W Wetlinie, tuż obok wejścia na szlak prowadzący ku Przełęczy Orłowicza może stanąć pamiątkowa ławeczka „Majstra Biedy”. „To świetne miejsce na jej usytuowanie” – zauważają ratownicy bieszczadzkiego GOPR-u.

Kim był Władysław Nadopta?

Gdyby żył, wkrótce miałby 100 lat. Urodził się bowiem we Lwowie 15 maja 1922 roku w Święto Polskiej Niezapominajki. Władysław Nadopta, bo o nim mowa, był wielkim przyjacielem goprowców. Często zaglądał na dyżurkę w Ustrzykach Górnych, w Jaworcu czy pod Tarnicą. Był odznaczony honorową odznaką „Za Zasługi dla Ratownictwa Górskiego”, jako jedna z nielicznych osób niebędących ratownikiem GOPR. Szerzej był znany dzięki piosenkom Wojciecha Belona jako „Majster Bieda”.

Zmarł w czerwcu 2005 roku w Domu Pomocy Społecznej w Moczarach. Zaledwie kilka dni wcześniej wyszedł ze szpitala w Sanoku, gdzie leczył astmę. Niestety jego serce odmówiło posłuszeństwa.

Trumnę z Władkiem Nadoptą ponieśliśmy w kilku goprowców na kwaterę w odległej części cmentarza w Jasieniu, koło Ustrzyk Dolnych. Nad grobem zaśpiewaliśmy mu „Czerwony pas”, Władek lubił te huculskie nuty, bo przecież pochodził ze Lwowa. Nie zdążył powiedzieć przed śmiercią, gdzie chce być pochowany, choć pewnie widziałby się gdzieś w Wetlinie czy na Berehach Górnych

– wspomina Ludwik Lutek Pińczuk.

Propozycja usytuowania „ławeczki”

Jak informuje Edward Marszałek, odebrał telefon od Andrzeja Łukaszczuka, byłego ratownika GOPR-u i emerytowanego sołtysa Wetliny, z propozycją o usytuowanie w Wetlinie „ławeczki Władzia Nadopty”. „Chodziło o grunt w zarządzie Lasów Państwowych, a przylegający do drogi w Wetlinie” – mówi.

Pomysłodawcy znaleźli stosowne miejsce w ciągu spacerowym w Wetlinie, niebędące lasem, a pozostające w zarządzie Nadleśnictwo Cisna Lasy Państwowe. Rozmowa z zarządzającym gruntem, była krótka, a zarazem konkretna.

Jak najbardziej jestem za tą społeczną inicjatywą. Władysław Nadopta żył z lasu i zżył się z lasem, dlatego chciałbym żeby był to pomnik leśnego człowieka, żyjącego ze zbierania jagód, grzybów i zrzutów

– mówi Jan Podraza, nadleśniczy Nadleśnictwa Cisna.

Ogromne zainteresowanie pomysłem

Fot. Edward Marszałek | Facebook

W związku z tą sprawą pojawił się pierwszy chętny, który podjąłby się realizacji dzieła. Był to profesor Jacek Kucaba, były ratownik GOPR-u, rzeźbiarz, autor między innymi postaci Wojtka Belona na ławeczce w Busko-Zdroju.

To nie może to być jedynie pomnik Władysława Nadopty, opisywanego jako zakapior. Bo Władek nie pił denaturatu, nie spał po rowach, nie wysiadywał pod sklepem, nie prosił nikogo o wsparcie, ale miał w sobie tyle ciepła, filozoficznego piękna, że chwytał za serce. Chciałbym oddać w zimnym metalu ciepło jego postaci.

– wylicza artysta często pomieszkujący w Bieszczadach.

Sprawa powstania „ławeczki” od razu znalazła swoich zwolenników. W pomoc w realizację zadania włączyła się Agata Basaraba, była mieszkanka Cisnej, która znała przed laty „Majstra Biedę”. Oprócz zorganizowania grupy inicjatywnej dla realizacji pomysłu, zainicjowała również zrzutkę pieniędzy na ten cel.

LINK DO ZBIÓRKI PIENIĘDZY

Czekamy na podpisanie stosownego porozumienia jako strona społeczna, czujemy się bowiem zobowiązani do pamięci o naszym zacnym Przyjacielu sprzed lat. „Majster Bieda” jest dziś postacią, która łączy miłośników lasów i gór, niech zatem jako wspólny dla wielu symbol wróci do Wetliny

– powiedział Przemysław Barczentewicz, prezes zarządu Grupy Bieszczadzkiej GOPR.

Wsparcie od Wolnej Grupy Bukowina

Przychylna sprawie jest też Wolna Grupa Bukowina, zespół założony przez Wojciecha Belona, twórcę „Majstra Biedy”, wykonujący tę piosenkę już od 51 lat. Wacław Juszczyszyn, lider Bukowiny do dziś wspomina ostatni koncert na festiwalu „Bieszczadzkie Anioły”, kiedy Władek pojawił się w Górnej Wetlince. Ponadto podkreśla, że pomysł ławeczki to bardzo dobry pomysł i zapewnia o przypominaniu o tym przedsięwzięciu podczas koncertów, dając tym samym ludziom sposobność do wsparcia realizacji.

Ludwik Lutek Pińczuk o Nadopcie

Edward Marszałek przypomina, że pomysł upamiętnienia Władysława Nadoptę podsunął też wcześniej Ludwik Pińczuk w książce „Lutek, co miał szałas na Połoninie”.

Nadopta często zaglądał na połoninę, bo po noclegu, o świcie ruszał na jagody, czasami koczował tam całymi tygodniami. Przychodził też pod koniec zimy, by ruszać za zrzutami i wracał dopiero jak zaczynały się jagody. Władek wódki nie lubił, pił wódkę tylko w herbacie, więc czasem po piątej herbacie już mu nie przeszkadzała. Był jagodziarzem z dawnych czasów, przestrzegającym niepisanego kodeksu, który reguluje nasze podejście do natury. Powinien mieć taką ławeczkę, gdzie mogliby przysiąść turyści i posłuchać piosenki „Majster Bieda”

– wspomina Lutek Pińczuk.

Władysław Nadopta znał bardzo dobrze las i połoninę, ponieważ spędzał tam dni i noce. Niekiedy dochodziło do takich sytuacji, kiedy za zrzutami jelenimi zapędził w dolinę Sanu, na ostatnich nogach docierał do schroniska w Jaworcu, by zostawić sobie „depozyt” i po dniu regeneracji ruszyć w masyw Falowej. „Majster Bieda” choć kręcił się najczęściej między Wetliną, a Ustrzykami Górnymi, znał się z miejscowymi od Łupkowa po Czarną. Pod Małą Rawkę długo miał szałas, a potem, gdy już zbudowano schronisko, główną bazę założył sobie właśnie tam. Miał przy schronisku własną budę, ocieplone legowisko i tam najczęściej przesiadywał.

Skoro „Majster Bieda” nie może leżeć na cmentarzu w Wetlinie, niech swoją postacią przypomina o bieszczadnikach sprzed lat. Niech przyjdzie „zieloną wiosną” do Wetliny i siądzie na oczyszczonym z zielska przydrożu, patrząc na niepusty gościniec, kładąc obok swój skromny plecak, może łubiankę z grzybami czy jagodami… Niech przycupnie nieopodal sklepu, by przypomnieć czasy ludzi wolnych. A ludzie dobrej woli – wierzę w to święcie – pomogą w tym powrocie

– zauważa Edward Marszałek.

Zdjęcie główne: GOPR Bieszczady | Facebook