Prezent wybrany bez konsultacji
Bieszczadzka Ostoja stoi w Hoszowie, pod adresem Hoszów 10A, kilka minut od Ustrzyk Dolnych. Wybrałem ją po jednej linijce na stronie: „Romantyczny Weekend w Bieszczadach”. Zanim zarezerwowałem, przeczytałem jeszcze opinie gości. Ostoja ma w Google średnią 4,6 z ponad tysiąca ocen, a jedna z tegorocznych przekonała mnie od razu:
„Cisza, spokój i piękne otoczenie sprawiają, że można tu naprawdę odpocząć i zregenerować siły.”
Opinia gościa w Google
Od ślubu nie byliśmy nigdzie we dwoje dłużej niż na jedną noc, a rocznica wypadała akurat w pierwszy pusty weekend po sezonie. Żonie powiedziałem tylko, żeby spakowała ciepły sweter i strój kąpielowy. Zapytała, po co jej strój kąpielowy w październiku w górach. Udałem, że nie słyszę.
Zajazd Bieszczadzka Ostoja w Hoszowie, kilka minut od Ustrzyk Dolnych. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Pytanie o strój kąpielowy wróciło w recepcji
Kobieta w recepcji podała nam klucz i od razu zapytała, na którą godzinę zapisać strefę SPA, bo w pakiecie mamy godzinę tylko dla siebie. Spojrzeliśmy na siebie i zagadka stroju kąpielowego rozwiązała się sama, zanim doszliśmy do schodów.
„Siedemnasta?”, zaproponowała recepcjonistka. Siedemnasta pasowała.
Co było w pakiecie, którego nie doczytałem
Pięć minut śmiechu, pięćdziesiąt pięć ciszy
W pakiecie ta godzina nazywa się „Godzina rozkoszy” i przez pierwsze pięć minut śmialiśmy się z tej nazwy jak nastolatki. Przez kolejne pięćdziesiąt pięć prawie się do siebie nie odzywaliśmy.
Sauna sucha, łaźnia parowa, jacuzzi i grota solna z tężnią solankową, a w środku tylko my. W grocie usiadła, zamknęła oczy i powiedziała, że tu zostaje. Czekałem, aż ktoś zapuka i powie, że czas minął. Nikt nie zapukał, dopóki sami nie wyszliśmy.
Jacuzzi w strefie relaksu Bieszczadzkiej Ostoi. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Sauna i grota solna z tężnią solankową. W pakiecie romantycznym przez godzinę tylko dla dwojga. Fot. Bieszczadzka Ostoja
O osiemnastej hol wyglądał już inaczej
Do holu zeszliśmy z mokrymi włosami i zatrzymaliśmy się w pół kroku. Przed recepcją piętrzyły się walizki, a na parkingu, gdzie po południu stały trzy samochody, parkował autokar, obok kilkanaście aut z rejestracjami z całej Polski. Firma przyjechała na jesienną integrację, do niedzieli.
„No to po ciszy”, powiedziała żona tonem, którym mówi się „no to po urlopie”. Ja zacząłem w głowie liczyć, czy jutrzejsza kolacja przy świecach przetrwa sąsiedztwo czterdziestu osób z działu sprzedaży.
Recepcja znała odpowiedź wcześniej niż ja pytanie
Zapytałem wprost, co z naszą kolacją. „Państwa stolik stoi tam, gdzie stał, a grupa je w swojej sali”, usłyszałem. Bez zaglądania w komputer i bez cienia zdziwienia, jakby to pytanie padało tu co weekend.
Później okazało się, że prawie tak jest. Imprezy firmowe są w Ostoi w stałej ofercie obok wesel i jesień to dla nich dobry czas. Para, która wyprawiała tu wesele kilka tygodni wcześniej, podsumowała potem w Google jednym zdaniem: „Obsługa 11/10!”.
