Od Liceum Krzemienieckiego do Archangielska
Historię Wacława Reszkowskiego przypomina Edward Marszałek. Dzięki temu postać ta wciąż żyje w pamięci współczesnych mieszkańców Bieszczadów, leśników i wszystkich, którym ten region i osoby z nim związne, jest bliski.
Wacław Reszkowski urodził się w 1916 roku w Warszawie, jednak od wczesnej młodości wiedział, że jego miejsce jest w... lesie. Wykształcenie zdobył w słynnym Liceum Krzemienieckim w Białokrynicy, a swoją pierwszą pracę zawodową podjął w Nadleśnictwie Gostyń. Po zajęciu wschodnich terenów Polski przez ZSRR pracował w Leschozie Łunimice, ale już w lutym 1940 roku został aresztowany przez NKWD i zesłany do Archangielska.
Wojenna tułaczka i walki pod Monte Cassino
Nadzieję na odmianę losu przyniosło formowanie polskiego wojska w ZSRR. Reszkowski wstąpił do tworzącej się Armii Andersa, przechodząc szlak przez Palestynę, Syrię oraz Irak. Jako zastępca dowódcy plutonu w 3 Dywizji Strzelców Karpackich brał udział w bitwie o Monte Cassino, gdzie 17 maja 1944 roku został ciężko ranny.
Za męstwo na polu walki otrzymał m.in. Krzyż Walecznych oraz Krzyż Monte Cassino, a w 1945 roku odebrał nominację na podporucznika.
Powrót do ojczyzny i stalinowskie represje
Po wojnie Reszkowski mógł studiować w Szkocji, jednak tęsknota za Polską okazała się silniejsza. W 1949 roku wrócił do kraju, co uczyniło go obiektem inwigilacji bezpieki. Jako były żołnierz Andersa był represjonowany, a w 1955 roku trafił do więzienia na podstawie fałszywych oskarżeń. Przez długi czas nie mógł pracować w zawodzie, zarabiając jako pomocnik fotografa.
Pierwszy nadleśniczy w Wetlinie
Polityczna odwilż 1956 roku przyniosła rehabilitację. Choć proponowano mu wysokie stanowisko dyrektorskie w Lublinie, Reszkowski poprosił o skierowanie tam, gdzie jest wakat - w ten sposób został pierwszym nadleśniczym w Wetlinie, „obejmując” 13 tysięcy hektarów dzikiego lasu.
Życie w Wetlinie przypominało w tamtych czasach swoistą szkołę przetrwania: przez wiele miesięcy śniegi odcinały nadleśnictwo od świata, a do najbliższej poczty w Cisnej prowadziło 20 kilometrów nieprzejezdnych terenów.
Po pewnym czasie do Reszkowskiego dołączyła żona z synem. Rodzina miała też zwierzęta - krowę i kury. I tak urządziła się w oddalonej od świata Wetlinie.
„Bieszczady wymagają ofiar”
Wojenna tułaczka, katorga w Archangielsku oraz lata powojennych stresów i stalinowskich represji ostatecznie nadwerężyły zdrowie nadleśniczego. 3 lipca 1958 roku serce Wacława Reszkowskiego nagle odmówiło posłuszeństwa.
Choć w pobliskiej Cisnej stacjonował helikopter, natura okazała się bezlitosna - nad Wetliną rozpętał się gwałtowny huragan, który uniemożliwił maszynie lądowanie, mimo, że pilot dwukrotnie podchodził do próby, widząc z góry ludzi czekających na ratunek przed gankiem nadleśnictwa. Pomoc naziemna również nie zdołała dotrzeć na czas, gdyż wojskowa sanitarka ugrzęzła w błocie na całkowicie nieprzejezdnej drodze. Kiedy lekarz w końcu dotarł do odciętej od świata Wetliny, nadleśniczy już nie żył.
Wacław Reszkowski zmarł w wieku zaledwie 42 lat.
Pamięć o tym niezłomnym leśniku, który mimo wojennych ran i powojennych prześladowań do końca pozostał wierny ojczystej przyrodzie, wciąż pozostaje żywa. Jego postać stała się symbolem pionierskich lat w dzikich ostępach, a dramatyczny opis jego losów i walki z surową naturą został utrwalony m.in. w albumie-przewodniku „W Bieszczadach” Romana Izbickiego z 1968 roku.
W kronice OZLP w Przemyślu, przy zdjęciu nadleśniczego, widnieje wymowne i przejmujące hasło: „Bieszczady wymagają ofiar”. To właśnie bieszczadzka natura, bywająca okrutną, poprzez odcięcie drogi ratunku w krytycznym momencie, wystawiła go na ostateczną próbę. Jak po latach napisał Edward Marszałek: „W przypadku nadleśniczego Reszkowskiego była to ofiara najwyższa”.
Źródła:
- Zbigniew Boczar, Wacław Reszkowski, pierwszy nadleśniczy z Wetliny, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krośnie, Krosno 2021 (na podstawie opracowania Edwarda Marszałka).
Komentarze (0)