Sytuacja finansowa i organizacyjna szpitala powiatowego w Lesku należy dziś do najbardziej wymagających w regionie. O skali problemów szczegółowo mówi Mirosław Leśniewski, pełniący obowiązki dyrektora placówki, który objął stanowisko 1 marca 2026 roku. Jego wypowiedź, oparta na konkretnych danych finansowych oraz wieloletnim doświadczeniu w systemie ochrony zdrowia, stanowi próbę rzetelnego przedstawienia realiów funkcjonowania szpitala powiatowego w obecnych warunkach.
Skala zadłużenia i bieżące zobowiązania
Jednym z najważniejszych elementów przedstawionego obrazu jest sytuacja finansowa placówki. Jak podkreśla dyrektor, liczby mówią same za siebie i nie pozostawiają wątpliwości co do powagi sytuacji.
Obowiązki w szpitalu objąłem od 1 marca, natomiast ochroną zdrowia zajmuję się od 25 lat. Spodziewałem się, że sytuacja szpitala jest trudna, ale że aż taka nie miałem pojęcia. Powiem kilka liczb z bilansu z zeszłego roku. Suma zobowiązań szpitala w tej chwili wynosi 162 miliony złotych. Tych dalszych cyfr nie będę już cytował, bo te pierwsze trzy są już porażające. Z czego zobowiązania do natychmiastowej zapłaty to prawie 115 milionów złotych. Szpital od ponad roku nie reguluje rachunków
– mówi Mirosław Leśniewski.
Jak zaznacza, znaczącą część zadłużenia stanowią bieżące zobowiązania wobec dostawców i usługodawców.
Nasze zobowiązania z tytułu dostaw i usług to już ponad 12 milionów złotych. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że na przykład za zeszły rok fundusz płac o 2% przekraczał wpływy szpitala
– podkreśla.
PRZECZYTAJ TAKŻE: „Może to być ostatni rok działalności szpitala”. Dramatyczna sytuacja placówki w Lesku
Spadek przychodów i pogłębiająca się nierównowaga
Sytuację dodatkowo komplikuje zmniejszenie finansowania.
Najgorsze, co nas spotkało, to to, że dostaliśmy propozycję aneksu na rok obecny i ta propozycja jest o 3,5 miliona niższa niż w roku poprzednim. W tej chwili dochodami cofamy się praktycznie do roku 2022
– wyjaśnia dyrektor.
Jednocześnie wskazuje, że w ostatnich latach w infrastrukturę placówki zainwestowano znaczne środki.
W szpital włożono ponad 30 milionów złotych, bo tak wynika z bilansu. Widać, że jest prawie cały wyremontowany, cały czas baza jest ulepszana, ale my w tej chwili nie mamy pieniędzy na funkcjonowanie
– dodaje.
Systemowe uwarunkowania kryzysu
Dyrektor nie ogranicza się jedynie do wskazywania bieżących problemów, ale szerzej odnosi się do systemowych przyczyn sytuacji.
Owszem, można winą obciążać błędne decyzje moich poprzedników, ale główna przyczyna leży w tym, że to są patologie naszej ochrony zdrowia. Główną patologią jest to, że SP ZOZ jako taki twór, który miał dostosować zakłady budżetowe do rynku, skończył w takim miejscu, że bardzo wiele musi, ale tak naprawdę niewiele może
– mówi.
Szczególną uwagę zwraca na mechanizm tak zwanych nadwykonań.
Musimy przyjąć wszystkich pacjentów, a niespecjalnie mamy gwarancję, że zostaniemy za nich zapłaceni. Nadwykonania to pacjenci przyjęci ponad kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Nie możemy im odmówić pomocy, bo często mogłoby się to skończyć interwencją prokuratora. Natomiast potem latami kredytujemy Skarb Państwa, bo nie otrzymujemy zapłaty za wykonane świadczenia. Teraz słyszymy, że nadwykonania będą płacone ze współczynnikiem 0,4. Skąd te 0,4 – nie mam pojęcia. Dlaczego nie 0,5 albo 0,3 – to jest naprawdę niepojęte
– podkreśla.
Specyfika regionu jako dodatkowe wyzwanie
Na sytuację szpitala wpływa również jego położenie i uwarunkowania geograficzne.
Nasz szpital funkcjonuje w dość specyficznym terenie. To jest obszar o niedużej gęstości zaludnienia i bardzo utrudnionym dostępie do opieki medycznej. Niby można powiedzieć, że z Bieszczad zawsze można dojechać do Sanoka – otóż nie zawsze można. Bywają dni w roku, że nawet karetka nie przejedzie, bo drogi są nieprzejezdne
– zaznacza dyrektor.
Ograniczona liczba pacjentów przekłada się na trudności w utrzymaniu niektórych oddziałów.
Nie możemy liczyć na nadmierny dopływ pacjentów, bo ich po prostu nie ma. Z tego powodu musieliśmy zamknąć ginekologię i położnictwo
– wyjaśnia.
Koszty diagnostyki i brak pełnego zaplecza specjalistycznego
Istotnym problemem jest także brak części specjalizacji, co wymusza przekazywanie pacjentów do innych placówek.
Nie mamy wszystkich specjalności lekarskich, w związku z czym część pacjentów musimy odesłać do innych szpitali. Ale zanim zostaną przyjęci, wymagają od nas pełnej diagnostyki – tomografii i innych badań. My ponosimy te koszty, a szpital, który przyjmuje pacjenta, rozlicza procedurę. Te koszty zostają u nas niezapłacone
– tłumaczy.
Problemy z wynagrodzeniami i narastające napięcia
Jednym z najbardziej odczuwalnych skutków kryzysu są trudności z wypłatą wynagrodzeń.
W zeszłym miesiącu podjąłem decyzję o wypłaceniu jedynie trzech czwartych poborów. W tym miesiącu, jeżeli nic się nie zmieni, nie będę miał nawet na połowę wynagrodzeń. To nie jest jakaś moja decyzja – fizycznie nie mamy pieniędzy na koncie
– mówi dyrektor.
Sytuację komplikują także roszczenia pracowników.
Mamy prawie 60 pozwów od własnych pracowników z tytułu ustawy podwyżkowej. Część osób uważa, że otrzymywała zaniżone wynagrodzenie. Na dodatek pojawiają się pierwsze zajęcia komornicze
– dodaje.
Perspektywy i zagrożenia
Dyrektor nie ukrywa skali wyzwań, przed którymi stoi placówka.
Ja naprawdę już nie wiem, co więcej powiedzieć. Sytuacja jest taka, że każdy dzień przybliża mnie do decyzji o rezygnacji. Szpital jest pozostawiony sam sobie. Bez efektywnej restrukturyzacji i realnej pomocy finansowej nie przeżyjemy. To może być ostatni rok działalności szpitala
– podsumowuje.
Komentarze (0)