Zioło życia

Sprowadzona z Cisnej Szeptucha odczyniała swoje zaklęcia i paliła zioła. Żona z córką płakały gdzieś w kącie izby. Gdy Szeptucha skończyła to rzekła: ,,Nic nie mogę już pomóc choroba toczy go okrutnie”. Lament zrobił się jeszcze większy. Żal zrobiło się zielarce rodzinny. Pomóc może tylko „zioło życia”, ono może go uleczyć, podobno rośnie w głębokiej jaskini na zboczu góry. „Wielu próbowało go zdobyć, nikt jednak nie wrócił”. Po tych słowach zniknęła w śnieżnej zamieci.

Kalina, córka drwala nie namyślała się ani chwili. Do podręcznej torby wrzuciła kaganek, trochę żywności i glinianą butelkę z wodą. Ubrała się ciepło i ruszyła ku górze. Brnęła przez głębokie zaspy.

To opowiadanie również Ci się spodoba: Bieszczadzki Zakapior – człowiek legenda

Żaden śmiałek nie zapuszczał się w te okolice. Wejście do pieczary było obok źródła. Z duszą na ramieniu zapaliła kaganek i pogrążyła się w czeluściach góry. Po chwili zamarła ze strachu, w oddali zobaczyła skrzące się na zielono oczy. Przypomniała sobie opowieść o duchach zamieszkujących tą pieczarę. Włosy zjeżyły się jej na głowie.

wilk
Fot. JC (archiwum)

Przed oczami stanął jej umierający ojciec. „Nie podam się” szepnęła. To co zobaczyła zamurowało ją w miejscu. Na środku jaskini leżały dwa ogromne wilki. Była to para. Z głębokiej rany wilczycy sączyła się krew. Nie było czasu, szybko ściągała koszule i opatrzyła ranną wilczycę. Na koniec podała jej wody, którą ta piła zachłannie.

Wilczyca

Zajęta opatrunkiem nie zauważyła, że wilk zniknął gdzieś bezszelestnie. Gdy podniosła oczy zobaczyła zwierzę, które w paszczy trzymało tajemniczą roślinę. Domyśliła się że to ziele życia. Do domu biegła jak na skrzydłach. Wieczorem drwal został napojony cudownym naparem. Po kwadransie ustąpiła gorączka, a rankiem nie było śladu po chorobie. Kalina opowiedziała o swoich przygodach. Decyzja była szybka. Wyrychtowano sanie i ruszono z pomocą.

Z wilczycą na saniach przykrytą kożuchem udali się w kierunku Jaworca. W towarzystwie swojego partnera szczęśliwe dotarła do chyży. Opatrunki z ziół i opieka jaką otoczyli zwierzę sprawiła, że wilczyca z dnia na dzień wracała do zdrowia. Gdy nastała wiosna, pewnego pięknego poranka zobaczyli ogromną wilczą watahę. Wilczyca wybiegła radośnie na ich widok. Z kilkunastu gardeł rozległo się wycie. Tak dziękowali ludziom za ratunek.

Na zakończenie Przez długie lata wilki nie robiły szkód mieszkańcom Jaworca. A uratowana wilczyca często towarzyszyła Kalinie i rodzicom w leśnych wędrówkach.

Z bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga