reklama

Niedźwiedzica wtargnęła na teren cerkwi w Bieszczadach. To, czego szukała, zostawiło ślady

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Niedźwiedzica wtargnęła na teren cerkwi w Bieszczadach. To, czego szukała, zostawiło ślady - Zdjęcie główne
Autor: Kamil Mielnikiewicz | Opis: Niedźwiedzica wtargnęła na teren cerkwi w Bieszczadach. To, czego szukała, zostawiło ślady
Zobacz
galerię
11
zdjęć

Udostępnij na:
Facebook
AktualnościDrewniana cerkiew w Smolniku przetrwała wojny, zmiany wyznaniowe i lata zaniedbania. Ma też mniej typową historię, związaną z niedźwiedzicą, która jesienią 1998 roku próbowała dostać się do miodu ukrytego pod jedną z kopuł świątyni. Pamiątką po tej wizycie były ślady pazurów na drewnianych ścianach.
reklama

Cerkiew św. Michała Archanioła w Smolniku należy do najcenniejszych zabytków drewnianej architektury sakralnej w Bieszczadach. Jej znaczenie doceniono również na arenie międzynarodowej – w 2013 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO wraz z innymi drewnianymi cerkwiami z Polski i Ukrainy. Obiekt znajduje się także na podkarpackim Szlaku Architektury Drewnianej. Historię tego miejsca tworzą jednak nie tylko wydarzenia związane z dziejami świątyni. Jedna z opowieści, zachowana na tablicy informacyjnej przy cerkwi, dotyczy niedźwiedzicy, która w poszukiwaniu miodu uszkodziła jej drewniane poszycie.

Zabytek o wyjątkowym znaczeniu dla Bieszczadów

Cerkiew św. Michała Archanioła w Smolniku jest jednym z najbardziej wartościowych przykładów drewnianej architektury sakralnej w Bieszczadach. W 2013 roku świątynia znalazła się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, razem z innymi drewnianymi cerkwiami z Polski i Ukrainy. Jest również częścią podkarpackiego Szlaku Architektury Drewnianej, który obejmuje obiekty ważne dla dziedzictwa architektonicznego i kulturowego regionu.

Obecna cerkiew nie jest jednak pierwszą świątynią, która stanęła w tym miejscu. Jej poprzedniczki doświadczały skutków wojen, pożarów oraz zmian przynależności wyznaniowej. Losy obiektu były szczególnie trudne po II wojnie światowej, kiedy świątynia została opuszczona i przez pewien czas niszczała.

reklama

 

Dziś cerkiew pełni funkcję filialnego kościoła rzymskokatolickiego.

Niedźwiedzica weszła na teren dawnej cerkwi

Z historią świątyni wiąże się także zdarzenie, które rozegrało się w listopadzie 1998 roku. Jego opis można przeczytać na tablicy znajdującej się przy cerkwi. Opowieść zatytułowana „Śladami niedźwiedzich pazurów” przedstawia wizytę niedźwiedzicy, która pojawiła się na terenie dawnej świątyni wraz z młodym osobnikiem. Jak podano w opisie, zwierzęta wtargnęły na plac cerkiewny od strony starego cmentarzyska, uszkadzając przy tym ogrodzenie. Przyczyną ich wizyty nie było jednak zainteresowanie samym zabytkiem, lecz zapach miodu i pszczelego wosku.

W najwyższej, środkowej kopule cerkwi, nazywanej „okrągłą makowicą”, pod którą znajduje się główna nawa, pszczoły zbudowały kłąb zimowy. Przygotowywały się w ten sposób do przetrwania chłodniejszych dni. Zapach znajdującego się tam miodu przyciągnął niedźwiedzicę, która postanowiła dostać się do wnętrza kopuły.

reklama

Fot. Kamil Mielnikiewicz

Próby dostania się do miodu pozostawiły ślady na ścianach

Niedźwiedzica podejmowała kolejne próby dotarcia do pszczelego przysmaku. Jak opisano na tablicy, próbowała wspinać się na dach, jednak nie udało jej się osiągnąć celu. Następnie szukała możliwości wejścia do środka przez boczne ściany dawnej cerkwi. W trakcie tych prób zwierzę wyłamywało klepki gontu, pozostawiając na drewnianym poszyciu ślady pazurów. Uszkodzenia były widoczne przez pewien czas, aż do przeprowadzenia prac remontowych. Dawne zadrapania można obecnie obejrzeć w gablocie przygotowanej przy cerkwi. Dzięki temu historia niedźwiedziej wizyty nie pozostała jedynie opowieścią przekazywaną turystom – jej materialnym śladem są zachowane i wyeksponowane elementy związane z tym zdarzeniem.

reklama

Niedźwiedzica odeszła bez upragnionego miodu

Jak wynika z opisu przedstawionego na tablicy, kolejne próby dostania się do miodu nie przyniosły niedźwiedzicy oczekiwanego rezultatu. Zwierzę ostatecznie zrezygnowało z dalszych starań. Po odpoczynku oddaliło się wraz z młodym w nieznanym kierunku. Autor opowieści przedstawił zdarzenie z humorem, nadając mu formę krótkiej historii z morałem. Jej zakończenie jest zarazem przypomnieniem o obecności niedźwiedzi w bieszczadzkim środowisku.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo