają truchła swoich zwierząt w terenie, otrzymując za to niewielkie odszkodowania. To jest ich praca, ich utrzymanie
– podkreślił.
Wspomnienie tragicznego ataku z 2014 roku
Mocne wystąpienie podczas komisji miał również wójt gminy Olszanica Krzysztof Zapała. Przypomniał wydarzenia z 2014 roku, kiedy niedźwiedź śmiertelnie zaatakował człowieka. Jak relacjonował, podczas poszukiwań zaginionego mężczyzny niedźwiedź zaatakował również grupę ratowników.
Strażacy musieli przez kilka minut polewać zwierzę wodą pod ogromnym ciśnieniem. Niedźwiedź nie bał się niczego
– przekazał wójt.
Włodarz gminy Olszanica zaznaczył, że mimo prowadzonych wtedy działań nie udało się odnaleźć ani odłowić zwierzęcia. Odnosząc się do obecnej sytuacji, mówił również o niedźwiedziach widywanych w pobliżu urzędu gminy czy przedszkola.
Ludzie są przestraszeni i oczekują od nas działania. Tymczasem w decyzjach administracyjnych zapisuje się, że to mieszkańcy i wójt mają płoszyć niedźwiedzie. Kto nas do tego przygotował? Kto nas przeszkolił?
– zapytał stanowczo.
Podczas komisji głos zabierali także przedstawiciele innych samorządów. Burmistrz Ustrzyk Dolnych Michał Wnuk podkreślał, że problem nie ogranicza się wyłącznie do niedźwiedzi. Mówił również o wilkach pojawiających się w pobliżu zabudowań oraz o obawach związanych z organizacją wydarzeń sportowych i turystycznych.
Ministerstwo przeciwko masowemu odstrzałowi
Pomimo licznych apeli samorządowców ministerstwo klimatu wyraźnie zaznaczyło, że nie popiera masowego odstrzału dużych drapieżników.
Masowy odstrzał nie jest rozwiązaniem systemowym i nie daje gwarancji eliminacji osobników rzeczywiście konfliktowych
– mówiła Urszula Zielińska, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska i Klimatu.
Resort podkreślał, że skuteczniejsze mogą być działania ukierunkowane na konkretne problemowe osobniki oraz ograniczanie źródeł pokarmu przyciągających niedźwiedzie w pobliże ludzi. Według ministerstwa jednym z najważniejszych czynników zwiększających liczbę sytuacji konfliktowych jest łatwy dostęp zwierząt do odpadów organicznych oraz innych źródeł pożywienia pochodzenia ludzkiego. Urszula Zielińska zaznaczyła, że ograniczenie dostępu do takich źródeł może zmniejszyć liczbę konfliktów nawet o ponad 90 procent.
Rolnicy alarmują o rosnących stratach
Podczas komisji przedstawiono także dane dotyczące szkód powodowanych przez duże drapieżniki. Adam Nowak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi poinformował, że liczebność wilków w Polsce wzrosła z około 1300 osobników w 2014 roku do blisko 5100 w roku 2024. W przypadku niedźwiedzia brunatnego populacja miała zwiększyć się ponad dwukrotnie, do ponad 400 osobników, z czego około 340 żyje w województwie podkarpackim. Podsekretarz stanu wskazywał również na wzrost liczby zgłaszanych szkód oraz wypłacanych odszkodowań.
Jak zaznaczył, resort rolnictwa popiera uproszczenie procedur dotyczących eliminacji szczególnie niebezpiecznych osobników oraz zwiększenie wsparcia dla działań zabezpieczających gospodarstwa.
Policja i odległości w Bieszczadach
W trakcie obrad wielokrotnie zwracano uwagę także na specyfikę regionu. Samorządowcy podkreślali, że duże odległości pomiędzy miejscowościami powodują, iż służby często nie są w stanie reagować wystarczająco szybko.
Z Leska do Cisnej jest 50 kilometrów, do Wetliny 70 kilometrów. Gdy policja przyjeżdża, najczęściej zwierzęcia już nie ma
– podkreślił Tomasz Lasyk, sekretarz gminy Cisna.
Konflikt, który wymaga decyzji
Posiedzenie komisji pokazało wyraźnie, że problem obecności dużych drapieżników w Bieszczadach przestał być jedynie tematem przyrodniczym. Dla mieszkańców regionu staje się coraz częściej kwestią codziennego bezpieczeństwa, funkcjonowania gospodarstw oraz lokalnej gospodarki opartej na turystyce. Z jednej strony przedstawiciele rządu podkreślają konieczność ochrony gatunków objętych ścisłą ochroną oraz prowadzenia działań zgodnych z prawem i wiedzą naukową. Z drugiej, samorządowcy apelują o szybsze, bardziej zdecydowane i skuteczniejsze rozwiązania, wskazując na rosnącą liczbę niebezpiecznych sytuacji. W trakcie komisji wielokrotnie wybrzmiewało przekonanie, że bez konkretnych działań konflikt pomiędzy człowiekiem a dużymi drapieżnikami będzie się pogłębiał.
Na razie nie zapadły decyzje, które mogłyby radykalnie zmienić sytuację w regionie. Zarówno przedstawiciele rządu, jak i samorządowcy zgodzili się jednak co do jednego, problem wymaga dalszych działań i nie może być dłużej ignorowany.
Do tematu będziemy wracać!
Komentarze (0)