Szacuje się, że w Polsce narciarstwo zjazdowe uprawia aktywnie około 5 milionów osób. Mimo tak szerokiego rynku odbiorców, rozpoznawalność Bieszczadów jako destynacji narciarskiej utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie. Analiza potencjału gospodarczego regionu pokazuje jednak jednoznacznie, że tutejsze stacje i infrastruktura towarzysząca nie mają powodów do kompleksów. Bieszczady nie dążą do bezpośredniej rywalizacji z alpejskimi kurortami czy takimi ośrodkami jak Podhale i Szczyrk, lecz budują swoją przewagę konkurencyjną na bezpieczeństwie, kameralności oraz kompleksowości oferty skierowanej do rodzin z dziećmi i osób uczących się jeździć.
Diagnoza rynku i potrzeba spójnej promocji
Główną barierą w rozwoju zimowej turystyki w Bieszczadach nie jest brak infrastruktury, lecz rozproszenie działań promocyjnych. W ocenie Roberta Petki, zastępcy wójta gminy Olszanica, poszczególne podmioty nie wypracują znaczącej pozycji rynkowej, jeśli będą działać wyłącznie na własną rękę bez spójnej strategii regionalnej.
Jeśli my jako samorządy, gestorzy bazy turystycznej, właściciele stacji narciarskich i zarząd województwa nie przygotujemy wspólnej oferty promocyjnej, będziemy tylko działać na własną rękę. Będziemy prężyć muskuły wyłącznie u siebie, ale nigdy nie wyjdziemy z ofertą na zewnątrz
– wskazuje Robert Petka.
Fot. Kamil Mielnikiewicz (Robert Petka, zastępca wójta gminy Olszanica)
Doświadczenia i dane gromadzone przez stację Bieszczad.ski w Wańkowej pokazują, że turyści doceniają jakość oferowanych usług, co znajduje odzwierciedlenie w powracających rezerwacjach. Aby jednak zwiększyć ogólne obłożenie w sezonie zimowym, kluczowe staje się przełamanie utrwalonych stereotypów.
Musimy przełamać mit, że w Bieszczady nie warto przyjeżdżać na narty. Warto! Narciarze wyjeżdżają wprawdzie na dłuższe urlopy w Alpy, ale ten sam klient szuka też miejsc w Polsce, do których może wyskoczyć na weekend
– zauważa zastępca wójta.
Różnorodność stoków i atrakcji jako główny atut
Specyfika bieszczadzkich stacji narciarskich opiera się na umiarkowanej długości tras, co przy kilkudniowym pobycie może skłaniać narciarzy do poszukiwania nowych wyzwań. Rozwiązaniem tego jest potraktowanie różnorodności regionalnych ośrodków jako spójnego wyznacznika jakości. Przewaga Bieszczadów ujawnia się w możliwości płynnego zmodyfikowania planu urlopowego. Każdy dzień pobytu może być spędzony na innym stoku – od Bieszczad.ski w Wańkowej, przez Gromadzyń i Lawortę w gminie Ustrzyki Dolne, po stację Lesko.ski w Weremieniu. Do stworzenia pełnej oferty konieczne jest jednak stworzenie mechanizmów, między innymi takich jak wspólny karnet oraz uświadomienie klientowi bogactwa oferty towarzyszącej.
Kluczowe jest, aby potencjalny turysta dowiedział się, że w Bieszczadach można nie tylko jeździć na nartach, ale też skorzystać po stoku ze strefy SPA, basenów, sztucznych lodowisk czy innych atrakcji. Jeśli połączymy siły i wypromujemy nasz region jako idealne miejsce dla rodzin oraz osób uczących się szusować, wygramy ten rynek
– podkreśla Robert Petka.
Podejście to odpowiada na potrzeby rodzin z dziećmi o zróżnicowanych umiejętnościach sportowych. Podczas gdy część rodziny korzysta ze stoku, pozostali członkowie grupy mają dostęp do alternatywnych form rekreacji, takich jak saneczkarstwo, lodowisko czy pływanie na krytych basenach.
Analityka klienta i model unikania utrudnień
Kluczowym elementem budowania nowej marki narciarskiej Bieszczadów jest analityka oparta na twardych danych. Na stacji Bieszczad.ski w Wańkowej od początku działalności gromadzone i szczegółowo analizowane są informacje dotyczące pochodzenia odwiedzających oraz czasu trwania ich pobytu. Z obserwacji wynika, że liczne kluby sportowe i szkółki narciarskie rezerwują kolejne terminy jeszcze w trakcie trwania bieżącego wyjazdu. Jest to bezpośredni dowód na to, że poziom obsługi oraz przygotowanie tras spełniają wymogi rynkowe.
W kampanii promocyjnej regionu akcentowany ma być silny kontrast wobec tradycyjnych, nierzadko zatłoczonych kurortów. Jak wskazuje Robert Petka, do głównych zalet Bieszczadów w sezonie zimowym należy płynny dojazd i brak wielokilometrowych korków drogowych, szybkie parkowanie bez konieczności długotrwałego poszukiwania wolnych miejsc, krótki czas oczekiwania w kolejkach do wyciągów czy wysokie bezpieczeństwo i spokojna atmosfera na trasach.
Pierwsze kroki wykonawcze: Projekt regionalnego skibusa
Deklaracje dotyczące integracji środowiska turystycznego przechodzą w fazę realizacyjną. Podjęto już pierwsze praktyczne działania mające na celu usprawnienie logistyki i podniesienie komfortu wypoczywających narciarzy oraz snowboardzistów. Jedną z kluczowych inicjatyw jest plan uruchomienia regionalnego skibusa. Pojazd będzie rozpoczynał swoją trasę w Polańczyku, który stanowi największą bazę noclegową w tym rejonie, a następnie dowoził turystów bezpośrednio do stacji narciarskich Bieszczad.ski w Wańkowej, Lesko.ski w Weremieniu, Gromadzyń w Ustrzykach Dolnych oraz Laworta.ski w Brzegach Dolnych.
Rozwiązanie to pozwoli narciarzom na rezygnację z konieczności poruszania się prywatnymi samochodami, redukując natężenie ruchu i ułatwiając swobodny dostęp do zróżnicowanych stoków w całym regionie.
Szanse na wzrost obłożenia w sezonie zimowym
Konsekwentne połączenie potencjału samorządów, właścicieli stacji narciarskich oraz gestorów bazy noclegowej daje realną szansę na wydłużenie sezonu turystycznego w Bieszczadach. Oferta skierowana do rodzin, połączona z odpowiednią infrastrukturą basenową, noclegową i gastronomiczną, tworzy kompletny produkt turystyczny.
Dzięki eliminacji barier logistycznych oraz wdrożeniu przemyślanej promocji zewnętrznej, Bieszczady mają wszelkie argumenty, by stać się cenioną, bezpieczną i chętnie wybieraną alternatywą na zimowej mapie Polski.
Komentarze (0)