Historia starej fotografii wg Zbigniewa Maja

Wbrew pozorom zmian tych nie dostrzegają w równym stopniu ci którzy przyjeżdżają tu regularnie i osoby powracające w te góry po długiej tu nieobecności. To właśnie Ci ostatni dostrzegają je wyraźniej. Bowiem to co zastali tutaj po dwudziestu czy trzydziestu latach stanowi często jaskrawy kontrast z tym, co zapamiętali.

Zobacz również: Historia starej fotografii. Chrewt.

Dotyczy to zarówno zmian przyrodniczych, jak i tych powodowanych przez człowieka. Kurczą się rozległe niegdyś łąki w dolinach, zakrzaczenia czy już nawet młode lasy przesłaniają bajkowe niegdyś widoki. Przebudowuje się domy z lat 50/60 XX w., zwane niegdyś osadami robotniczymi. Wiele z nich nawet nie przypomina już tamtych skromnych, uroczych domków, jakie oglądali turyści kilkadziesiąt lat temu.

Wygrzebałem ostatnio ze swojego cudownego pudełka ze starymi fotografiami zdjęcie, które przez lata uważałem za jakieś takie nijakie, banalne wręcz. Bo faktycznie takie jest. Szare, nijakie, bez wyrazu, bez czegoś co mogłoby przykuć chociaż na chwilę wzrok. Dzisiaj cieszę się, że nie wywaliłem go trzydzieści lat temu do kosza, bo teraz stanowi niemal dokument.

Przywykłem już do tego co widuję codziennie przez okno do tego stopnia, że zaciera się stopniowo w mojej pamięci widok, który oglądałem 30-40 lat temu. I chociaż opowiadam często moim gościom o tym, jak wyglądały dawniej Bieszczady i moja Wetlina. Że to na co teraz patrzą, niegdyś było rozległymi łąkami, na które wieczorową porą wychodziły na popas stada jeleni. O tym, że gospodarze miejscowi wypasali na nich swoje stadka krów lub kosili trawę, a pod koniec lipca i w sierpniu roztaczał się wokół cudowny zapach polnego kwiecia lub suszącego się siana.

Często też można było spotkać na owych łąkach turystów, czasami w pojedynkę, innym razem jakąś parkę. Wychodzili na nie tylko po to, by posiedzieć przez parę godzin, posłuchać świerszczy i rozkoszować się upojnymi zapachami łąki. Nie dominował wtedy przemożny pęd do połonin, by zaliczyć co tylko można, sfotografować jak najwięcej, by po powrocie wrzucić ten urobek na fejsbuka.

Bieszczady kiedyś

Przywołało mi to zdjęcie wspomnienia z lat jeszcze wcześniejszych. Radosną, pełną fantazji turystykę z tamtych czasów. Wędrowało się wtedy z namiotami i wszystkim czego było potrzeba do przeżycia przez tydzień lub dwa włóczęgi. Modzi ludzie przemieszczali się od schroniska do schroniska. Przyjaźnie nawiązywało się wtedy nie w miejscowych barach czy knajpkach, lecz na szlakach i przy ogniskach.

Niewielu posiadało aparaty fotograficzne oraz odpowiedni ekwipunek turystyczny. Większości wystarczały trampki, stare dżinsy i kraciaste koszule flanelowe. Wieczorem zupa z torebki, czerstwy chleb, herbata z dzikiej mięty, krzewów malinowych lub jałowca. Później zaś odrobina żołądkowej gorzkiej i wpatrywanie się w płonące ognisko lub gwiazdy. 

Późną jesienią Bieszczady pustoszały i wyciszały się niemal zupełnie. I tak było aż do lata

Nie było czegoś takiego jak majówki w Bieszczadach i długie weekendy czerwcowe, gdy rzeka ludzi na połoninach i sznury aut na poboczach drogi to zjawiska powszechne. Nie było też masowych biegów górskich czy innych masowych imprez wiosennych. Oczywiście z wyjątkiem tych dla uczczenia kolejnej rocznicy „bohaterskiej” śmierci znanego generała.

Wpatrując się w zdjęcie wykonane w czasie, gdy byłem o połowię młodszy, wróciłem pamięcią do tamtego świata. Zdjęcie zrobiłem wczesną wiosną. Był to czas, gdy wykorzystywałem każdą wolną chwilę na włóczęgi po okolicy. Obserwowałem przyrodę budzącą się do życia, odwiedzałem miejsca, gdzie zachowały się ślady przedwojennych zabudowań. Wszak wiosna jest najlepszą do tego porą. Później jest co prawda cieplej i przyjemniej, jednak świeża bujna roślinność skrywa skutecznie przez moimi oczyma bojkowskie tajemnice.

Druga połowa lat osiemdziesiątych to swego rodzaju przełom. Wiele zaczęło się w Bieszczadach zmieniać i nie wszystko oceniam pozytywnie. Po kilku latach przyszła moda na inwestowanie w Bieszczadach. Jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się nowe obiekty, początkowo typowo letniskowe, potem pensjonaty. Efekt tego widzimy na drugim zdjęciu.

bieszczady-zabudowania
Fot. Zbigniew Maj

I chociaż są to procesy naturalne i nieuniknione, wszystko się bowiem z czasem zmienia, to jednak mi żal tamtego świata. Już w kilku następnych latach po zrobieniu tego zdjęcia pojawiły się tutaj pierwsze budynki. Udało mi się uwiecznić te urocze pustki w ostatniej chwili.

Sielskie widoki

Na zdjęciu widzimy sieć dróg, zarówno tych przedwojennych, jak i późniejszych, przecinających w różne strony trawiaste łąki, uśpione jeszcze po zimie. Wspominam czasy, gdy drogami tymi wędrowałem w okresie wakacyjnym na łąki należące do moich rodziców. Lubiłem prace przy zbiorze siana. Zapach świeżego suszącego się w słoneczny dzień siana jest niezapomniany. Niemal czuję jeszcze zniewalający aromat tych łąk kośnych, dzisiaj już niemal nieistniejących.

Skrawki tamtych łąk jeszcze się co prawda zachowały, lecz nikt już nie suszy na nich siana. Niektóre trwają w stanie dzikim, inne koszone są jedynie dla unijnych dopłat bezpośrednich, a skoszona trawa gnije sobie swobodnie na łące. Aż mi się łezka w oku zakręciła, gdy spojrzałem wczoraj na wycinek krajobrazu utrwalony na kliszy trzydzieści lat temu. Przypomniałem sobie bowiem tamte czasy i porównałem z tym, co zobaczyć można w tym miejscu obecnie. Postanowiłem więc zrobić zdjęcie z mojego okienka, tak dla porównania. Każdy niechaj sam oceni zachodzące tutaj zmiany i wyciągnie własne wnioski.

Autor: Zbigniew Maj