Bieszczadzkie lasy od wieków uważane były za bogactwo regionu. Jednak przez długi czas ich pełne wykorzystanie ograniczał brak odpowiedniej infrastruktury. Zmieniło się to w drugiej połowie XIX wieku, kiedy powstał ambitny plan budowy kolejki wąskotorowej.
Wielkie plany w bieszczadzkich lasach
Po uruchomieniu linii kolejowej z Przemyśla do Łupkowa w 1872 roku nastąpił wzrost zainteresowania lasami w Komańczy. W tym czasie tereny te przechodziły z rąk do rąk, aż na przełomie XIX i XX wieku trafiły do hrabiego Józefa Potockiego, który posiadał tu ponad 3700 hektarów lasów.
Wobec braku bitych dróg, jedynym sposobem na wywóz dużej ilości surowca była budowa kolejki wąskotorowej. Pomysłodawcą konkretnego projektu łączącego Komańczę z Duszatynem był anonimowy przedsiębiorca, który nabył prawo do wycinki starodrzewia jodłowego w pasmach Karnaflowego Łazu i Jasieniowej.
Inżynieryjne wyzwanie: sześć serpentyn pod szczyt
Trasa kolejki o długości 11 kilometrów była niezwykle wymagająca pod względem technicznym. Rozpoczynała się przy rampie załadowczej na stacji w Komańczy, a następnie pięła się zboczami Uczyńca i potoku Piwnego. Aby pokonać strome wzniesienia, inżynierowie zaprojektowali sześć ostrych serpentyn, które prowadziły niemal pod sam szczyt Karnaflowego Łazu (709 m n.p.m.).
Z inwestycją wiązał wielkie nadzieje tartak parowy w Duszatynie, zatrudniający około 100 osób i eksportujący wyroby do Austrii, Węgier i Niemiec. Nowoczesna kolejka miała obniżyć koszty transportu drewna do głównej linii kolejowej.
Komańcza na austro-węgierskiej mapie wojskowej z 1787 roku. W tych trudno dostępnych dolinach planowano później budowę kolejki leśnej, zdj. Wikimedia Commons, autor: Silar, licencja CC BY-SA 4.0.
Wypadek na oczach komisji
Krótka historia kolejki znalazła swój tragiczny finał w dniu, który miał być jej oficjalnym otwarciem. Podczas próbnego przejazdu, mającego na celu dopuszczenie inwestycji do użytku, doszło do wypadku: wykoleiły się wagony, w których znajdowali się członkowie komisji odbiorczej.
Późniejsze oględziny obnażyły szereg błędów konstrukcyjnych, w tym wadliwie wyprofilowane i zbyt ostre zakręty torowiska a także nadmierne spadki trasy, które uniemożliwiały bezpieczne prowadzenie składów.
Koniec marzeń i ślady w terenie
Właściciel inwestycji nie posiadał środków finansowych na przeprowadzenie niezbędnych i niezwykle kosztownych korekt przebiegu torów. Po ogłoszeniu bankructwa inwestor wyjechał, a porzucony projekt nigdy nie został ukończony. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej torowisko zostało rozebrane.
Dziś pamiątką po tym nieudanym przedsięwzięciu są nasypy ziemne, które można dostrzec w okolicach potoku Piwnego. Obecnie fragmentem dawnego torowiska prowadzi ścieżka przyrodniczo-historyczna, pozwalając turystom przejść trasą, która nigdy nie doczekała się swojego pierwszego oficjalnego pociągu.
Leśna kolejka w Komańczy pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów tego jak surowy bieszczadzki teren potrafi zweryfikować nawet najbardziej ambitne plany biznesowe. Połączenie błędów inżynieryjnych z brakiem zaplecza finansowego sprawiło, że zamiast stać się kołem zamachowym lokalnego przemysłu, kolejka pozostała jedynie historyczną ciekawostką na mapie regionu.
Źródła:
- Urząd Gminy Komańcza, Ścieżka Przyrodniczo-Historyczna w Gminie Komańcza, serwis internetowy komancza.pl, https://komancza.pl/s/150/sciezka-przyrodniczo-historyczna-w-gminie-komancza, dostęp: 14 maja 2026 r..
Komentarze (0)