„Zielone wzgórza nad Soliną” to utwór, który przez lata mocno związał się z Bieszczadami i Soliną. Jego autorami byli Janusz Kondratowicz, odpowiedzialny za słowa oraz Czesław Grudziński, który skomponował muzykę. Piosenka powstała w 1967 roku. Za jej nagranie odpowiadał Wojciech Gąssowski, choć sam artysta początkowo nie był zachwycony propozycją jej wykonania. Za powstaniem utworu stało kilka osób, a każda z nich miała wobec niego zupełnie inne podejście. Był profesor muzyki poważnej, jego były uczeń związany z Radiowym „Studiem Rytm”, zakochany w Bieszczadach autor tekstu oraz młody wokalista związany ze sceną big-beatową.
Profesor muzyki poważnej i melodia, która miała stać się przebojem
Autorem muzyki do „Zielonych wzgórz nad Soliną” jest profesor Czesław Grudziński. Był szanowanym pedagogiem i kompozytorem muzyki poważnej. Wykładał w przedwojennym warszawskim Instytucie Muzycznym, a przez lata pełnił funkcję dyrektora muzycznego Mazowsza. Jego dorobek obejmował utwory przeznaczone między innymi na wiolonczelę, a nawet puzon. W 1967 roku miał 57 lat i – jak wynika z informacji opublikowanych na portalu bibliotekapiosenki.pl – trudno było kojarzyć go z muzyką młodzieżową, zarówno ze względu na jego zainteresowania, jak i wiek.
A jednak właśnie spod jego ręki wyszła melodia, która miała stać się jednym z popularnych powojennych polskich przebojów. Co więcej, utwór należał do muzyki big-beatowej, a więc gatunku kojarzonego przede wszystkim z młodszym pokoleniem. W jaki sposób profesor muzyki poważnej trafił ze swoją kompozycją do świata młodzieżowej muzyki rozrywkowej? Pomógł mu w tym jego były uczeń Andrzej Korzyński, szef Radiowego „Studia Rytm”.
„Pokazuje kawałek melodii”
Andrzej Korzyński wspominał Czesława Grudzińskiego jako znakomitego pedagoga.
To był znakomity facet, wykładał harmonię i kontrapunkt i naprawdę wiele się u niego nauczyłem
– mówił.
Pewnego dnia profesor przyszedł do niego z fragmentem melodii. Był przy tym – jak wspominał Korzyński – lekko zakłopotany. Pokazał byłemu uczniowi kompozycję, mówiąc, że wydaje mu się ładna i być może mu się spodoba. Wysłuchał jej i dostrzegł w niej potencjał.
To właśnie Andrzej Korzyński miał następnie doprowadzić do połączenia melodii profesora z tekstem Janusza Kondratowicza i wykonaniem Wojciecha Gąssowskiego.
Bieszczady Janusza Kondratowicza
Janusz Kondratowicz był wówczas mocno związany z Bieszczadami. Jak wspominał, przez wiele lat, najczęściej razem z Piotrem Figlem, wyjeżdżał w ten region. Nie były to wyjazdy w środku sezonu. Najczęściej przyjeżdżali we wrześniu, a nawet w październiku. W jego wspomnieniach Bieszczady tamtego okresu pojawiają się jako miejsce zupełnie inne niż dzisiejszy region turystyczny. Janusz Kondratowicz zwracał uwagę również na to, jak mocno ówczesne Bieszczady oddziaływały na twórców. Inspirowały literatów, filmowców i poetów.
Ta atmosfera miała znaczenie dla twórczości Kondratowicza.
Kilka piosenek o Bieszczadach
Janusz Kondratowicz przyznawał, że uroda Bieszczadów i charakter tego miejsca sprawiły, że napisał kilka piosenek związanych z regionem. Wśród nich wymieniał „Krajobrazy”, „Płoną góry płoną lasy” oraz „Zielone wzgórza nad Soliną”. Ta ostatnia piosenka była przy tym bardzo konkretnie umiejscowiona. Już sam tytuł wskazywał miejsce, z którym miała być związana. Janusz Kondratowicz zaznaczał jednak, że w przypadku „Zielonych wzgórz nad Soliną” zadziałała również jego wyobraźnia. Nigdy bowiem nie był w Bieszczadach wiosną, kiedy zieleń jest najbardziej soczysta.
