Ratownicy Bieszczadzkiej Grupy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego przeprowadzili ćwiczenia z zakresu wypadku masowego na terenie Połoniny Caryńskiej. Scenariusz zakładał gwałtowne wyładowanie atmosferyczne podczas wędrówki turystów w wysokich partiach gór. W symulacji poszkodowanych było sześć osób, w tym niemowlę. Jak podkreślają ratownicy, choć był to tylko trening, warunki i założenia miały jak najwierniej odzwierciedlać realne zagrożenia, z jakimi mogą mierzyć się służby w sezonie letnim.
Ćwiczenia na Połoninie Caryńskiej
Jak informuje GOPR Bieszczady, szkolenie odbyło się na Połoninie Caryńskiej. Scenariusz zakładał gwałtowne wyładowanie atmosferyczne na grzbiecie górskim, w miejscu, gdzie przebywa grupa turystów. W ramach symulacji uwzględniono sześć osób poszkodowanych w różnym stanie, w tym kilkumiesięczne dziecko. W działaniach uczestniczyło łącznie 15 ratowników z sekcji Cisna oraz Lutowiska.
Założeniem ćwiczeń było sprawdzenie pełnego łańcucha działań ratowniczych, od momentu zgłoszenia zdarzenia, aż po przekazanie poszkodowanych służbom medycznym.
Fot. Facebook/GOPR Bieszczady
Cztery etapy akcji ratowniczej
Ratownicy opisują, że działania zostały podzielone na kilka kluczowych etapów, które muszą zostać wykonane w sytuacji realnego zagrożenia życia.
1. Triaż, szybka ocena stanu poszkodowanych: pierwszym krokiem była segregacja medyczna, czyli ocena, kto wymaga natychmiastowej pomocy, a kto może oczekiwać na dalsze działania. W warunkach górskich ten etap ma kluczowe znaczenie dla efektywności całej akcji.
2. Udzielanie pomocy w terenie: ratownicy zabezpieczali funkcje życiowe poszkodowanych bezpośrednio na miejscu zdarzenia. Połonina jako teren otwarty i narażony na zmienne warunki pogodowe, dodatkowo utrudniała działania.
3. Ewakuacja z połoniny: kolejnym etapem był transport poszkodowanych w dół, w kierunku bezpieczniejszych obszarów. Jak podkreślają ratownicy, to jeden z najbardziej wymagających momentów akcji, szczególnie w trudnym terenie górskim.
4. Organizacja punktu medycznego i przekazanie służbom: na potrzeby ćwiczeń rozstawiono szpital polowy, który pełnił funkcję punktu przyjęcia rannych. Następnie poszkodowani byli przekazywani zespołom karetek oraz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Fot. Facebook/GOPR Bieszczady
Realne warunki pokazują ograniczenia
Jak podkreśla GOPR Bieszczady, całe ćwiczenie zostało przeprowadzone w czasie rzeczywistym i zajęło około czterech godzin. Ratownicy zwracają uwagę, że warunki podczas szkolenia były sprzyjające, było sucho i słonecznie. W sytuacji realnej burzy, przy intensywnych opadach, śliskim podłożu oraz ograniczonej widoczności, czas działań mógłby się znacząco wydłużyć.
To jeden z kluczowych wniosków płynących z ćwiczeń: w górach warunki pogodowe mogą w bezpośredni sposób wpływać na tempo i skuteczność akcji ratunkowych.
Góry nie wybaczają błędów
Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe podkreśla, że przeprowadzone działania mają nie tylko charakter szkoleniowy, ale również edukacyjny. Jak zaznaczają ratownicy, scenariusz użyty w ćwiczeniach, choć kontrolowany, może odpowiadać realnym sytuacjom, do których dochodzi w sezonie letnim. Burze w górach są jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla turystów.
Ten scenariusz dla nas to tylko ćwiczenia. Natomiast dla turystów powinno być przypomnieniem, że pomoc w wysokich partiach gór nie dociera w pięć minut. Będąc na połoninach podczas burzy, jesteś w miejscu, gdzie czas działa na Twoją niekorzyść. Nie lekceważcie nadciągających chmur i grzmotów, które słychać z oddali i w porę zejdźcie w bezpieczne miejsce
– apelują ratownicy Bieszczadzkiej Grupy GOPR.
Ratownicy apelują o obserwowanie zmian pogody i reagowanie na pierwsze sygnały nadchodzących burz, takie jak ciemne chmury czy odgłosy grzmotów.
Komentarze (0)