Krysia Rados w Bieszczady przyjechała jako 25 letnia dziewczyna w 1975 r. I od razu w nich się zakochała. Dzięki ojcu, słynnemu bieszczadzkiemu artyście, Zdzisławowi Radosowi poznała gospodarzy schronisk, ratowników GOPR i ludzi związanych z Bieszczadami. Zobaczyła wolność, która Ją urzekła. Zrozumiała, że to jest to co kocha i czym się chce zajmować. 

Pierwsze schronisko jakie poprowadziła to „Szczerbanówka”. Pomimo, że była sama, z daleka od szlaków i ludzi, pomimo trudów z tym związanych, postanowiła nim pokierować. 

Po likwidacji „Szczerbanówki” pojawiła się okazja do poprowadzenia schroniska w Przysłupiu Caryńskim, w samym sercu Bieszczadów. To było, bez wątpienia, to czego chciała i co kochała. Pięknie położone schronisko „Koliba” z widokiem na Tarnicę, Szeroki Wierch i Bukowe Berdo.

Jak sam mówiła „To był wspaniały czas. Siadałam przed „Kolibą” i miałam tam cudny widok na Bieszczady Wysokie. Tam też nauczyłam się prawdziwej turystyki” 

Kiedy Krysia się rozchorowała i nie mogła tyle czasu poświęcać pracy, musiała odejść. Wtedy się załamała ale przyjaciele pomogli się pozbierać. 

Poszukując nowego miejsca do życia trafiła na byłą siedzibę Straży Granicznej przy dworcu w Łupkowie. Zdecydowała, że tutaj będzie jej nowy dom. 

I stworzyła agroturystykę o nazwie RADOSne Szwejkowo miejsce idealne dla entuzjastów ciszy i spokoju. Gdzie brak zasięgu i wspólna kuchnia działały jak magnes dla osób, które poszukiwały klimatu dawnych, prawdziwych Bieszczadów.

Krystyny Rados już z nami nie ma. I chociaż dzisiaj w nocy odeszła na Niebieskie Połoniny, to na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci jako wspaniała osoba kochająca ludzi i Bieszczadzka Legenda. Z wzajemnością.