Imię z przypadku, uroda z natury
Historia Imbira zaczęła się w Wetlinie, skąd trafił pod opiekę załogi schroniska. Jak czytamy w artykule, jego imię nie było wynikiem długich narad. Podczas „giełdy imion” wzrok szefa bacówki padł na słoik z imbirem stojący na parapecie. Kolor przyprawy idealnie współgrał z rudawym umaszczeniem kota rasy Maine Coon – i tak narodziła się legenda.
Kot, który myślał, że jest rysiem (albo statkiem)
Imbir nie był zwykłym kotem domowym. Jego pasje wykraczały daleko poza kanapowe lenistwo. Według relacji kocur uwielbiał:
- Wodę: Często można go było spotkać w schroniskowych łazienkach, pod prysznicem lub w zlewie.
- Wysokości: Jego ulubionym punktem obserwacyjnym była maska dachu Land Rovera, skąd z godnością doglądał turystów.
- Pozowanie (na własnych warunkach): Choć był „żywą maskotką”, potrafił w ułamku sekundy odwrócić się tyłem do obiektywu, pokazując swój niezależny charakter.
Turyści często mylili go z dzikim rysiem, co stało się nawet przedmiotem żartów w samej bacówce. Na tablicy ogłoszeń wisiało zestawienie zdjęć wyjaśniające, kto jest prawdziwym drapieżnikiem, a kto „grubym kotem”.
Pożegnanie bieszczadzkiego przyjaciela - to już 2 lata
Informacja o odejściu Imbira wywołała ogromne poruszenie wśród miłośników Bieszczadów. Choć Imbir nie poluje już na myszy w okolicach Małej Rawki, na zawsze pozostanie częścią historii tego miejsca. Dla wielu z nas wyprawa w te rejony bez widoku rudego futra na tarasie schroniska nie jest już taka sama.
Więcej o życiu i niezwykłych zwyczajach bieszczadzkiego celebryty przeczytasz w pełnym reportażu tutaj: Imbir. Bieszczadzki celebryta z Bacówki Pod Małą Rawką przeszedł za Tęczowy Most.
Komentarze (0)