Początek maja to czas, kiedy częściej niż zwykle, w bieszczadzkich lasach można spotkać żmije zygzakowate. Ma to związek z trwającym okresem godowym.

Żmija zygzakowata jest jedynym jadowitym wężem żyjącym w Polsce i w związku z tym budzi powszechny postrach. Można ją spotkać najczęściej na obrzeżach lasów i na podmokłych łąkach. Poluje głównie na gryzonie, ale zjada też żaby, jaszczurki i pisklęta ptaków. Jest aktywna tylko w dzień. Przed człowiekiem ucieka, atakuje tylko w ostateczności. Chcąc go wystraszyć, głośno syczy. Samce toczą walki godowe przypominające zapasy, podczas których węże splatają się ze sobą, wysoko unosząc głowy i usiłując przygnieść przeciwnika do ziemi.

Jak informuje Edward Marszałek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, liczba ukąszeń przez żmiję zygzakowatą jest niewielka. Mimo to każdego roku wiele gadów ginie z rąk wystraszonych turystów. Warto pamiętać, by przed wyjściem na wycieczkę do lasu założyć solidne i wysokie buty, które w zasadzie zabezpieczają przed ukąszeniami.

Ukąszenie żmii nie boli. Pozostają po nim dwa niewielkie ślady od zębów jadowych. Dopiero po 15-20 minutach zaczyna się ból i zawroty głowy. Jad żmii działa głównie na układ nerwowy. Dorosły, zdrowy człowiek powinien ukąszenie przeżyć bez większych komplikacji, choć niebezpieczne mogą być ugryzienia w twarz i szyję, z uwagi na szybkie przemieszczenie się jadu w krwiobiegu. Mogą one być rzeczywistym zagrożeniem życia dzieci i osób starszych.

Jeśli dojdzie do ukąszenia, należy szybko podać antytoksynę w zastrzyku. Jad tego gada jest też niebezpieczny dla osoby będącej pod wpływem alkoholu.

Zdjęcie główne: Lasy Państwowe