Uroda i geniusz tego miejsca sprawiły, że napisałem kilka „bieszczadzkich” piosenek: „Krajobrazy” „Płoną góry płoną lasy” i bardzo konkretnie umiejscowione „Zielone wzgórza nad Soliną”. Tu już zadziałała wyobraźnia, bo nigdy wiosną, kiedy zieleń najbardziej soczysta tam nie byłem
– czytamy we wspomnieniach opublikowanych na portalu bibliotekapiosenki.pl.
Janusz Kondratowicz twierdził również, że tekst „Zielonych wzgórz nad Soliną” miał już gotowy, zanim trafił do Andrzeja Korzyńskiego. To różniło jego relację od wspomnień Korzyńskiego, który mówił o tym, że namówił Kondratowicza do napisania słów.
Autor tekstu szybko stracił zainteresowanie piosenką
Kondratowicz zaniósł tekst Korzyńskiemu, ale niedługo później przestał interesować się dalszym losem utworu. Jak sam wspominał, w tamtym czasie pracował już przy innych projektach. Współpracował z Krzysztofem Klenczonem i pisał dla Czerwono-Czarnych. „Zielone wzgórza nad Soliną” nie wydawały mu się przy tym szczególnie ambitnym utworem.
Wojciech Gąssowski też nie chciał jej śpiewać
Jeszcze inna była perspektywa Wojciecha Gąssowskiego, który został wykonawcą piosenki. W tamtym czasie dopiero rozstał się z Czerwono-Czarnymi i został solistą grupy Tajfuny. Wykonywał rockandrollowe utwory. Propozycja nagrania piosenki napisanej przez profesora muzyki poważnej była więc dla niego czymś zupełnie innym. Wojciech Gąssowski wspominał, że trudno było mu odmówić Andrzejowi Korzyńskiemu.
Jak tłumaczył, Korzyński był wówczas szefem jednej z najważniejszych audycji muzycznych w Polsce i jego propozycji się nie odrzucało. Jeszcze zanim Wojciech Gąssowski usłyszał piosenkę, dowiedział się, że skomponował ją profesor Korzyńskiego. To również nie zrobiło na nim dobrego wrażenia. Muzycy mieli próbować znaleźć sposób, aby wykręcić się od nagrania.
„Okropny, klezmerski saksofon”
Niechęć Wojciecha Gąssowskiego wynikała również z samego brzmienia przygotowanego utworu. Andrzej Korzyński przyniósł piosenkę już zaaranżowaną. W aranżacji znalazł się saksofon, który Gąssowski określił jako „okropny, klezmerski”. Ostatecznie jednak piosenka została nagrana.
Piosenka zaczęła zdobywać popularność
Pierwszym zaskoczeniem było to, co stało się po emisji utworu. „Zielone wzgórza nad Soliną” zostały Radiową Piosenką Miesiąca. Później ten sukces się powtórzył i piosenka została Radiową Piosenką Miesiąca po raz kolejny. Następnie została Radiową Piosenką Roku. W końcu zakwalifikowano ją do Opola.
Dla Wojciecha Gąssowskiego nie była to jednak wiadomość, na którą czekał z entuzjazmem. Wspominał, że nie palił się do występu w Opolu. Przyczyn było kilka. Po pierwsze, utwór miał być prezentowany przed wielomilionową widownią. Po drugie, artysta chciał już – jak sam mówił – uwolnić się od piosenki, którą uważał za „obciachową” dla big-beatowca. Dodatkowo na scenie nie miał wystąpić z Tajfunami, lecz ze Skaldami.
Wojciech Gąssowski liczył więc na to, że zainteresowanie piosenką szybko minie. Sam występ określił jako słaby. Według jego wspomnień właśnie wtedy miała zakończyć się błyskawiczna kariera „Zielonych wzgórz nad Soliną”. Tyle że tak się nie stało.
Piosenka, która została z Soliną na dłużej
Choć wykonawca spodziewał się końca popularności utworu, „Zielone wzgórza nad Soliną” pozostały w świadomości słuchaczy. Piosenka na trwałe związała się z miejscem, o którym opowiadała. Z czasem zaczęła funkcjonować nie tylko jako jeden z przebojów Wojciecha Gąssowskiego, ale również jako utwór kojarzony z Soliną i Bieszczadami.
źródło: bibliotekapiosenki.pl
Komentarze (0)