Ogień, który pali się bez względu na pogodę
Na obiadokolację z lampką wina zeszliśmy do prawie pustej sali: starsze małżeństwo przy oknie, para z psem przy drzwiach, my. Grupy nie było ani widać, ani słychać. Po kolacji gospodyni, pani Agnieszka, pokazała nam Chatę Dymną, całoroczną wiatę, w której ogień pali się niezależnie od pogody.
Z kuchni Ostoi: pstrąg z frytkami i surówką oraz szarlotka z lodami i sosem malinowym. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Przysiadła z nami na chwilę, chociaż w budynku obok meldowało się właśnie czterdzieści osób, i zapytała tylko, czy niczego nam nie brakuje.
Siedzieliśmy przy ogniu z herbatą, aż ktoś dołożył polano. Z budynku nie dochodziło nic poza światłem w oknach. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że najcichszy wieczór tego wyjazdu właśnie się kończy.
Chata Dymna, całoroczna wiata, w której ogień pali się niezależnie od pogody. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Sobota zaczęła się od mgły
Rano z okna nie było widać drugiej strony doliny. Grupa jeszcze spała, a pani Agnieszka sama dolewała nam kawę. Przypomniała mi się opinia pary, która tego lata ruszała stąd w góry o piątej rano i dostała śniadanie przygotowane specjalnie dla siebie. Napisali potem, że to „naprawdę miły gest”.
Nigdzie nie pojechaliśmy. Przy cerkwi w Hoszowie nie było nikogo poza nami i kotem na murku, a żona, która w domu nie wychodzi bez planu dnia, chodziła ze mną po wsi do południa i ani razu nie zapytała, co dalej.
Koło szóstej przez ścianę sali bankietowej przeszły pierwsze takty muzyki. Nasz stolik przy świecach czekał na siódmą.
Świece, wino i muzyka zza ściany
Kolacja przy świecach wyglądała tak, jak obiecywała nazwa: stolik pod oknem, świece, butelka wina i talerze, przy których rozmowa sama zwalnia. Zza ściany dochodziła muzyka, przytłumiona na tyle, że żona uznała ją za tło, a nie za przeszkodę.
Wieczorem przed wejściem do Ostoi. Kolacja przy świecach to część pakietu Romantyczny Weekend w Bieszczadach. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Wznieśliśmy toast za rocznicę. Przez chwilę było dokładnie tak cicho, jak miało być do samego końca.
Zaproszenie przyszło razem z deserem
Przy deserze podszedł do nas mężczyzna z grupy, w marynarce zdjętej już dawno i z krawatem w kieszeni. „Państwo coś świętują? Widzimy świece od godziny. Może chociaż na jeden taniec do nas?”
„Państwo coś świętują? Widzimy świece od godziny.”
Odpowiedziała szybciej niż ja: „Rocznicę”. Tyle wystarczyło. Po minucie staliśmy w drzwiach sali, a ktoś już ściszał rozmowy i wołał, że teraz gra dla młodej pary sprzed lat.
Jeden taniec trwał do północy
Zatańczyliśmy pierwszy taniec, potem drugi, a przy trzecim pani z księgowości uczyła moją żonę kroku, którego ja od dwudziestu lat nie mogę się nauczyć. Ktoś przyniósł nam krzesła, ktoś kompot, ktoś zapytał, jak się poznaliśmy, i cała sala słuchała, jakby to była część programu integracji.
Sala bankietowa Ostoi nakryta na przyjęcie. Bawią się tu wesela, komunie i firmowe integracje. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Nie tańczyłem tak od wesela. W połowie wieczoru zdjąłem sweter, a moja żona zdjęła buty i nikt nie zwrócił na to uwagi, bo połowa sali zrobiła to samo godzinę wcześniej. Z boku wyglądało to jak wesele, na które nikt nas nie zapraszał, a mimo to przyjęto nas jak rodzinę.
Wróciliśmy do naszego stolika po północy. Świece wypaliły się do końca, wino zostało w połowie. Usłyszałem wtedy, że to najlepsza rocznica, jaką mieliśmy, i że nikomu nie zdradzi, że zawdzięczamy ją ludziom, których dzień wcześniej nie znaliśmy.
Rano grupa wiedziała, jak mamy na imię
Przy śniadaniu mężczyzna, który zaprosił nas do tańca, przyniósł żonie kawę i zapytał o numer telefonu, żeby przesłać zdjęcia z tańca. Kilka osób z grupy machało nam z drugiego końca sali, jakbyśmy przyjechali razem.
Nakryte stoły w sali Ostoi. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Pani Agnieszka patrzyła na to zza bufetu i uśmiechała się tak, jakby widziała tę scenę nie pierwszy raz.
Po śniadaniu żona zeszła jeszcze na masaż, który zamówiła dzień wcześniej. Masażu w pakiecie nie ma, ale wystarczy zgłosić chęć w recepcji: masażystka przyjeżdża, kiedy są chętni, i przyjmuje w gabinecie na miejscu.
Kiedy oddawaliśmy klucz, zapytała jeszcze o święta. Okazało się, że Ostoja ma osobny pakiet na rodzinne Boże Narodzenie i drugi na ferie zimowe. Wzięła numer recepcji, schowała go do portfela i powiedziała, że to na później, a ja wiedziałem, że „później” znaczy u niej „w przyszłym tygodniu”.
Dom, który miał być dużo mniejszy
Na pożegnanie pani Agnieszka wyszła z nami przed wejście. Zapytałem, od kiedy prowadzi ten dom. Budowa ruszyła w 2009 roku, otwarcie było w 2012, a cały pomysł zaczął się od jednego zdania rzuconego do brata: „może jakiś dom weselny”.
Planowała coś małego. Wyszło 65 miejsc noclegowych, pokoje od jedynek po sześcioosobowe, sala, kuchnia i strefa relaksu. Za jej plecami grupa pakowała walizki do autokaru, a ja pomyślałem, że wczoraj wieczorem ten dom weselny jednak tu był.
Bieszczadzka Ostoja w Hoszowie: 65 miejsc noclegowych, sala, kuchnia i strefa relaksu. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Pytania, które zadawałem sobie w drodze do domu
- Kiedy ostatnio byliśmy gdzieś we dwoje dłużej niż jedną noc?
- Ile jest wart wieczór, o którym żona przez tydzień opowiada siostrze?
- Kiedy ostatnio ktoś nieznajomy poprosił nas do tańca?
Na ostatnie pytanie odpowiedź przed tym wyjazdem brzmiała „nigdy”. Teraz mam zdjęcia na dowód.
Drzwi dla tych, którzy znają Bieszczady na pamięć
Jeśli byłeś na każdej połoninie i w każdym sezonie, zostaje ci jedno: Bieszczady w drugiej połowie października, kiedy na drogach nie ma nikogo, buki są rude, a wieczorem czeka sauna, ogień pod dachem i kolacja przy świecach. W Hoszowie sprawdzisz to w jeden weekend. Zacznij od godziny w grocie solnej, resztę dopisze sobota.
Jeden z pokoi Bieszczadzkiej Ostoi. Fot. Bieszczadzka Ostoja
Drzwi dla tych, którzy jeszcze tu nie byli
Jeśli Bieszczady znasz tylko z wakacyjnych zdjęć, przyjedź po sezonie, we dwoje, na dwie noce. Bazę masz kilka minut od Ustrzyk Dolnych, a wszystko, czego potrzeba na taki wyjazd, czeka pod jednym dachem. Zadzwoń do recepcji Bieszczadzkiej Ostoi pod numer 537 954 777 i zapytaj o termin „Romantycznego Weekendu w Bieszczadach”.
Adres: Hoszów 10A, 38-700 Ustrzyki Dolne. Recepcja: 537 954 777, 13 307 51 00, recepcja@bieszczadzka-ostoja.pl. Strona: bieszczadzka-ostoja.pl. Facebook: Bieszczadzka Ostoja.
Materiał powstał we współpracy z: Zajazd Bieszczadzka Ostoja (Hoszów, gmina Ustrzyki Dolne).
Skontaktuj się: michal.slowikowski@korso.pl, tel. 500 062 776
Komentarze (0)