reklama

Na grobie w Bieszczadach znajduje się coś niezwykłego. To historia dwóch przyjaciół [ZDJĘCIA]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Na grobie w Bieszczadach znajduje się coś niezwykłego. To historia dwóch przyjaciół [ZDJĘCIA] - Zdjęcie główne
Autor: Kamil Mielnikiewicz | Opis: Na grobie w Bieszczadach znajduje się coś niezwykłego. To historia dwóch przyjaciół
Zobacz
galerię
12
zdjęć

Udostępnij na:
Facebook
AktualnościPrzez lata pracowali przy retortach, dzielili codzienność i rozumieli się bez wielu słów. Jan Kośla, znany jako Tuptuś, spoczywa na cmentarzu w Polanie. Zbigniew Balcerzak, nazywany Balcerkiem, został pochowany setki kilometrów dalej. Dzięki inicjatywie osób związanych z Bieszczadami na grobie Kośli znajduje się jednak niezwykła płyta.
reklama

Tradycyjny wypał węgla drzewnego był przez lata jednym z elementów życia i pracy w Bieszczadach. Z tą profesją związani byli Jan Kośla i Zbigniew Balcerzak – dwaj wypalacze, których połączyła wieloletnia współpraca przy retortach. Po śmierci Jana Kośli w 2015 roku Zbigniew Balcerzak wspominał, że chciałby kiedyś spocząć obok przyjaciela. Zmarł w kwietniu 2024 roku, ale został pochowany w rodzinnych stronach, na cmentarzu w Ślesinie. Dzięki inicjatywie Fundacji Pod Otrytem i zaangażowaniu osób związanych z regionem, pamięć o ich przyjaźni znalazła nietypowe odzwierciedlenie na cmentarzu w Polanie.

Dwóch ludzi, których połączył wypał

Jan Kośla, znany jako „Tuptuś”, i Zbigniew Balcerzak, nazywany „Balcerkiem”, byli związani z tradycyjnym wypałem węgla drzewnego w Bieszczadach. Przez lata pracowali razem przy retortach, wykonując zajęcie wymagające doświadczenia, cierpliwości i znajomości drewna oraz procesu jego przetwarzania w węgiel. Ich relacja wykraczała poza zwykłą współpracę. Wspólnie spędzali czas przy pracy, rozmawiali, żartowali, ale potrafili też po prostu milczeć. Balcerzak był osobą towarzyską, natomiast Kośla stronił od rozgłosu i trzymał się raczej na uboczu. Mimo różnic dobrze się rozumieli.

Fot. Kamil Mielnikiewicz

reklama

O życiu Kośli zachowało się niewiele informacji biograficznych. Nie szukał rozgłosu i nie opowiadał wiele o sobie. Wśród osób, które go znały, funkcjonował jednak pod przydomkiem „Tuptuś” – określeniem, które stało się jego znakiem rozpoznawczym.

Zbigniew Balcerzak znał go na tyle dobrze, że określał go jako kompana i współpracownika, a być może nawet bratnią duszę. Po śmierci Jana Kośli w 2015 roku niejednokrotnie wspominał, że chciałby kiedyś spocząć obok niego w Polanie. Było to miejsce, z którym czuł się związany emocjonalnie.

Balcerek nie rozstał się z tradycją wypału

Zbigniew Balcerzak pozostał związany z wypałem węgla drzewnego także wtedy, gdy tradycyjna praca przy retortach coraz bardziej odchodziła w przeszłość. Ostatni rok życia spędził w Ekomuzeum „Na wypale” w Radoszycach, niedaleko Komańczy. Dzielił się tam swoją wiedzą z turystami. Opowiadał o pracy wypalacza, pokazywał, jak przebiegał proces wypalania węgla i przybliżał zajęcie, którego nie da się w pełni poznać wyłącznie z książek czy opisów. Jego doświadczenie wynikało z wieloletniej praktyki. Osoby odwiedzające ekomuzeum zwracały uwagę na sposób, w jaki mówił o swojej pracy. Potrafił opowiadać o węglu, drewnie i dymie tak, jak o czymś dobrze znanym i bliskim. Nie był jedynie osobą oprowadzającą po miejscu związanym z dawnym rzemiosłem. Sam stanowił żywe świadectwo tradycji bieszczadzkich wypalaczy.

reklama

 

Zbigniew Balcerzak zmarł w kwietniu 2024 roku. Choć chciał spocząć obok Tuptusia, został pochowany w rodzinnych stronach, na cmentarzu w Ślesinie. Jego życzenie nie mogło więc zostać spełnione dosłownie. Osoby związane z Bieszczadami postanowiły jednak upamiętnić tę więź w miejscu, które było dla niego ważne.

Stalowe drzwi od retorty na grobie w Polanie

Ponad rok temu na cmentarzu w Polanie na grobie Jana Kośli pojawiła się nietypowa płyta nagrobna. Zamiast kamienia wykorzystano stalowe drzwi od retorty – element związany z pracą, którą przez lata wykonywali obaj mężczyźni. Na stalowej powierzchni umieszczono dwie tabliczki: jedną z imieniem i nazwiskiem Jana Kośli, drugą upamiętniającą Zbigniewa Balcerzaka. Obok znalazły się również miniaturowa retorta i przewrócone taczki, nawiązujące do realiów pracy przy wypale.

reklama

Fot. Kamil Mielnikiewicz

Ważnym elementem upamiętnienia jest także zdanie przypisywane Balcerkowi: „Mnie się nie spieszy, mi się pali”.

Przyjaciele zadbali, by Balcerek pozostał w Bieszczadach

Za inicjatywą upamiętnienia obu wypalaczy stoi grupa osób, którym zależy na zachowaniu pamięci o ludziach związanych z dawnymi bieszczadzkimi tradycjami. Pomysł wyszedł od Radosława Czubaka z Bazy pod Otrytem. To właśnie przy tej bazie znajduje się retorta z portretem Balcerka, namalowanym przez Andrzeja Andrejkowa.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo